piątek, 2 czerwca 2017

Warszawskie Targi Książki - 21.05.2017



Tegoroczne Targi Książki w Warszawie trwały 4 dni. Mnie udało się uczestniczyć w tym wyjątkowym święcie wszystkich zaczytanych 21 maja. Po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć jakie to ogromne przedsięwzięcie. Do tej pory brałam udział we wszystkich edycjach łódzkiego Salonu Ciekawej Książki, ale skala jest nieporównywalna. Mimo, że przeznaczyłam na to cały dzień, nie udało mi się na spokojnie zapoznać z ofertą każdego wystawcy. Kolejki do niektórych autorów były tak długie, że nie mogłam dostrzec gdzie się kończą. Chyba nie muszę mówić, który polski kryminalista cieszył się największym powodzeniem. Ja miałam swoich wybrańców i udało mi się z nimi spotkać. Kilku osobom zrobiłam też zdjęcia z ukrycia. :)
Muszę przyznać, że takie wydarzenia przywracają mi wiarę w stan polskiego czytelnictwa. 

Specjalnie dla Was - fotorelacja z Warszawskich Targów Książki:
(część zdjęć zrobiona została telefonem, wybaczcie słabą jakość)

Papcio Chmiel

Książę Komedii Kryminalnej we własnej osobie. 

Nam nie chciał zdradzić nic o nowej książce, ale myślę, że tej pani mógłby co nieco szepnąć... :D

Selfie z Księciem musi być!
Tego spotkania nie mogłam ominąć... :)

Joanna Fabicka - cudowna i ciepła osoba,
z którą porozmawiałyśmy chwilę o Łodzi.


Magdalena Majcher promuje swoją najnowszą powieść.
Recenzję znajdziecie na blogu. :)



Wyjątkowo pozytywni panowie. :)

Sylwia Błach - autorka horrorów, która stworzyła świetną książkę dla dzieci
... oczywiście straaaaszną! :)

Rafał Ziemkiewicz

Robert Biedroń - jedno z najbardziej obleganych spotkań.
Uwielbiam go! :) 

Wojciech Kuczok

Zakupiłam na targach najnowszą książkę autora - to będzie moje pierwsze
spotkanie z jego twórczością.

Hanna Greń - jedna z moich ulubionych autorek,
bardzo się cieszę, że miałam okazję ją poznać.
A nowa książka oczywiście jest już ze mną! :)

Mateusz Gessler


Adam Wajrak

Szczepan Twardoch


Remigiusz Mróz czaruje kolejną czytelniczkę. :)


No i w końcu... Gosia Falkowska! :)
Bardzo czekałam na to spotkanie!
To świetna autorka i przesympatyczna osoba.



Oprócz książek, podziwiałyśmy też... paznokcie Gosi dobrane do koloru jej książek!
Do tego była biżuteria z okładkami powieści! To się nazywa przygotowanie.... :)

Moje zdobycze targowe. :)





To był bardzo intensywny dzień, który dostarczył mi wielu miłych wspomnień. Mamy fantastycznych polskich autorów i coraz więcej okazji, aby się z nimi spotkać. W przyszłym roku z pewnością znów zawitam na Warszawskie Targi Książki.

sobota, 20 maja 2017

"Matka mojej córki" Magdalena Majcher


PRZEDPREMIEROWO












Opis:

Piękna opowieść o obezwładniającej sile więzi matki i dziecka, potężniejszej od rodzinnych tajemnic i powtarzanych latami kłamstw

Nina w wieku szesnastu lat przeżyła pierwszą miłość i... zaszła w ciążę. Teraz niechętnie przyjeżdża do rodzinnej Czeladzi. Życie zmusza ją jednak do porzucenia kariery w bankowości i powrotu do domu. Musi uporać się nie tylko ze śmiercią ojca, ale również z własną przeszłością...

Czy Nina znajdzie w sobie odwagę, by stanąć oko w oko z prawdą? Czy będzie potrafiła naprawić błędy z przeszłości i stać się matką dla swojego dziecka?



Są takie książki, dla których rzuca się wszystkie, które do tej pory grzecznie czekały na swoją kolej. Lista "do przeczytania" przestaje mieć znaczenie, ugotowany obiad i posprzątane mieszkanie również... "Matka mojej córki" to jedna z tych premier, której datę należy wpisać do kalendarza i odliczać dni, niecierpliwie przebierając nogami! Cieszę się, że Magda nabrała takiego rozpędu, bo każda kolejna książka jej autorstwa, jest lepsza od poprzedniej!
Twórczość autorki śledzę od dawna. Część z Was pewnie kojarzy popularny blog Przegląd czytelniczy, na łamach którego wielokrotnie polecała książki godne uwagi. Już wtedy można było zwrócić uwagę na niezwykłą "lekkość pióra", która sprawia, że teksty czyta się jednym tchem. Podobnie sprawa wygląda w przypadku powieści. Nie bez powodu wielokrotnie porównywałam Magdę do autorek, które obydwie bardzo cenimy - Diane Chamberlain i Jodi Picoult. Oprócz doskonałego stylu, uwagę zwraca także tematyka, która z pewnością nie należy do lekkich, łatwych i przyjemnych. Problemy jakie podejmuje, skłaniają do refleksji, wywołują kontrowersje i jeszcze długo po skończonej lekturze zaprzątają nasze myśli. Za każdym razem zastanawiam się co zrobiłabym na miejscu bohatera, a rozwiązanie nigdy nie jest proste i często prowadzi do wielu dramatów. 
"Matka mojej córki" jest przemyślana w najdrobniejszym szczególe. Wszystkie elementy łączą się ze sobą niczym w układance. Nie znajdziemy tu urwanych wątków, zbędnych postaci, czy wydarzeń, które nic nie wnoszą. Historia wciąga nas od pierwszych stron i ciężko jest się oderwać chociaż na moment. Magda zaserwowała nam tak wiele emocji, że towarzyszą nam one jeszcze długo po skończonej lekturze. I właśnie takie książki zajmują szczególne miejsce w mojej biblioteczce! 
Autorka w swojej twórczości często podejmuje tematykę związaną z rodziną, związkami, dziećmi, czyli tym, co jest nam najbliższe. Dlatego jej powieści tak bardzo chwytają za serce. Podobne historie słyszymy często w telewizji, a czasem znamy je niestety z własnego doświadczenia. Łatwiej identyfikować się z bohaterami, kiedy możemy próbować postawić się w ich sytuacji. 
Jeśli chodzi o strukturę powieści, to akcja toczy się dwutorowo - współcześnie oraz kilkanaście lat wcześniej. Wydarzenia przeplatają się, prowadząc do wielkiego finału. Zabieg ten sprawił, że jeszcze bardziej pochłania nas wir wydarzeń. Mimo, że bardzo szybko domyśliłam się jak wyglądały wydarzenia sprzed lat, nie przeszkodziło mi to w delektowaniu się każdym kolejnym rozdziałem. Byłam ciekawa jak decyzje bohaterów wpłyną na rozwiązanie całej sytuacji. Magda postawiła jednak na otwarte zakończenie. Pewne sprawy zostały wyjaśnione, jednak to, jak potoczyły się dalej losy bohaterów, możemy sobie sami dopowiedzieć. 
Zarówno "Matka mojej córki", jak i poprzednie powieści, doskonale nadawałyby się do omawiania w klubach dyskusyjnych. Jestem pewna, że tematyka wzbudziłaby wiele emocji. Cieszę się, że takie książki pojawiają się również na naszym rodzimym rynku wydawniczym. Mam nadzieje, że Magda nie każe nam długo czekać na kolejną powieść. Cieszę się, że miałam okazję spędzić wiele emocjonujących chwil z jej najnowszym dziełem. Zachęcam Was do sięgnięcia po ten tytuł, wyjątkowy styl i tematyka, której podejmuje się autorka, sprawiają, że coraz bardziej wybija się ona z tłumu polskich pisarzy. Ja trzymam mocno kciuki i mam nadzieję, że "Matka mojej córki" szybko stanie się bestsellerem.


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję autorce oraz wydawnictwu.


"Ważąca na życiu decyzja, skomplikowane relacje między kobietami. Ta powieść pokazując słabość i siłę kobiet, wywołuje skrajne emocje. Porusza i nie pozostawia obojętnym! Gorąco polecam!"

Agata Kołakowska, pisarka



Ocena:
5+/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 24 maja 2017
Liczba stron: 384
Oprawa: miękka

środa, 17 maja 2017

Spotkanie klubu Kobiety to czytają w Łodzi


Ostatnie spotkanie klubu KOBIETY TO CZYTAJĄ odbyło się po dłuższej przerwie. Na szczęście wszystkie zdążyłyśmy się za sobą stęsknić i cały skład stawił się na miejscu. Dołączyła do nas również nowa kobieta czytająca - Kasia. Tak się rozgadałyśmy, że uwieczniłyśmy całe spotkanie tylko na jednym zdjęciu... Obiecuję, że następnym razem zasypię Was fotografiami!
Książka, jak zawsze, wzbudziła spore emocje! Nie byłam zaskoczona wziąwszy pod uwagę, że Diane Chamberlain wraz z Jodi Picoult należą do moich ulubionych autorek klubowych. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze dołączy do naszego składu. Co prawda zaczyna się sezon urlopowy, ale my już mamy wybrany kolejny przedmiot dyskusji...


11 czerwca spotykamy się w kawiarni Dekadencja (Piotrkowska 35) o godzinie 18:00

Wybrałyśmy powieść nowej autorki klubowej, mam nadzieję, że wywoła równie wiele dyskusji! Niektóre klubowiczki są już po lekturze i czekają grzecznie na spotkanie. :)
Gdyby ktoś chciał dołączyć, to serdecznie zapraszamy!


niedziela, 12 lutego 2017

"Kiedy będziemy deszczem" Dominika van Eijkelenborg


Opis:

COKOLWIEK ROBI, GDZIEKOLWIEK JEST, CZUJE, ŻE JEGO OCZY JĄ ŚLEDZĄ

Pewnego październikowego dnia Inga de Graaf wychodzi z psem na spacer, z którego nigdy nie wraca. Zaniepokojony mąż zgłasza jej zaginięcie, nie wierząc, że kobieta mogłaby porzucić wszystko i po prostu przepaść bez wieści. Policja zaczyna akcję poszukiwawczą, która nie przynosi rezultatów. Dopiero mailowa korespondencja zaginionej odkryta w koszu jej laptopa naprowadza na wątły ślad. Okazuje się, że Inga kryła mroczną tajemnicę, którą podzieliła się z przyjaciółką ze studiów. 

Z pozoru poukładane życie Ingi, której niczego nie brakowało było jedynie fasadą, za którą kobieta skrywała samotność i rozczarowanie. Spotkanie młodego mężczyzny uruchomi lawinę strasznych zdarzeń, od których nie było żadnej ucieczki.

THRILLER, KTÓRY NĘCI ZAKAZANĄ WONIĄ ZDRADY, NAMIĘTNOŚCI I MROCZNYCH ZAGADEK


Są takie książki, które zalewają emocjami. Po skończonej lekturze powrót do codzienności wydaje się praktycznie niemożliwy. W głowie kłębi się tyle myśli, tak wiele kwestii okazuje się wartych przemyślenia... Jesteśmy wypaleni psychicznie, a jednocześnie chcemy więcej! Takie powieści działają jak narkotyk - jak tylko zaczniemy czytać, pochłoną nas bez reszty.
To książki, o których najtrudniej pisać, bo niektórych odczuć nie da się ubrać w słowa, trzeba to przeżyć samemu. Najchętniej ograniczyłabym swoją recenzję do jednego zdania - to jedna z najlepszych powieści, jakie czytałam od bardzo dawna! Ale wiadomo, że to moje subiektywne odczucia. Postaram się Was jednak przekonać, że warto mieć tę pozycję na swojej półce!
Co skłoniło mnie do sięgnięcia po nią? Nazwisko autorki. Czytałam jej poprzednią powieść i chociaż nie powaliła mnie na kolana, to wyjątkowo zapadła w pamięć. W tym przypadku nie zapoznałam się nawet z opisem. Kiedy książka do mnie przyszła, zachwyciła mnie jej niezwykła okładka. Wygląda, jakby została pokryta kroplami deszczu. Jest przepiękna i doskonale współgra z fabułą. 
Zacznijmy od gatunku, bo tutaj widziałam pewne kontrowersje w opiniach czytelników. Nie jest to typowy thriller, ani kryminał. Sama przed lekturą nie nastawiałam się w żaden sposób, może dlatego tak bardzo byłam zachwycona. Jak dla mnie jest to powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym i doskonale rozbudowaną warstwą psychologiczną. Chociaż sporo się dzieje, nie uświadczymy tu akcji rodem z książek sensacyjnych. Mimo to, nie można się oderwać! Z każdą kolejną stroną wciągamy się coraz bardziej, identyfikując się z bohaterami i wraz z nimi przeżywając wszelkie rozterki. A tych nie brakuje. Jak to często bywa w życiu, nikt nie staje się nagle piękny, bogaty i szczęśliwy. Także tutaj autorka ukazuje dylematy moralne i decyzje, które wpływają na nasz los, a czasem i na los innych osób. Podoba mi się, że prawie do końca nie wiemy, jak wszystko się skończy - czy będzie happy end, czy wręcz przeciwnie, życie bohaterów runie jak domek z kart... 
Konstrukcja powieści nie jest tradycyjna. Na początku dowiadujemy się, że zaginęła młoda kobieta. Nie wiemy o niej zbyt wiele, jednak akcja szybko przenosi się w przeszłość, kiedy to poznajemy całą historię. Powoli wszystkie elementy łamigłówki zaczynają się uzupełniać, prowadząc do zaskakującego finału! Muszę tutaj wspomnieć, że życie Ingi zostało opisane w wyjątkowy sposób. Z jednej strony widzimy ją podczas codziennych czynności, prowadzącą zwyczajne życie, które sami widzimy na co dzień. Z drugiej strony, punkt zwrotny wprowadzony przez autorkę, sprawia, że akcja nabiera tempa, a my z niecierpliwością czekamy na jej rozwój. Książka aż kipi od emocji! Po skończonej lekturze ciężko dojść do siebie, tyle myśli kłębi się w głowie. 
Dobrym zabiegiem było skupienie się na dwójce głównych bohaterów. Niby mamy kilka osób na drugim planie, ale stanowią one raczej tło. Nie powiem, zostali tak samo dobrze scharakteryzowani, jak ci najważniejsi, ale pojawiają się sporadycznie, wtedy, kiedy wymaga tego akcja. Wielokrotnie wspominałam, że zbyt wiele postaci sprawia, że zamiast skupić się na akcji, zastanawiam się, kiedy ten ktoś się pojawił i skąd go kojarzę. Tutaj ten problem nie istnieje. Tak naprawdę ważna jest dwójka bohaterów i dzięki temu, na nich skupiamy się najbardziej. Psychologia postaci to piekielnie mocna strona powieści! 
"Kiedy będziemy deszczem" to książka jednocześnie piękna i smutna. To pierwsze określenia, które przyszły mi na myśl po skończonej lekturze. To, że jest taka "życiowa", stanowi ogromny atut. Czytamy o codziennym życiu bohaterki, jej troskach, dylematach, sprawach zupełnie przyziemnych i myślimy: "skąd ja to znam?!". Sporo w powieści refleksji i mądrości, które każdy będzie mógł odnieść do własnego życia. I chociaż nie ukrywam, cała historia wypala emocjonalnie, to warto po nią sięgnąć, bo z pewnością zostanie z nami na dłużej...
Język powieści również sprzyja lekturze. Nie skupiamy się na nim, a tym samym nie odciąga nas od samej fabuły. Autorce wyjątkowo dobrze idzie opisywanie uczuć, a moim zdaniem to naprawdę trudna sztuka! Również klimat małego miasteczka, który udało jej się stworzyć, doskonale buduje atmosferę grozy. Wydarzenia zaczynają się komplikować, wiemy, że zaraz wydarzy się coś złego, ulice spływają deszczem, a napięcie sięga zenitu. W takiej atmosferze dochodzi do wydarzeń opisanych na początku powieści.
Jeśli zagłębimy się w biografię autorki, zobaczymy, że część elementów przeniosła do książki ze swojego życia. Nie wiadomo do końca, czy relacje między bohaterami też powstały na bazie jej doświadczeń, to już chyba pozostanie słodką tajemnicą pisarki. Wiemy natomiast, że przygotowała się doskonale w kwestii szkolenia psów. Wątek ten ma spore znaczenie dla całej akcji i został opisany w sposób naprawdę imponujący! Widać, że autorka zrobiła ogromny postęp od czasu powstania  pierwszej powieści.
Z niecierpliwością czekam na jej kolejną książkę, chociaż poprzeczkę postawiła sobie naprawdę wysoko! Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do lektury i powieść zajmie szczególne miejsce na Waszej półce, tak, jak miało to miejsce u mnie.

Na stronie wydawnictwa znajdziecie wywiad z autorką: klik


Dane techniczne:
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 20 stycznia 2017
Liczba stron: 432
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Ocena:
6/6

czwartek, 9 lutego 2017

Spotkanie z Alkiem Rogozińskim w łódzkim Empiku.

Z góry przepraszam za jakość zdjęć! Były robione telefonem komórkowym... :( Tak szybko wyskoczyłam na to długo oczekiwane spotkanie, że zapomniałam aparatu!

Rzecz miała miejsce 2.02. Zobaczcie jak było niesamowicie! Szkoda, że zdjęcia nie oddadzą tej atmosfery... Arek jest jedynym mężczyzną, który potrafi doprowadzić do łez wszystkie będące obok niego kobiety... Sama spłakałam się tak strasznie, że później musiałam sprawdzać, czy nie wyglądam jak panda! :) Następnego dnia nadal bolał mnie brzuch od śmiechu. Uważam, że takie spotkania z czytelnikami nie są godne jego talentu komediowego. Na scenę z nim! Niech płacze cały naród... ;)

A ja właśnie kończę ostatnią książkę Alka, recenzja niebawem...