Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 maja 2018

"Orgazmokalipsa" Krzysztof T. Dąbrowski



Opis:


„Wyobraź sobie, że idziesz ruchliwą ulicą i nagle dostajesz erekcji… a w sekundę później wstrząsa tobą orgazm! (...) Wszyscy przechodnie także dochodzą, a później dochodzą do siebie, każdy na własną rękę… Yyy, w swoim tempie”. 

Ale to tylko początek kłopotów, bo wkrótce dresiarze zaczynają tak bardzo pragnąć intelektu, że przemieniają się w zombie, komuniści zmartwychwstają jako żądne krwi wampiry, a miejski smog zieje ogniem – i kiedy wydawać by się mogło, że gorzej już być nie może, pewien kosmita postanawia złożyć Ziemianom niezapowiedzianą wizytę… 

Na szczęście z wszechogarniającego chaosu wyłania się grupa dzielnych bohaterów, którzy próbują jakoś przeciwdziałać katastrofie… Jednak czy metalowiec z nadwagą, mówiący kocur – erotoman oraz emerytowana czarownica zdołają zapobiec zejściu milionów ludzi z rozkoszy lub upodlenia? 

Jeśli wydaje się wam, że widzieliście już wszystko, macie rację... 
Wydaje się wam.
(źródło: Wydawnictwo AlterNatywne)



Dawno, dawno temu, w odległej krainie, działy się rzeczy niebywałe - martwi powstali z grobów, tajemnicze naczynie ożywiało swoją zawartość, pradawne stwory znane z legend latały nad miastem, a wielcy wodzowie wracali do życia... No tak, wszystko się zgadza, oprócz jednego - takie rzeczy tylko w naszej rodzimej krainie, i tylko tam, gdzie swój spokojny żywot próbuje wieść Hubi wraz ze swoim miauczącym przyjacielem Wikarym i leciwą fanką metalu, Euzebią. Zaprawdę powiadam Wam, to nie mogło się dobrze skończyć...



Nie spodziewałam się, że będę miała okazję spotkać się jeszcze raz z bohaterami, którzy oczarowali mnie w zbiorze opowiadań "Oblicza grozy". Pamiętam, że historia rozbawiła mnie do łez. Tym razem autor zaserwował nam siedem oddzielnych opowieści, które oprócz bohaterów, nie mają ze sobą wiele wspólnego (nie mogłam się doczekać finału trzymiesięcznych zmagań Huberta na siłowni, niestety, wątek się urwał). Ale od bohaterów powinnam zacząć, to oni stanowią jedną z najmocniejszych stron powieści. Na pierwszy plan wysuwa się Hubert Płaczkowski, trzydziestoletni fan metalu, pizzy i pięknych kobiet, z długimi włosami, brodą, sporą nadwagą i... nieustającym kacem. Wiecznie narzekający, ale trudno mu się dziwić, skoro ciągle ktoś (lub coś) zakłóca jego spokojny żywot, próbując wywołać apokalipsę. Na szczęście Hubi nie jest sam, jego dzielnym pomocnikiem jest gadający kot (nie zostało to do końca udowodnione, bo tylko jego pan go słyszy, co niekoniecznie świadczy o jego zdrowiu psychicznym). Wikary to mały spryciarz, który przed każdą akcją negocjuje twarde warunki - zwiększona dawka najlepszej kociej karmy, to tylko jeden z nich. On również lubi oglądać się za płcią piękną, oczywiście swojego gatunku, jest tchórzliwy, chociaż w decydujących momentach zdarza mu się pokazać pazurki. Wisienkę na torcie stanowi płeć piękna (no dobrze, kiedyś może i nią była) - Euzebia. Stanowi ona doskonały przykład na to, że mamy tyle lat, na ile się czujemy. No bo kto to widział żeby w wieku 76 lat słuchać metalu, ubierać się na czarno i parać jeszcze czarniejszą magią?! Okazuje się jednak, że to własnie ona ratuje często obydwu bohaterów z opresji...

Zwariowane przygody tej niezwykłej trójki zostały świetnie zobrazowane przez Johannah, młodą, niezwykle uzdolnioną ilustratorkę, grafika, a ostatnio również tatuatorkę. Jej prace z daleka przyciągają wzrok i świetnie komponują się z treścią powieści.


A teraz przejdźmy do samej książki...
Orgazmokalipsa to twór bardzo specyficzny. Humor, który serwuje czytelnikom autor, zapewne przypadnie do gustu jedynie części z nich. Zarówno ten sytuacyjny, jak i słowny. Ja zaśmiewałam się do łez! Język jest dosadny, prosty i doskonale komponuje się z treścią książki. Nie uświadczycie tu historii o księżniczkach, chyba, że tych z piekła rodem... Akcja rozwija się szybko, nie ma zbędnych opisów czy rozmów o niczym. Wszystko to rozgrywa się przy dżwiękach klasyki metalu. Fani tego gatunku będa mieli dodatkowy bonus. O bohaterach wspomniałam już wcześniej, ale warto podkreślić, że tak naprawdę to oni stanowią najmocniejszą stronę Orgazmokalipsy! Świat mógłby się kończyć z powagą godną tego wydarzenia, a ta - jedyna w swoim rodzaju - trójka i tak zrobiłaby sobie imprezę w wersji hard na zgliszczach, doprowadzając nas do łez. Wszystko, co będziecie mieli okazję tu przeczytać, to jeden z największych absurdów, z jakim uda Wam się zetknąć w literaturze! Duży ukłon w stronę autora za nieograniczoną wyobraźnię, która wiedzie go w tak niezwykłe rejony... No i tutaj małe ostrzeżenie dla wszystkich wrażliwców - czasem jest dość... obrzydliwie! Tym, którzy czytając o różnych wydzielinach ciała, odkładają książkę na półkę i nigdy do niej nie wracają, polecam nieco lżejszą lekturę, np Anię z Zielonego Wzgórza...
Lubię książki, które odwracają nasza uwagę od szarej rzeczywistości, doprowadzają czytelnika do śmiechu, pozwalają oczami wyobraźni zobaczyć to, czego nasz mózg nigdy by nam nie podpowiedział... Krzysztof T. Dąbrowski jest autorem, który specjalizuje sie w takich tekstach. I chwała mu za to! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkam się z tą szaloną trójką, która jeszcze długo nie opuści moich myśli.
Na koniec małe ostrzeżenie - po lekturze Orgazmokalipsy już nigdy nie będziecie tacy sami, czytacie na własną odpowiedzialność! Żeby nie było, że nie ostrzegałam... ;)


Ocena:
5/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: AlterNatywne
Data wydania: 15 sierpnia 2016
Liczba stron: 250
Oprawa: miękka

piątek, 6 października 2017

Spotkanie z Alkiem Rogozińskim w łódzkim Empiku.

Długo przed premierą nowej książki, Alek obiecywał, że pierwsze, najważniejsze spotkanie odbędzie się w Łodzi. Niestety, jednym z bohaterów (a tym samym jednym z gości) uczynił Rafała Maślaka, a główna impreza odbyła się w związku z tym w stolicy. Abyśmy jednak nie poczuli się porzuceni, postanowił zobaczyć się z nami chwilę później, przekupując... pysznymi wypiekami od Take My Cake! 
Skutecznie... :)

Spotkanie poprowadziła Wioleta, autorka popularnego bloga - Subiektywnie o książkach. Tym razem Alek pozwolił jej zadać naprawdę sporo pytań... To było ogromne zaskoczenie zarówno dla nas, jak i dla samej Wioli. :D

A wyglądało to tak:



Pyszności od Take My Cake! <3













Alek od początku spotkania zapowiadał wielką niespodziankę. Potrzymał nas trochę w niepewności, zmusił do zadawania pytań, nakarmił, po czym... wyjął prawdziwą bombę - nową książkę napisaną wraz z Magdaleną Witkiewicz! Już wiem, co będę czytała w długie, zimowe wieczory. Łódź jako pierwsza mogła poznać tytuł oraz podziwiać świetną okładkę powieści. Jestem pewna, że to będzie wybuchowy duet!



Prawdziwe oblicze krwiożerczego kryminalisty, księcia komedii kryminalnej, pierwszego i największego fana Remigiusza Mroza oraz zapalonego ornitologa (jak mniemam, patrząc na koszulę). :D Strach się bać!



- "Ty będziesz następna!" :)


Na koniec kilka słów o książce, którą Alek tak dzielnie podpisuje w wielu miastach w Polsce:

"Lustereczko, powiedz przecie to drugi tom przygód Róży Krull i dwójki jej przyjaciół, a zarazem współpracowników – menadżerki Betty i PR-owca Pepe. Tym razem w rozwiązaniu zagadki kryminalnej pomaga im też sam Mister Polski, Rafał Maślak. W przygotowaniu kolejne tomy!
Znana autorka powieści kryminalnych Róża Krull jest świadkiem samobójstwa jednego z uczestników konkursu Mister Polonia. Wkrótce okazuje się, że nie miał on żadnego powodu, aby zdecydować się na tak desperacki czyn. Zaintrygowana Róża rozpoczyna śledztwo i szybko przekonuje się, że w świecie facetów, którzy wiedzą o kosmetykach i modzie więcej niż ona sama, znajdują się też psychopaci, gotowi na wszystko, aby tylko zdobyć tytuł Najprzystojniejszego Polaka Roku..."
(źródło: wydawnictwo Filia)


czwartek, 9 lutego 2017

Spotkanie z Alkiem Rogozińskim w łódzkim Empiku.

Z góry przepraszam za jakość zdjęć! Były robione telefonem komórkowym... :( Tak szybko wyskoczyłam na to długo oczekiwane spotkanie, że zapomniałam aparatu!

Rzecz miała miejsce 2.02. Zobaczcie jak było niesamowicie! Szkoda, że zdjęcia nie oddadzą tej atmosfery... Arek jest jedynym mężczyzną, który potrafi doprowadzić do łez wszystkie będące obok niego kobiety... Sama spłakałam się tak strasznie, że później musiałam sprawdzać, czy nie wyglądam jak panda! :) Następnego dnia nadal bolał mnie brzuch od śmiechu. Uważam, że takie spotkania z czytelnikami nie są godne jego talentu komediowego. Na scenę z nim! Niech płacze cały naród... ;)

A ja właśnie kończę ostatnią książkę Alka, recenzja niebawem... 









środa, 18 stycznia 2017

"Gorzej być (nie) może" Małgorzata Falkowska


Opis:
Kontynuacja przygód sześciu zwariowanych przyjaciółek, bohaterek książki "Mąż potrzebny na już". Życie Zosi wydaje się wręcz idealne. Bogata dziedziczka nie ma w zwyczaju się niczym przejmować. Przyziemne problemy zdają się ją omijać szerokim łukiem, jednak los, a w zasadzie bliscy postanawiają to zmienić. Kiedy wydaje się, że gorzej być już nie może, Zosia uświadamia sobie, w jak wielkim jest błędzie. Czy zakochana w sobie bogaczka poradzi sobie z problemami, których nie są w stanie rozwiązać pieniądze jej ojca? Nadeszła pora, aby rozpocząć walkę egocentryzmu, pieczołowicie pielęgnowanego od urodzenia, z uśpionym głęboko ziarnem altruizmu, które chce wykiełkować.

Foto: autorka

Druga książka w dorobku Gosi Falkowskiej, to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier! Czas, który minął od wydania pierwszej, "Mąż potrzebny na już", dłużył mi się niemiłosiernie. Miałam wrażenie, że autorka każe nam czekać latami, dopieszczając w tym czasie swoją powieść, która - co było oczywiste - nie mogła być zła! I teraz prawdziwe wyzwanie przede mną, jak zachęcić Was do przeczytania książki, od której sama nie mogłam się oderwać, nie wywołując w Was jednocześnie cukrzycy?! :)
Książki Gosi to taki antydepresant, powinno się je mieć zawsze pod ręką, aby w kryzysowych sytuacjach móc po nie sięgnąć. Bawią do łez, powodują niekontrolowane wybuchy śmiechu (po raz kolejny ostrzegam przed czytaniem w miejscach publicznych!), a czasem wzruszają do łez. Są ciepłe, mądre i mają fenomenalne bohaterki! Nie jest łatwo wpleść do komedii poważne wątki, a tutaj autorce udało się to znakomicie. To co ma bawić - bawi, to, co ma skłonić do refleksji - skłania. W kwestii humoru postawiłabym Gosię tuż obok Alka Rogozińskiego, to dwójka autorów, którzy ostatnio wybitnie dbają, aby mój nastrój był lepszy niż wskazywałaby na to pogoda za oknem.
Jak tylko rozpoczęłam lekturę, poczułam jakbym spotkała się z dawno niewidzianymi przyjaciółkami. Naprawdę za nimi tęskniłam! Początkowo bałam się, że minęło zbyt wiele czasu i będę miała problem z przypomnieniem sobie niektórych szczegółów, ale okazało się, że autorka pomyślała i o tym! Na początku mamy krótką charakterystykę, do której możemy w każdej chwili wrócić, gdybyśmy mieli problem z rozróżnieniem bohaterek. Później w fabułę wplecione zostają wspomnienia, które też naprowadzają czytelnika.
W pierwszej części prym wiodła Berka i jej poszukiwanie męża, w drugiej do głosu dojdzie... Zosia! Jeśli ktoś czytał debiutancką powieść Gosi, to wie, że Zosia... nie należy do najbystrzejszych osób. Jest za to przekonana o własnej doskonałości, pięknie i... jest całkiem urocza w tym samozachwycie. Tym razem okaże się, że los nie będzie dla niej łaskawy. Wszystko za sprawą kary, która moim zdaniem była strzałem w dziesiątkę. Autorka wpadła na świetny pomysł i zrealizowała go w stu procentach. To były najbardziej wyczekiwane przeze mnie fragmenty powieści. Nie martwcie się, nie zdradzę zbyt wiele. Musicie być jednak przygotowani na wewnętrzną przemianę bohaterki. Czeka Was wiele zaskakujących momentów, w końcu to Zosia! I koniecznie naszykujcie coś do notowania - powiedzenia wyżej wymienionej panny są warte tego, aby je uwiecznić i przekazać potomnym.
Przygotujcie się na wiele fantastycznych przygód i scen, które na stałe zostaną Wam w pamięci. Trzeba być wyjątkowo pozytywną osoba, aby napisać taką książkę! Pełną humoru, ciepłą i przede wszystkim taką, która zostaje z nami na dłużej. Już tęsknię za bohaterkami! Czasem żałuję, że sama nie mogę się do nich wkręcić chociaż na jeden wieczór. To prawdziwe postaci z krwi i kości. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czytam historie osób, które doskonale znam.
"Gorzej być (nie) może" to powieść, która przypadnie do gustu wszystkim osobom z poczuciem humoru. Przede wszystkim kobietom, choćby ze względu na płeć głównych bohaterek, jestem jednak pewna, że także panowie bawiliby się świetnie podczas lektury. Ta książka to doskonały pomysł na prezent. Lekka, łatwa i przyjemna, ale nie banalna. Jest mądra i skłania do refleksji, nie wprowadzając jednak czytelnika w ponury nastrój. Bardzo optymistyczna, w sam raz na wyjazd lub szare, zimowe wieczory.
Aby nie było tak słodko, powinnam się do czegoś przyczepić. Myślałam, myślałam i wymyśliłam... W tej części Zosia przyćmiła trochę pozostałe bohaterki. Co nie powinno nikogo dziwić, jeśli miał już okazje ją poznać. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach da dziewczynom szansę.
Jeśli miałabym wybierać jedną z przyjaciółek, na której historię czekałam najbardziej, to z pewnością byłaby to właśnie Zosia. Autorka będzie miała niełatwe zadanie, aby kolejne części były jeszcze zabawniejsze. Jedno jest jednak pewne - to seria, która powinna znaleźć się na Waszych półkach. U mnie zajmują honorowe miejsce. Polecajcie ją dalej, radością trzeba się dzielić!

Dziękuję autorce za egzemplarz do recenzji i... za scenę u dentysty, przy której płakałam ze śmiechu i przerażenia! Dzięki Tobie mój koszmar jeszcze przybrał na sile... :)

Recenzję debiutanckiej powieści Małgorzaty Falkowskiej znajdziecie na stronie: Polacy nie gęsi...
Miałam również przyjemność przeprowadzić wywiad z autorką: KLIK

Ocena:
5+/6

Dane techniczne: 
Wydawnictwo: Videograf
Data wydania: 17 stycznia 2017
Liczba stron: 376
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

niedziela, 26 czerwca 2016

Spotkanie z Alkiem Rogozińskim

Wizyta Alka Rogozińskiego miała miejsce kilka dni temu w łódzkim Empiku. Widać, że jego książki cieszą się dużą popularnością, przybyło sporo osób, wiele z nich musiało stać, bo zabrakło krzeseł! Mimo upału, który wszystkim dawał się we znaki, pisarzowi dopisywał humor - ale nikt, kto czytał jego książki, nie spodziewał się chyba ponuraka?! :)
To było moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Mam nadzieję, że niebawem znów zawita do Łodzi, bo opowiada szalenie ciekawie i jest w stanie poprawić humor największemu smutasowi! 
Uwielbiam ludzi, którzy z pasją opowiadają o tym co robią. Alek to nie tylko sympatyczny człowiek, ale i gaduła. :) To akurat ogromny pozytyw na tego typu spotkaniach. Wszystko trwało zdecydowanie za krótko. Za to dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy...
Autor opowiadał o tym, jak powstała jego pierwsza książka, ile czasu zajmuje mu pisanie, a także o swoich planach wydawniczych. Wszyscy fani mogą być spokojni, dużo dobrego przed nami! ;) 
Przede mną jeszcze dwie poprzednie powieści, bo swoją przygodę z twórczością Alka rozpoczęłam od "Jak cię zabić, kochanie". Bardzo mnie to cieszy i już wiem jaki będzie mój najbliższy zakup! A recenzja ostatniej książki pojawi się niebawem. 

Zapraszam do obejrzenia zdjęć ze spotkania:





(te rogi to zupełny przypadek, słowo! :P)



(wspólna fotka na pamiątkę miłego spotkania)

(dedykacja nieprzypadkowa, zerknijcie o czym jest książka :)

wtorek, 12 kwietnia 2016

"Szeptucha" Katarzyna Berenika Miszczuk


 Opis:

A wszystko przez to, że Mieszko I zdecydował się nie przyjąć chrztu…
Gosława Brzózka, zwana Gosią, po ukończeniu medyny wybiera się do świętokrzyskiej wsi Bieliny na obowiązkową praktykę u szeptuchy, wiejskiej znachorki. Problem polega na tym, że Gosia – kobieta nowoczesna, przyzwyczajona do życia w wielkim mieście – nie cierpi wsi, przyrody i panicznie boi się kleszczy. W dodatku nie wierzy w te wszystkie słowiańskie zabobony. Bogowie nie istnieją, koniec, kropka!
Pobyt w Bielinach wywróci jednak do góry nogami jej dotychczasowe życie. Na Gosię czeka bowiem miłość. Czy jednak Mieszko, najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego do tej pory widziała, naprawdę jest tym, za kogo go uważa? I co się stanie, gdy słowiańscy bogowie postanowią sprawić, by w nich uwierzyła?
Słowiańskie bóstwa, pradawne obrzędy, romans, a przede wszystkim – solidna dawka humoru!
(opis: wydawca)


Proszę Państwa! Oto powiew świeżości na naszym rodzimym rynku wydawniczym! Nadchodzi „Szeptucha”, a wraz z nią dawne wierzenia i obrzędy słowiańskie, które zostały już nieco zapomniane… 
Katarzyna Berenika Miszczuk to autorka, która zdążyła już nieco namieszać w świecie literackim. Swoją pierwszą powieść „Wilk”, napisała w wieku piętnastu lat, a wydała ją dwa lata później. Nie boi się eksperymentować z gatunkami, chociaż widać, że fantastyka jest szczególnie bliska jej sercu. Na swoim koncie ma również powieść grozy oraz kryminał. „Szeptuchę” ciężko jest jednoznacznie podciągnąć pod jeden z tych gatunków. Tak naprawdę jest to dowód wyjątkowej wyobraźni Kasi, bo w niezwykły sposób połączyła ze sobą dwa światy – współczesny i ten już nieco zapomniany, gdzie wciąż rządzą słowiańskie bóstwa. Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu… Jak wyglądałaby dzisiaj nasza rzeczywistość?! Czy tak, jak ukazała ją autorka ? W powieści wszystko jest niezwykłe. Połączenie nowoczesności, na przykład Internetu, z dawnymi obrzędami i wiarą, robi ogromne wrażenie. Jak tylko zobaczyłam opis książki wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Brawa dla autorki – to był strzał w dziesiątkę. Ciężko ostatnio stworzyć coś oryginalnego, biorąc pod uwagę ilość tytułów, które pojawiają się na rynku wydawniczym.
Nie jestem specjalistką od dawnych wierzeń słowiańskich, ale widać, że Kasia włożyła dużo pracy przygotowując się do tematu. Po lekturze sama mam ochotę zagłębić się w tę tematykę. Wiemy sporo o kulturze starożytnych Greków, czy Rzymian. Znamy mity germańskie i skandynawskie, nasze – słowiańskie – traktujemy jednak po macoszemu. A przecież możemy w nich znaleźć mnóstwo interesujących postaci, czy wydarzeń. „Szeptucha” dostarcza nam również wielu ciekawych informacji o obrzędach, które bohaterowie wciąż kultywują. Chociaż, podobnie jak w naszym świecie, i tam większą wagę przykłada się do nich na wsiach i w małych miejscowościach, niż w wielkich miastach.
Powieść ta ukazuje świat pełen przeciwieństw. Mamy na przykład Warszawę, z której pochodzi główna bohaterka – Gosia, gdzie życie pędzi do przodu, otacza nas nowa technologia, a ludzie nie zwalniają tempa. Z drugiej jednak strony jest wieś, gdzie Gosia trafia na praktyki do tytułowej szeptuchy. Tam czas się zatrzymał. Chatka w głębi lasu wygląda jak żywcem wyjęta z bajki. Pełno w niej ziół, mikstur, wszystko jest stare i zniszczone. Do tego pod nogami pałęta się złowrogi kot. Tam najbardziej czuć ducha dawnych Słowian...

Całą recenzję znajdziecie tutaj.



Recenzja powstała przy współpracy z:

Ocena:
5+/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 3.02.2016
Liczba stron: 352
Oprawa: miękka

poniedziałek, 21 marca 2016

"Dożywocie" Marta Kisiel

Opis:
Siła wyższa bez wątpienia jest kobietą, Pech bez wątpienia mężczyzną, a Licho... licho je tam wie. Poza tym płeć uczulonego na własne pierze anioła stróża z manią czystości to dla Konrada Romańczuka (głównej osoby tego dramatu) bynajmniej nie największy problem.
Z połączonych mocy nadprzyrodzonego trio powstaje bowiem fatum z prawdziwego zdarzenia: klątwa ciekawych czasów. Będzie ona odtąd sprawowała dożywotni nadzór nad każdym krokiem Konrada, świeżo upieczonego spadkobiercy Lichotki, wiekowego domu z upiorną, gotycką wieżyczką rodem z kiepskich filmów grozy, oraz całym dobrodziejstwem inwentarza:
*Nieszczęsną duszą panicza Szczęsnego, seryjnego samobójcy, poety, mistrza całorocznej depresji i haftu krzyżykowego - sztuk 1.
*Mackami szefa kuchni o chrypiącym imieniu, przybyłego wprost z głębin odwiecznego ZUA - sztuk minimum 8.
*Utopcami zawsze nie w tej łazience co trzeba - sztuk 4.
*Najprawdziwszą Zmorą w postaci charakternej kotki - sztuk 1 plus 4 kły i 18 pazurów w pakiecie.
*Wrednym, różowym królikiem, niepozornym omenem straszliwej zagłady - zbiór nieprzeliczalny.
Tylko właściwie kto tu kogo dostał w spadku: Konrad dożywotników czy dożywotnicy Konrada?
(źródło: wydawca)


Sięgając po daną książkę, nigdy nie mamy pewności, czy przypadnie nam do gustu. Możemy przypuszczać, że będzie dobra, jeśli wcześniej czytaliśmy inne dzieła danego autora lub natrafiliśmy na same pozytywne recenzje. Jak wiadomo są gusta i guściki - pozycja, która jednych zachwyci, innych rozczaruje. Jak było w przypadku "Dożywocia"? Wcześniej czytałam "Nomen omen" i bardzo mi się spodobał. Miałam nadzieję, że i tym razem trafię na dobrze napisaną, zabawną powieść. Byłam w błędzie - trafiłam na doskonale napisaną książkę, przy której co chwila wybuchałam głośnym, niekontrolowanym śmiechem. Uważajcie, czytając ją w miejscach publicznych!
Kiedyś wspominałam, że nie jest łatwo napisać recenzję książki, która nie przypadła nam do gustu. W końcu autor włożył w nią dużo pracy, poświęcił swój wolny czas, zbierał materiały i chciałby teraz zebrać owoce tejże pracy. Ale to nic w porównaniu z recenzją książki, która skradła nam serce. No bo jak tu ubrać ładnie w słowa te wszystkie ochy achy?! A tych nie brakowało podczas lektury "Dożywocia". Do tego łzy płynące z rozbawienia, a później z żalu, że to już koniec…
Ale humor zostawię na sam koniec, bo "Dożywocie" to coś więcej niż dobra zabawa. Na początku warto wspomnieć o języku, gdyż autorka posługiwanie się nim opanowała do perfekcji. Całość czyta się lekko i przyjemnie. Widać, że Pani Marta lubi bawić się słowem. Zdania są dokładnie przemyślane, a niezwykły humor kryje się w każdym akapicie. Doskonałe dialogi, cięte riposty bohaterów, ich wypowiedzi idealnie dopasowane do charakteru postaci, oraz niezwykłe interakcje między nimi - wszystko to dodaje smaku całości i sprawia, że nie można się oderwać od lektury. Autorka zaserwowała nam niezwykłą mieszankę bohaterów, można by rzec, wręcz wybuchową. Pokochacie ich od pierwszych stron. Konrad - centralna postać książki, biorąc pod uwagę okoliczności i towarzystwo w jakim się znalazł, wykazuje niezwykłe wręcz opanowanie. A mamy tu prawdziwy miks - aniołka, który ma uczulenie na własne piórka, Krakena... znaczy Krakersa, utopce buszujące po czystej (do czasu) łazience, wiecznie lamentujące i cierpiące widmo młodego poety oraz krwiożerczego... różowego króliczka! Dobrze, że przy zdrowych zmysłach utrzymuje Konrada przyjaciel domu, który od czasu do czasu zaszczyca go swym towarzystwem. Gorzej, gdy panowie zrobią sobie wieczór przy winku i nie schowają na czas trunku. Pijany duch i anioł... to scena, która długo zostaje w pamięci!
I tu dochodzimy do najważniejszej kwestii, o której już niejednokrotnie wspominałam - humor. Naprawdę nie można przestać się śmiać! Cała książka jest niezwykle zabawna. Nie ma w niej lepszych i gorszych momentów. Zaczynamy i kończymy lekturę z uśmiechem na ustach! Autorka i ja, mamy podobne poczucie humoru. Niektóre scenki były tak absurdalne, że wyobraźnia podsuwała mi niezwykłe obrazy, które w połączeniu z dialogami doprowadzały do ataków śmiechu. Nie jest to jednak żart zwyczajny (by nie napisać prostacki), ale na swój sposób wyszukany.
Mimo iż mamy tu do czynienia z wątkiem nadprzyrodzonym, a nawet z kilkoma, to jednak czytając "Dożywocie", w ogóle nie zwraca się na to uwagi. Przestaje dziwić, że po domu biega kichający anioł, a w piwnicy gotuje... a zresztą, sami się przekonacie! Książkę polecam także tym, którzy do tej pory stawiali na powieści bardziej... realistyczne! Spodoba się zarówno młodzieży (może jednak tej starszej), jak i poważniejszym odbiorcom. Wszak sam bohater to już stateczny mężczyzna po trzydziestce. I cóż, że biega koło niego anioł w sukience i bamboszkach, albo różowy króliczek... Ubolewam tylko nad tym, że książka kończy się zdecydowanie za szybko! Delektujcie się każdym zdaniem, bo to prawdziwa uczta dla czytelniczego umysłu... i poczucia humoru! Sprawdzi się zarówno w pochmurne jesienne i zimowe wieczory, skutecznie lecząc każdą chandrę i depresję, jak i wiosną lub latem podczas wylegiwania się na leżaku.
Usatysfakcjonowani będą również fani grozy i horrorów - mamy tu klimat starego gotyckiego domu, gdzie wszystko trzeszczy, skrzypi i wydaje z siebie przeraźliwe dźwięki (przynajmniej dopóki Konrad nie weźmie się za remont). Bohaterowie również powinni budzić lęk i trwogę. Powinni, bo głównie bawią. Nie sposób ich nie pokochać!
Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autorki, chociaż muszę przyznać, że poprzeczkę ustawiła sobie niezwykle wysoko!


Recenzja powstała przy współpracy z:
Ocena:
6/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 30.09.2015
Liczba stron: 347
Oprawa: miękka