sobota, 20 maja 2017

"Matka mojej córki" Magdalena Majcher


PRZEDPREMIEROWO












Opis:

Piękna opowieść o obezwładniającej sile więzi matki i dziecka, potężniejszej od rodzinnych tajemnic i powtarzanych latami kłamstw

Nina w wieku szesnastu lat przeżyła pierwszą miłość i... zaszła w ciążę. Teraz niechętnie przyjeżdża do rodzinnej Czeladzi. Życie zmusza ją jednak do porzucenia kariery w bankowości i powrotu do domu. Musi uporać się nie tylko ze śmiercią ojca, ale również z własną przeszłością...

Czy Nina znajdzie w sobie odwagę, by stanąć oko w oko z prawdą? Czy będzie potrafiła naprawić błędy z przeszłości i stać się matką dla swojego dziecka?



Są takie książki, dla których rzuca się wszystkie, które do tej pory grzecznie czekały na swoją kolej. Lista "do przeczytania" przestaje mieć znaczenie, ugotowany obiad i posprzątane mieszkanie również... "Matka mojej córki" to jedna z tych premier, której datę należy wpisać do kalendarza i odliczać dni, niecierpliwie przebierając nogami! Cieszę się, że Magda nabrała takiego rozpędu, bo każda kolejna książka jej autorstwa, jest lepsza od poprzedniej!
Twórczość autorki śledzę od dawna. Część z Was pewnie kojarzy popularny blog Przegląd czytelniczy, na łamach którego wielokrotnie polecała książki godne uwagi. Już wtedy można było zwrócić uwagę na niezwykłą "lekkość pióra", która sprawia, że teksty czyta się jednym tchem. Podobnie sprawa wygląda w przypadku powieści. Nie bez powodu wielokrotnie porównywałam Magdę do autorek, które obydwie bardzo cenimy - Diane Chamberlain i Jodi Picoult. Oprócz doskonałego stylu, uwagę zwraca także tematyka, która z pewnością nie należy do lekkich, łatwych i przyjemnych. Problemy jakie podejmuje, skłaniają do refleksji, wywołują kontrowersje i jeszcze długo po skończonej lekturze zaprzątają nasze myśli. Za każdym razem zastanawiam się co zrobiłabym na miejscu bohatera, a rozwiązanie nigdy nie jest proste i często prowadzi do wielu dramatów. 
"Matka mojej córki" jest przemyślana w najdrobniejszym szczególe. Wszystkie elementy łączą się ze sobą niczym w układance. Nie znajdziemy tu urwanych wątków, zbędnych postaci, czy wydarzeń, które nic nie wnoszą. Historia wciąga nas od pierwszych stron i ciężko jest się oderwać chociaż na moment. Magda zaserwowała nam tak wiele emocji, że towarzyszą nam one jeszcze długo po skończonej lekturze. I właśnie takie książki zajmują szczególne miejsce w mojej biblioteczce! 
Autorka w swojej twórczości często podejmuje tematykę związaną z rodziną, związkami, dziećmi, czyli tym, co jest nam najbliższe. Dlatego jej powieści tak bardzo chwytają za serce. Podobne historie słyszymy często w telewizji, a czasem znamy je niestety z własnego doświadczenia. Łatwiej identyfikować się z bohaterami, kiedy możemy próbować postawić się w ich sytuacji. 
Jeśli chodzi o strukturę powieści, to akcja toczy się dwutorowo - współcześnie oraz kilkanaście lat wcześniej. Wydarzenia przeplatają się, prowadząc do wielkiego finału. Zabieg ten sprawił, że jeszcze bardziej pochłania nas wir wydarzeń. Mimo, że bardzo szybko domyśliłam się jak wyglądały wydarzenia sprzed lat, nie przeszkodziło mi to w delektowaniu się każdym kolejnym rozdziałem. Byłam ciekawa jak decyzje bohaterów wpłyną na rozwiązanie całej sytuacji. Magda postawiła jednak na otwarte zakończenie. Pewne sprawy zostały wyjaśnione, jednak to, jak potoczyły się dalej losy bohaterów, możemy sobie sami dopowiedzieć. 
Zarówno "Matka mojej córki", jak i poprzednie powieści, doskonale nadawałyby się do omawiania w klubach dyskusyjnych. Jestem pewna, że tematyka wzbudziłaby wiele emocji. Cieszę się, że takie książki pojawiają się również na naszym rodzimym rynku wydawniczym. Mam nadzieje, że Magda nie każe nam długo czekać na kolejną powieść. Cieszę się, że miałam okazję spędzić wiele emocjonujących chwil z jej najnowszym dziełem. Zachęcam Was do sięgnięcia po ten tytuł, wyjątkowy styl i tematyka, której podejmuje się autorka, sprawiają, że coraz bardziej wybija się ona z tłumu polskich pisarzy. Ja trzymam mocno kciuki i mam nadzieję, że "Matka mojej córki" szybko stanie się bestsellerem.


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję autorce oraz wydawnictwu.


"Ważąca na życiu decyzja, skomplikowane relacje między kobietami. Ta powieść pokazując słabość i siłę kobiet, wywołuje skrajne emocje. Porusza i nie pozostawia obojętnym! Gorąco polecam!"

Agata Kołakowska, pisarka



Ocena:
5+/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 24 maja 2017
Liczba stron: 384
Oprawa: miękka

środa, 17 maja 2017

Spotkanie klubu Kobiety to czytają w Łodzi


Ostatnie spotkanie klubu KOBIETY TO CZYTAJĄ odbyło się po dłuższej przerwie. Na szczęście wszystkie zdążyłyśmy się za sobą stęsknić i cały skład stawił się na miejscu. Dołączyła do nas również nowa kobieta czytająca - Kasia. Tak się rozgadałyśmy, że uwieczniłyśmy całe spotkanie tylko na jednym zdjęciu... Obiecuję, że następnym razem zasypię Was fotografiami!
Książka, jak zawsze, wzbudziła spore emocje! Nie byłam zaskoczona wziąwszy pod uwagę, że Diane Chamberlain wraz z Jodi Picoult należą do moich ulubionych autorek klubowych. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze dołączy do naszego składu. Co prawda zaczyna się sezon urlopowy, ale my już mamy wybrany kolejny przedmiot dyskusji...


11 czerwca spotykamy się w kawiarni Dekadencja (Piotrkowska 35) o godzinie 18:00

Wybrałyśmy powieść nowej autorki klubowej, mam nadzieję, że wywoła równie wiele dyskusji! Niektóre klubowiczki są już po lekturze i czekają grzecznie na spotkanie. :)
Gdyby ktoś chciał dołączyć, to serdecznie zapraszamy!


niedziela, 12 lutego 2017

"Kiedy będziemy deszczem" Dominika van Eijkelenborg


Opis:

COKOLWIEK ROBI, GDZIEKOLWIEK JEST, CZUJE, ŻE JEGO OCZY JĄ ŚLEDZĄ

Pewnego październikowego dnia Inga de Graaf wychodzi z psem na spacer, z którego nigdy nie wraca. Zaniepokojony mąż zgłasza jej zaginięcie, nie wierząc, że kobieta mogłaby porzucić wszystko i po prostu przepaść bez wieści. Policja zaczyna akcję poszukiwawczą, która nie przynosi rezultatów. Dopiero mailowa korespondencja zaginionej odkryta w koszu jej laptopa naprowadza na wątły ślad. Okazuje się, że Inga kryła mroczną tajemnicę, którą podzieliła się z przyjaciółką ze studiów. 

Z pozoru poukładane życie Ingi, której niczego nie brakowało było jedynie fasadą, za którą kobieta skrywała samotność i rozczarowanie. Spotkanie młodego mężczyzny uruchomi lawinę strasznych zdarzeń, od których nie było żadnej ucieczki.

THRILLER, KTÓRY NĘCI ZAKAZANĄ WONIĄ ZDRADY, NAMIĘTNOŚCI I MROCZNYCH ZAGADEK


Są takie książki, które zalewają emocjami. Po skończonej lekturze powrót do codzienności wydaje się praktycznie niemożliwy. W głowie kłębi się tyle myśli, tak wiele kwestii okazuje się wartych przemyślenia... Jesteśmy wypaleni psychicznie, a jednocześnie chcemy więcej! Takie powieści działają jak narkotyk - jak tylko zaczniemy czytać, pochłoną nas bez reszty.
To książki, o których najtrudniej pisać, bo niektórych odczuć nie da się ubrać w słowa, trzeba to przeżyć samemu. Najchętniej ograniczyłabym swoją recenzję do jednego zdania - to jedna z najlepszych powieści, jakie czytałam od bardzo dawna! Ale wiadomo, że to moje subiektywne odczucia. Postaram się Was jednak przekonać, że warto mieć tę pozycję na swojej półce!
Co skłoniło mnie do sięgnięcia po nią? Nazwisko autorki. Czytałam jej poprzednią powieść i chociaż nie powaliła mnie na kolana, to wyjątkowo zapadła w pamięć. W tym przypadku nie zapoznałam się nawet z opisem. Kiedy książka do mnie przyszła, zachwyciła mnie jej niezwykła okładka. Wygląda, jakby została pokryta kroplami deszczu. Jest przepiękna i doskonale współgra z fabułą. 
Zacznijmy od gatunku, bo tutaj widziałam pewne kontrowersje w opiniach czytelników. Nie jest to typowy thriller, ani kryminał. Sama przed lekturą nie nastawiałam się w żaden sposób, może dlatego tak bardzo byłam zachwycona. Jak dla mnie jest to powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym i doskonale rozbudowaną warstwą psychologiczną. Chociaż sporo się dzieje, nie uświadczymy tu akcji rodem z książek sensacyjnych. Mimo to, nie można się oderwać! Z każdą kolejną stroną wciągamy się coraz bardziej, identyfikując się z bohaterami i wraz z nimi przeżywając wszelkie rozterki. A tych nie brakuje. Jak to często bywa w życiu, nikt nie staje się nagle piękny, bogaty i szczęśliwy. Także tutaj autorka ukazuje dylematy moralne i decyzje, które wpływają na nasz los, a czasem i na los innych osób. Podoba mi się, że prawie do końca nie wiemy, jak wszystko się skończy - czy będzie happy end, czy wręcz przeciwnie, życie bohaterów runie jak domek z kart... 
Konstrukcja powieści nie jest tradycyjna. Na początku dowiadujemy się, że zaginęła młoda kobieta. Nie wiemy o niej zbyt wiele, jednak akcja szybko przenosi się w przeszłość, kiedy to poznajemy całą historię. Powoli wszystkie elementy łamigłówki zaczynają się uzupełniać, prowadząc do zaskakującego finału! Muszę tutaj wspomnieć, że życie Ingi zostało opisane w wyjątkowy sposób. Z jednej strony widzimy ją podczas codziennych czynności, prowadzącą zwyczajne życie, które sami widzimy na co dzień. Z drugiej strony, punkt zwrotny wprowadzony przez autorkę, sprawia, że akcja nabiera tempa, a my z niecierpliwością czekamy na jej rozwój. Książka aż kipi od emocji! Po skończonej lekturze ciężko dojść do siebie, tyle myśli kłębi się w głowie. 
Dobrym zabiegiem było skupienie się na dwójce głównych bohaterów. Niby mamy kilka osób na drugim planie, ale stanowią one raczej tło. Nie powiem, zostali tak samo dobrze scharakteryzowani, jak ci najważniejsi, ale pojawiają się sporadycznie, wtedy, kiedy wymaga tego akcja. Wielokrotnie wspominałam, że zbyt wiele postaci sprawia, że zamiast skupić się na akcji, zastanawiam się, kiedy ten ktoś się pojawił i skąd go kojarzę. Tutaj ten problem nie istnieje. Tak naprawdę ważna jest dwójka bohaterów i dzięki temu, na nich skupiamy się najbardziej. Psychologia postaci to piekielnie mocna strona powieści! 
"Kiedy będziemy deszczem" to książka jednocześnie piękna i smutna. To pierwsze określenia, które przyszły mi na myśl po skończonej lekturze. To, że jest taka "życiowa", stanowi ogromny atut. Czytamy o codziennym życiu bohaterki, jej troskach, dylematach, sprawach zupełnie przyziemnych i myślimy: "skąd ja to znam?!". Sporo w powieści refleksji i mądrości, które każdy będzie mógł odnieść do własnego życia. I chociaż nie ukrywam, cała historia wypala emocjonalnie, to warto po nią sięgnąć, bo z pewnością zostanie z nami na dłużej...
Język powieści również sprzyja lekturze. Nie skupiamy się na nim, a tym samym nie odciąga nas od samej fabuły. Autorce wyjątkowo dobrze idzie opisywanie uczuć, a moim zdaniem to naprawdę trudna sztuka! Również klimat małego miasteczka, który udało jej się stworzyć, doskonale buduje atmosferę grozy. Wydarzenia zaczynają się komplikować, wiemy, że zaraz wydarzy się coś złego, ulice spływają deszczem, a napięcie sięga zenitu. W takiej atmosferze dochodzi do wydarzeń opisanych na początku powieści.
Jeśli zagłębimy się w biografię autorki, zobaczymy, że część elementów przeniosła do książki ze swojego życia. Nie wiadomo do końca, czy relacje między bohaterami też powstały na bazie jej doświadczeń, to już chyba pozostanie słodką tajemnicą pisarki. Wiemy natomiast, że przygotowała się doskonale w kwestii szkolenia psów. Wątek ten ma spore znaczenie dla całej akcji i został opisany w sposób naprawdę imponujący! Widać, że autorka zrobiła ogromny postęp od czasu powstania  pierwszej powieści.
Z niecierpliwością czekam na jej kolejną książkę, chociaż poprzeczkę postawiła sobie naprawdę wysoko! Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do lektury i powieść zajmie szczególne miejsce na Waszej półce, tak, jak miało to miejsce u mnie.

Na stronie wydawnictwa znajdziecie wywiad z autorką: klik


Dane techniczne:
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 20 stycznia 2017
Liczba stron: 432
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Ocena:
6/6

czwartek, 9 lutego 2017

Spotkanie z Alkiem Rogozińskim w łódzkim Empiku.

Z góry przepraszam za jakość zdjęć! Były robione telefonem komórkowym... :( Tak szybko wyskoczyłam na to długo oczekiwane spotkanie, że zapomniałam aparatu!

Rzecz miała miejsce 2.02. Zobaczcie jak było niesamowicie! Szkoda, że zdjęcia nie oddadzą tej atmosfery... Arek jest jedynym mężczyzną, który potrafi doprowadzić do łez wszystkie będące obok niego kobiety... Sama spłakałam się tak strasznie, że później musiałam sprawdzać, czy nie wyglądam jak panda! :) Następnego dnia nadal bolał mnie brzuch od śmiechu. Uważam, że takie spotkania z czytelnikami nie są godne jego talentu komediowego. Na scenę z nim! Niech płacze cały naród... ;)

A ja właśnie kończę ostatnią książkę Alka, recenzja niebawem... 









środa, 18 stycznia 2017

"Gorzej być (nie) może" Małgorzata Falkowska


Opis:
Kontynuacja przygód sześciu zwariowanych przyjaciółek, bohaterek książki "Mąż potrzebny na już". Życie Zosi wydaje się wręcz idealne. Bogata dziedziczka nie ma w zwyczaju się niczym przejmować. Przyziemne problemy zdają się ją omijać szerokim łukiem, jednak los, a w zasadzie bliscy postanawiają to zmienić. Kiedy wydaje się, że gorzej być już nie może, Zosia uświadamia sobie, w jak wielkim jest błędzie. Czy zakochana w sobie bogaczka poradzi sobie z problemami, których nie są w stanie rozwiązać pieniądze jej ojca? Nadeszła pora, aby rozpocząć walkę egocentryzmu, pieczołowicie pielęgnowanego od urodzenia, z uśpionym głęboko ziarnem altruizmu, które chce wykiełkować.

Foto: autorka

Druga książka w dorobku Gosi Falkowskiej, to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier! Czas, który minął od wydania pierwszej, "Mąż potrzebny na już", dłużył mi się niemiłosiernie. Miałam wrażenie, że autorka każe nam czekać latami, dopieszczając w tym czasie swoją powieść, która - co było oczywiste - nie mogła być zła! I teraz prawdziwe wyzwanie przede mną, jak zachęcić Was do przeczytania książki, od której sama nie mogłam się oderwać, nie wywołując w Was jednocześnie cukrzycy?! :)
Książki Gosi to taki antydepresant, powinno się je mieć zawsze pod ręką, aby w kryzysowych sytuacjach móc po nie sięgnąć. Bawią do łez, powodują niekontrolowane wybuchy śmiechu (po raz kolejny ostrzegam przed czytaniem w miejscach publicznych!), a czasem wzruszają do łez. Są ciepłe, mądre i mają fenomenalne bohaterki! Nie jest łatwo wpleść do komedii poważne wątki, a tutaj autorce udało się to znakomicie. To co ma bawić - bawi, to, co ma skłonić do refleksji - skłania. W kwestii humoru postawiłabym Gosię tuż obok Alka Rogozińskiego, to dwójka autorów, którzy ostatnio wybitnie dbają, aby mój nastrój był lepszy niż wskazywałaby na to pogoda za oknem.
Jak tylko rozpoczęłam lekturę, poczułam jakbym spotkała się z dawno niewidzianymi przyjaciółkami. Naprawdę za nimi tęskniłam! Początkowo bałam się, że minęło zbyt wiele czasu i będę miała problem z przypomnieniem sobie niektórych szczegółów, ale okazało się, że autorka pomyślała i o tym! Na początku mamy krótką charakterystykę, do której możemy w każdej chwili wrócić, gdybyśmy mieli problem z rozróżnieniem bohaterek. Później w fabułę wplecione zostają wspomnienia, które też naprowadzają czytelnika.
W pierwszej części prym wiodła Berka i jej poszukiwanie męża, w drugiej do głosu dojdzie... Zosia! Jeśli ktoś czytał debiutancką powieść Gosi, to wie, że Zosia... nie należy do najbystrzejszych osób. Jest za to przekonana o własnej doskonałości, pięknie i... jest całkiem urocza w tym samozachwycie. Tym razem okaże się, że los nie będzie dla niej łaskawy. Wszystko za sprawą kary, która moim zdaniem była strzałem w dziesiątkę. Autorka wpadła na świetny pomysł i zrealizowała go w stu procentach. To były najbardziej wyczekiwane przeze mnie fragmenty powieści. Nie martwcie się, nie zdradzę zbyt wiele. Musicie być jednak przygotowani na wewnętrzną przemianę bohaterki. Czeka Was wiele zaskakujących momentów, w końcu to Zosia! I koniecznie naszykujcie coś do notowania - powiedzenia wyżej wymienionej panny są warte tego, aby je uwiecznić i przekazać potomnym.
Przygotujcie się na wiele fantastycznych przygód i scen, które na stałe zostaną Wam w pamięci. Trzeba być wyjątkowo pozytywną osoba, aby napisać taką książkę! Pełną humoru, ciepłą i przede wszystkim taką, która zostaje z nami na dłużej. Już tęsknię za bohaterkami! Czasem żałuję, że sama nie mogę się do nich wkręcić chociaż na jeden wieczór. To prawdziwe postaci z krwi i kości. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czytam historie osób, które doskonale znam.
"Gorzej być (nie) może" to powieść, która przypadnie do gustu wszystkim osobom z poczuciem humoru. Przede wszystkim kobietom, choćby ze względu na płeć głównych bohaterek, jestem jednak pewna, że także panowie bawiliby się świetnie podczas lektury. Ta książka to doskonały pomysł na prezent. Lekka, łatwa i przyjemna, ale nie banalna. Jest mądra i skłania do refleksji, nie wprowadzając jednak czytelnika w ponury nastrój. Bardzo optymistyczna, w sam raz na wyjazd lub szare, zimowe wieczory.
Aby nie było tak słodko, powinnam się do czegoś przyczepić. Myślałam, myślałam i wymyśliłam... W tej części Zosia przyćmiła trochę pozostałe bohaterki. Co nie powinno nikogo dziwić, jeśli miał już okazje ją poznać. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach da dziewczynom szansę.
Jeśli miałabym wybierać jedną z przyjaciółek, na której historię czekałam najbardziej, to z pewnością byłaby to właśnie Zosia. Autorka będzie miała niełatwe zadanie, aby kolejne części były jeszcze zabawniejsze. Jedno jest jednak pewne - to seria, która powinna znaleźć się na Waszych półkach. U mnie zajmują honorowe miejsce. Polecajcie ją dalej, radością trzeba się dzielić!

Dziękuję autorce za egzemplarz do recenzji i... za scenę u dentysty, przy której płakałam ze śmiechu i przerażenia! Dzięki Tobie mój koszmar jeszcze przybrał na sile... :)

Recenzję debiutanckiej powieści Małgorzaty Falkowskiej znajdziecie na stronie: Polacy nie gęsi...
Miałam również przyjemność przeprowadzić wywiad z autorką: KLIK

Ocena:
5+/6

Dane techniczne: 
Wydawnictwo: Videograf
Data wydania: 17 stycznia 2017
Liczba stron: 376
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

poniedziałek, 16 stycznia 2017

"Czerwień obłędu" Dawid Waszak




Opis: 
Dorian miał wszystko – młodą i piękną żonę, dom w dobrej dzielnicy Jarocina, zdolnego syna, udany seks, ciekawą pracę i poukładane życie. Nie potrzebował zmian! Nagle jego świat legł w gruzach, runęło wszystko, co do tej pory było dla niego ważne. I nie spowodował tego żaden kataklizm, a… samospełniające się wizje, które wtargnęły w jego uporządkowany świat. 
Ten spokojny mężczyzna uwikłany zostaje w pasmo nieprzewidzianych sytuacji, które zapowiadają tragedię. Co ma z tym wspólnego kobieta w czerwonej sukni? Czy Dorian będzie mógł odwrócić bieg wypadków?



Dawid Waszak to młody autor, który, jak sam twierdzi, "ma w duszy rocka". Nie mogło być inaczej, skoro urodził się w Jarocinie, mieście kojarzonym głównie z jednym - dobrą muzyką. W tej chwili na swoim koncie ma trzy książki, w tym "Czerwień obłędu", której akcja dzieje się w jego rodzinnej miejscowości. To moje pierwsze spotkanie z twórczością autora. Czy udane?
Zacznijmy od tego, że jest to powieść na jeden wieczór. Całość mieści się na zaledwie 176 stronach. Jako czytelnik wolę bardziej opasłe tomy, twórca natomiast musi wykazać się dużym talentem, aby usatysfakcjonować czytelnika tak krótką formą. W tym wypadku wszystko zostało maksymalnie skondensowane. Dużo treści, akcji i przemyśleń głównego bohatera. Rzecz dzieje się szybko, nie ma momentów na głębszą refleksję. Dorian doznaje wizji, które zapoczątkowują cały ciąg zdarzeń. Wydawałoby się, że to coś, czego moglibyśmy mu pozazdrościć. W końcu można dzięki nim uniknąć wypadku lub innych przeciwności losu. Ale czy rzeczywiście? Okazuje się, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda. Wizje panoszą się w umyśle bohatera sprawiając, że traci rozeznanie co jest rzeczywistością, a co wytworem jego wyobraźni.
Książka wciągnęła mnie od samego początku. Cały czas coś się dzieje, a czytelnik nie może się doczekać co będzie dalej. Akcja pędzi do przodu w błyskawicznym tempie. Dla jednych będzie to zaletą, dla innych wadą. Ja nie jestem fanką długich opisów i thriller musi być dla mnie zwięzły, konkretny, z szybkimi zwrotami akcji. Całość napisana została lekkim, przystępnym językiem - można by wręcz rzec, potocznym. Dzięki temu bardziej możemy skupić się na tym, co chce nam przekazać główny bohater. Traktujemy go jak znajomego, który opowiada nam swoją historię. Zarówno ilość stron, jak i styl pisania sprawia, że spokojnie możemy podsunąć "Czerwień obłędu" komuś, kto nie czyta zbyt wiele.
Skupmy się przez chwilę na Dorianie. Od początku nie mamy problemu, aby się z nim identyfikować. Życie, które prowadzi, mogłoby należeć do wielu z nas. Rodzina, praca, pasje, większe bądź mniejsze problemy... Brzmi znajomo, prawda? To, że bohater jest jednocześnie narratorem, sprawia, że czujemy jakbyśmy czytali czyjś pamiętnik. Możemy zagłębić się w psychikę bohatera, poznać jego myśli, uczucia, a także rozterki. I tutaj pojawia się pierwsza rysa. Moim zdaniem objętość książki nie pozwala skupić się w wystarczający sposób na tych zagadnieniach. Akcja jest ważna, dobrze, że szybko posuwa się naprzód, ale to, co dzieje się w umyśle Doriana, jest równie ważne, o ile nie istotniejsze! Po skończonej lekturze czułam spory niedosyt. Niestety, mamy tu do czynienia z niewykorzystanym potencjałem. Ciekawi bohaterowie, o których chętnie poczytałabym więcej, doskonały pomysł na fabułę, która również mogłaby się rozwinąć, a także zakończenie, które niestety totalnie mnie rozczarowało. Sądzę, że książka zyskałaby wiele gdyby była o połowę grubsza. Mimo wszystko, uważam, że warto było spędzić z nią czas i nie wykluczam ponownego spotkania z twórczością Dawida Waszaka.

Ocena: 4+/6

Dane techniczne: 
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 3 września 2015
Liczba stron: 176
Oprawa: miękka

piątek, 13 stycznia 2017

Spotkanie z Magdaleną Majcher w łódzkim Empiku

Gościliśmy wczoraj w łódzkim Empiku wyjątkową autorkę. Magdalena Majcher promowała swoją drugą książkę. 
Zobaczcie jak wyglądało to spotkanie...







W końcu udało mi się poznać Magdę osobiście. :)




Wywiad dla lokalnej rozgłośni radiowej.

Trzymam kciuki żeby książka Magdy sprzedawała się niczym świeże bułeczki! 

Link do recenzji najnowszej powieści, która swoją premierę miała 11.01
KLIK

sobota, 7 stycznia 2017

''Stan nie! błogosławiony'' Magdalena Majcher


Premiera 11 stycznia 2017!


Opis: 

Ciepła opowieść o niespodziewanym macierzyństwie i trudnych życiowych wyborach.

Pola jest szczęśliwa – właśnie skończyła 28 lat, realizuje się zawodowo, ma kochającego męża. Poukładane życie do góry nogami wywracają dwie kreski… na teście ciążowym. A przecież nie tak to sobie wyobrażała! W dodatku, lekarze podejrzewają, że dziecko może mieć wadę genetyczną.
Musi dokonać najbardziej dramatycznego wyboru w życiu kobiety. Wyboru, którego musi dokonać samodzielnie. Czy uda jej się pokochać rosnące w niej życie?

Dante mawiał, że z raju zostały nam gwiazdy, niebo i oczy dziecka. Zanim oczy swojej Iskierki ujrzy Pola, stanie przed najtrudniejszą decyzją w swoim życiu. Magdalena Majcher napisała powieść o miłości, która jest w stanie pokonać wszystko. Bo przecież matki nigdy się nie poddają.
Natasza Socha



Po udanym "Jednym wieczorze w Paradise", którym autorka debiutowała na rynku wydawniczym, z niecierpliwością czekałam na jej kolejną powieść. Z jednej strony byłam pewna, że pozytywnie nas zaskoczy, z drugiej jednak pamiętałam, że poprzeczkę ustawiła sobie naprawdę wysoko. Teraz już wiem, że drugą książką utorowała sobie miejsce w pierwszym rzędzie, wśród topowych polskich autorek.
Część z Was może kojarzyć Magdę jako autorkę poczytnego bloga Przegląd czytelniczy. Sama często sięgałam po daną książkę, sugerując się zamieszczanymi tam recenzjami. Dobrze opracowane teksty oraz lekkie pióro sprawiają, że zagląda tam coraz więcej osób. Jest to o tyle istotne, że warsztat, który opanowała Magda podczas tworzenia swoich tekstów, znalazł odzwierciedlenie w jej powieściach. Jestem przekonana, że w wydawnictwie chcieliby mieć tylko takich autorów.
Przejdźmy zatem do samej książki. I tutaj muszę zacząć od najistotniejszej kwestii, a mianowicie emocji! Przechodzą one na czytelnika, oplatają go i nie opuszczają jeszcze długo po skończonej lekturze! Nie wyobrażam sobie, że można by było przeczytać "Stan nie! błogosławiony", po czym odłożyć go i zapomnieć. To jedna z tych powieści, które zostają z nami na dłużej, skłaniają do refleksji oraz zmuszają do zajęcia stanowiska w istotnej kwestii, nad którą prawdopodobnie nie zastanawiamy się na co dzień. To będzie doskonała pozycja dla wszelkich klubów dyskusyjnych. Podejmuje wiele ciekawych tematów, do których każdy z nas może odnieść się zupełnie inaczej.
Mimo iż w powieści dominuje kwestia macierzyństwa, poleciłabym ją nie tylko rodzicom. Chociaż prawdopodobnie ci będą przeżywali ją najbardziej, odnosząc się do swoich własnych sytuacji i doświadczeń. To idealna propozycja dla tych, którzy lubią mądre, skłaniające do refleksji, świetnie napisane powieści. Zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Jeśli jednak liczycie na lekką, łatwą i przyjemną historię, to szukajcie gdzie indziej. W tej książce jest jak w życiu, wszystko układa się pięknie, jednak nigdy nie wiemy, kiedy staniemy na rozdrożu i będziemy musieli wybrać kierunek, w którym podążymy.
Zatrzymajmy się na chwilę przy bohaterach. To naprawdę mocny element powieści. Świetnie scharakteryzowani, zarówno ci dobrzy, jak i źli. Autorka wyjątkowo skupiła się na psychologii postaci, dzięki temu jeszcze łatwiej jest nam przeżywać wszystko wraz z nimi. Osobiście jestem zachwycona główną bohaterką, ponieważ mamy bardzo podobne poglądy na różne sprawy. Chociaż patrząc na jej relację z matką stwierdzam, że chyba nie mam w sobie aż takich pokładów cierpliwości, spokoju i opanowania jak Pola. A stworzenie takiego charakterku jaki ma jej rodzicielka, to też nie lada wyczyn. Chociaż w tym kraju niestety można trafić na podobnych ludzi... Aby jeszcze bardziej zagłębić się w tę trudną relację matka - córka, Magda zastosowała ciekawy zabieg "powieści w powieści". Główna bohaterka pisze książkę, która jest dla niej swoistą terapią. Ukazuje jak bardzo toksyczny może być układ dwóch osób, które powinny być dla siebie najważniejsze. Ale mamy też pozytywnych bohaterów, takich jak mąż Poli, Jakub, czy jego babcia, Aniela. Udowadniają nam, że może istnieć idealne małżeństwo, a obca osoba ma szansę stać się bliższa sercu niż własna matka.
"Stan nie! błogosławiony" dopracowany jest w najdrobniejszym szczególe, także jeśli chodzi o zagłębienie się w tematykę ciąży, badań prenatalnych, czy chorób genetycznych. Z jednej strony Magda, jako matka dwójki dzieci, miała łatwiej, bo część zagadnień znała z autopsji. Z drugiej jednak strony, niektóre problemy, przed którymi postawiła bohaterkę, musiały i w niej wywołać niemałe emocje. Aborcja, której temat również został podjęty, jest od pewnego czasu dosyć popularnym zagadnieniem w naszym kraju. Tym bardziej książka wywoła zapewne wiele dyskusji.
Oprócz wspomnianych wcześniej wątków - chorób genetycznych, trudnych relacji z matką, czy też podejmowania ważnych decyzji - udało mi się wychwycić jeszcze jedną istotną kwestię. To pytanie, które co jakiś czas przewija się w mediach: czy każdy musi być rodzicem? Mam wrażenie, że wciąż funkcjonuje społeczny przymus zakładania rodziny. Ja osobiście uważam, że nie każdy musi nadawać się na rodzica i jeśli sam zdaje sobie z tego sprawę, to tym lepiej dla niego. Jedni odnajdują swoje szczęście w pracy, inni w pasjach, a jeszcze inni w dzieciach. Ważne, aby samemu decydować o tym, co jest dla nas najlepsze.
Bardzo mnie cieszy, że Magda tworzy już kolejne powieści, bo to jedna z tych autorek, której książki można brać w ciemno!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Pascal.

Ocena: 5+/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 11 stycznia 2017
Liczba stron: 384
Oprawa: miękka

piątek, 6 stycznia 2017

Podsumowanie 2016 roku






Czas na podsumowanie 2016 roku. :)

Przeczytałam 58 książek, a to oznacza, że sprostałam popularnemu wyzwaniu 52 książek. Nie jest to wyjątkowy wynik, patrząc na osiągnięcia innych osób, chociaż ja jestem całkiem zadowolona. Jak na mamę dwulatka, pracującą zawodowo, z różnymi czasochłonnymi zainteresowaniami, nie jest najgorzej! 

Wiele z tych tytułów miałam okazję poznać dzięki współpracy z Polacy nie gęsi.... Możliwość pisania dla nich, to naprawdę duże wyróżnienie! :) 
Chciałam również wspomnieć o niezwykłym miejscu, jakim jest klub Kobiety to czytają. Poznałam w nim mnóstwo fantastycznych osób, a od kiedy organizuję spotkania w Łodzi, również osobiście! Naklejka klubowa to swoisty znak jakości. Książki, które polecają, można brać w ciemno!

Zacznę od największych odkryć zeszłego roku. Wyjątkowo udane debiuty zaliczyły dwie młode autorki - Magdalena Majcher oraz Małgorzata Falkowska. Jedna z książek jest trochę poważniejsza, druga bardziej zabawna - obydwie jak najbardziej godne polecenia. Dziewczyny idą za ciosem, lada moment pojawią się ich kolejne powieści. A na blogu niebawem przeczytacie przedpremierową recenzję jednej z nich.
Największym odkryciem wśród autorów, którzy wydali już kilka pozycji, jest zdecydowanie Alek Rogoziński! W tym roku zamierzam nadrobić wszystkie zaległe powieści jego autorstwa. No i oczywiście czekam na nowe... 

Czas na moje TOP 5 (kolejność przypadkowa):
1. "Jak cię zabić, kochanie?" Alek Rogoziński
2. "Dożywocie" Marta Kisiel
3. "Mroki łowisk" Anna Kasiuk
4. "Stan nie!błogosławiony" Magdalena Majcher
5. "Mąż potrzebny na już" Małgorzata Falkowska

Jak widać - polscy autorzy całkowicie zdominowali podium! :) Bardzo mnie to cieszy...

Muszę jeszcze wspomnieć o wyjątkowej powieści grozy - "Droga do piekła" wywarła na mnie ogromne wrażenie! Cieszę się, że miałam okazję ją przeczytać, bo o dobry horror/thriller naprawdę trudno.

Na miano najbardziej oczekiwanej książki zasługuje oczywiście "Harry Potter...". :) Na szczęście nie zawiodłam się, chociaż recenzje były różne.

I na sam koniec - największe rozczarowanie. Tutaj niestety, bez chwili wahania, umieszczam "Dziewczynę z pociągu". Najbardziej przereklamowana książka roku!

Podsumowując: Był to zdecydowanie czas dobrych wyborów! Lista na rok bieżący jest bardzo długa. Pierwsza książka już za mną. Mam nadzieję, że będę zaglądać tu jak najczęściej. 

Wam życzę samych dobrych wyborów czytelniczych, a naszym autorom niekończącej się weny! :)