piątek, 20 marca 2015

Wywiad z Katarzyną Puzyńską


 

Katarzyna Puzyńska (ur. 1985) 
z wykształcenia psycholog, z zawodu nauczyciel akademicki na wydziale psychologii, z powołania pisarz. W wolnych chwilach biega, spaceruje ze swoimi trzema psami i jeździ konno. Uwielbia Szwecję i Hiszpanię.
Debiutowała doskonale przyjętą książką „Motylek”, która rozpoczyna sagę o policjantach z niewielkiej wsi Lipowo. Seria o Lipowie to nie tylko trzymające w napięciu klasyczne kryminały psychologiczne, ale także powieści z rozbudowanym wątkiem społecznym i obyczajowym, które porównywane są do książek Agathy Christie i szwedzkiej królowej gatunku, Camilli Läckberg. 



Zachwycona debiutem literackim autorki, postanowiłam dowiedzieć się kilku faktów o niej samej oraz o planach na przyszłość. Oto co Kasia Puzyńska zdradziła czytelnikom Czytelni z innej bajki...


Czy mała Kasia marzyła o byciu pisarką?
Zdecydowanie tak! Może dlatego, że książki były obecne w moim życiu już od najmłodszych lat. W dzieciństwie moja mama czytała mi codziennie przed snem. Były to cudowne powieści, które kocham do dziś. Między innymi „Opowieści z Narnii” C.S.Lewisa, „Bracia Lwie Serce” i inne powieści autorstwa Astrid Lindgren, „Muminki” Tove Jansson i wiele innych. Już wtedy marzyłam o tym, że któregoś dnia na okładce książki pojawi się moje nazwisko.

Kiedy zaczęłaś swoją przygodę z pisaniem? Czy pierwsze teksty szły do szuflady, czy może dzieliłaś się nimi z kimś?
Tak jak powiedziałam, moim marzeniem od zawsze było pisanie. Swoich sił próbowałam więc już w dzieciństwie. Były to opowiadania i krótkie historie. Nigdy nie pisałam do szuflady. Zawsze miałam wielką potrzebę dzielenia się swoimi opowieściami, więc po skończeniu pokazywałam je rodzinie i przyjaciołom. Część z nich powstawała jako zadania domowe na lekcje języka polskiego. Miałam wielkie szczęście trafić na wspaniałe polonistki. Zarówno w szkole podstawowej, jak i później w liceum. Dzięki nim mogłam rozwijać swoją pasję. Później przyszły czasy studiów i pracy. Na jakiś czas zrezygnowałam z pisania. Wydawało się czymś nierealnym. Mówiłam sobie, że brakuje mi czasu, ale może zwyczajnie bałam się spróbować na poważnie? Konfrontacja marzeń i rzeczywistości często bywa trudna. W końcu uznałam, że teraz albo nigdy i rozpoczęłam pracę nad „Motylkiem”, czyli pierwszą częścią sagi o Lipowie.

Co Cię zainspirowało do stworzenia „Motylka”? Jakieś wydarzenie, postać, czy może coś zupełnie innego?
Któregoś zimowego dnia, kiedy spacerowałam z moimi psami, przyszedł mi do głowy obraz leżącej na śniegu zakonnicy. Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego ona nie żyje? Kto mógł chcieć ją zabić? Przecież zdaje się taka niewinna. Wokół tego obrazu zaczęłam budować całą opowieść.
W przypadku „Więcej czerwieni”, czyli drugiej części serii, zainspirowała mnie zwyczajna rozmowa o pójściu do fryzjera i obcięciu włosów. Temat zdawałoby się zupełnie niekryminalny. Co z nim zrobiłam? Dowiecie się czytając książkę :-).
Niedawno wydana „Trzydziesta pierwsza” jest kontynuacją wątku, który pojawił się już w „Motylku”. Chodzi o bohaterską śmierć ojca Daniela Podgórskiego. Daniel będzie musiał zmierzyć się nie tylko z powracającym właśnie do wsi mordercą swojego ojca, ale również z własnymi demonami.
Jak widać inspiracją może być wszystko, więc tak naprawdę nigdy nie przestaję myśleć o pisaniu. Słucham i obserwuję świat wokoło w poszukiwaniu kluczy, wokół których można zawiązać opowieść. Później historia oczywiście ewoluuje. Pojawiają się nowe wątki. Nie tylko kryminalne. We wszystkich częściach sagi o Lipowie poruszam bowiem również kwestie społeczne i dotykam pewnych problemów, które niestety nas otaczają. Wieś Lipowo staje się takim zwierciadłem odbijającym fragment rzeczywistości, prowokującym do przemyślenia pewnych kwestii. 

Czy sama lubisz spędzać czas na wsi?
Bardzo! Pochodzę z Warszawy, ale mam w sobie wielką tęsknotę za ciszą, spokojem i kontaktem z naturą. W dzieciństwie wiele czasu spędzałam na wsi u moich dziadków. To właśnie ta miejscowość nad jeziorem Bachotek stała się później inspiracją do stworzenia Lipowa. Dużo czasu spędzam także w stajni, opiekując się moim koniem. To też jest sposób wyrwania się na jakiś czas ze zgiełku wielkiego miasta.

Czyli kochasz konie, tak jak jedna z bohaterek „Motylka”.
Tak :-).

Kiedy i jak zaczęła się Twoja przygoda z tymi niezwykłymi zwierzętami?
Konie są obecne w moim życiu od kilkunastu lat. Zaczęłam jeździć jeszcze w szkole podstawowej. Najpierw rekreacyjnie, a potem rozpoczęłam treningi sportowe. Później przyszedł czas na posiadanie własnego konia i kontynuację sportowej pasji. Trenowałam ujeżdżenie, które zwane jest królową dyscyplin jeździeckich. Wymaga, zarówno od jeźdźca, jak i od konia, doskonałego przygotowania i techniki. Później niestety mój koń zachorował i musieliśmy przerwać „poważne” treningi. Nadal jednak konie to bardzo wielka część mojego życia. Kto raz tego spróbuje, wie że wchodzi się w to na dobre :-).

Wróćmy do książek. Ile zajęło Ci pisanie „Motylka”? Miałaś chwile zwątpienia lub braku weny?
Kiedy piszę, jestem maksymalnie skupiona na historii. Nie ma wtedy czasu na myślenie o czymś innym. Także o wątpliwościach. To może przyjść później. Tym bardziej, że staram się eksperymentować i za każdym razem próbować czegoś nowego. Każda moja powieść jest inna. Bardzo się na przykład bałam, jak Czytelnicy zareagują na „Trzydziestą pierwszą”. Konstrukcja akcji jest tu nieco inna niż to zazwyczaj w kryminale bywa. Nie będę zdradzała więcej, żeby nie zepsuć przyjemności lektury. W każdym razie, okazało się, że moje obawy były niepotrzebne. Wiele osób uważa, że to właśnie trzecia część przygód policjantów z Lipowa jest jak dotąd najlepsza. Pokazuje to tylko, że powinniśmy mieć odwagę próbować nowych rzeczy i stawiać sobie wyzwania. Czytelnicy to doceniają.

Masz swojego ulubionego mieszkańca Lipowa?
Akcję moich powieści prezentuję z bardzo wielu perspektyw. Stąd pisząc, staję się niejako moimi bohaterami i przejmuję ich punkt widzenia. W konsekwencji każda z postaci jest dla mnie niezmiernie ważna i nie potrafiłabym wytypować jednej ulubionej. Każdy z mieszkańców Lipowa ma swoją historię, bo do tworzenia postaci podchodzę z wielką dbałością. Te szczegółowo dopracowane portrety psychologiczne bohaterów często są doceniane przez krytyków literackich. To ludzie i ich motywacje są w moich książkach najważniejsze.

Czy wykształcenie psychologiczne pomogło w tworzeniu powieści?
W dużej mierze na pewno. Studia pokazały mi mechanizmy sterujące ludźmi. Uwrażliwiły mnie i dały mi wgląd w pewne sprawy. Zawsze powtarzam jednak, że bez względu na wykształcenie, dla każdego pisarza najważniejsze jest bycie dobrym obserwatorem oraz wielka wrażliwość na innych, empatia. Pisząc, musimy wczuć się w kreowaną postać. Jakakolwiek by ona nie była. Tyczy się to również samego mordercy. Nie usprawiedliwiam go, ale zawsze staram się ukazać go w wielu odcieniach szarości. Robi coś bardzo złego, ale nie jest tylko czarny. Zawsze trzeba sobie postawić pytanie: dlaczego? W jaki sposób znalazł się w tym punkcie swojego życia?

Jest jakiś fragment „Motylka”, którego pisanie wspominasz najlepiej?
Pisanie całej książki było cudowne. Oczywiście kosztowało też wiele wysiłku, ale był to wysiłek, który kocham. Najbardziej emocjonalny był oczywiście moment, kiedy postawiłam ostatnią kropkę. Wiedziałam już, że się udało. Marzenia się spełniają.

Co lubi czytać Kasia Puzyńska? Masz ulubione gatunki lub pisarzy?
Najbardziej lubię oczywiście kryminały. Kiedyś zaczytywałam się też w szeroko pojętej klasyce literatury. Zwłaszcza kochałam dzieła Dostojewskiego. Czytałam też dużo fantasy. Uwielbiam J.R.R. Tolkiena i Terriego Pratchetta. Mistrzynią kryminału jest dla mnie Agatha Christie. Uwielbiam książki Camilli Läckberg, Håkana Nessera, Åkego Edwardsona, Stiega Larsona, Kathy Reichs, czy Tess Gerritsen. Ostatnio bardzo spodobała mi się twórczość Simona Becketta. Jeżeli chodzi o polskich kryminalistów, to bardzo cenię Zygmunta Miłoszewskiego, Martę Guzowską, Katarzynę Bondę, Annę Fryczkowską, czy Gaję Grzegorzewską. Długo można by wymieniać :-).

Jaka była Twoja pierwsza reakcja, kiedy okazało się, że „Motylek” zaczyna odnosić sukces? Często otrzymujesz informacje od czytelników o odbiorze książki?
Pierwsza reakcja? Radość! :-) Nadal ją czuję. Moi Czytelnicy kontaktują się ze mną regularnie, co jest naprawdę cudowne. Dostaję wiele wiadomości, w których dzielą się ze mną swoimi odczuciami po lekturze. Wiele osób przesyła mi zdjęcia i jest bardzo aktywnych na moim fanpage’u na Facebooku. Bardzo za to dziękuję. Kontakt z Wami sprawiam mi niezmierną przyjemność i bardzo motywuje do dalszego pisania.

Lubisz spotkania z czytelnikami?
Bardzo!

Jest jakaś zabawna sytuacja lub pytanie, które padło na spotkaniu autorskim?
Ta sytuacja nie wydarzyła się co prawda na spotkaniu autorskim, ale często ją przytaczam :-). Skontaktowała się ze mną jedna z Czytelniczek, mieszkanka prawdziwego „Lipowa”. Podczas czytania książki odkryła nagle, że to w jej domu mieszka morderca z „Motylka”. Z pewnością zapewniło to dodatkowe emocje podczas lektury!

Czy historia Lipowa i jego bohaterów będzie miała ciąg dalszy? Czy może jednak planujesz coś zupełnie nowego?
Ponieważ część czwarta sagi o Lipowie, czyli „Z jednym wyjątkiem”, jest już od kilku miesięcy gotowa, na pewno można się jej spodziewać jeszcze w tym roku. Obecnie jestem w trakcie bardzo intensywnej pracy nad częścią piąta serii. Co będzie dalej? Zobaczymy! Założyłam sobie, że będę pisać o Lipowie tak długo, jak będzie sprawiało mi to radość i, jak długo Czytelnicy będą chcieli o Danielu i spółce czytać. Postaci policjantów z Lipowa ciągle mnie intrygują. Wiem, że jeszcze nie raz zaskoczą. Na razie więc skupiam się na kontynuowaniu serii.  Nie wykluczam jednak, że w międzyczasie napiszę również jakąś inną powieść kryminalną. A może poflirtuję trochę z innym gatunkiem? Zobaczymy :-).

Czy jest szansa, że „Motylek” zostanie przetłumaczony na inne języki?
Mam nadzieję! :-)

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę Ci wielu sukcesów oraz samych oddanych czytelników.


1 komentarz:

  1. Taki wstyd, jeszcze nie czytałam niczego Puzyńskiej!

    OdpowiedzUsuń