Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Zielona Sowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Zielona Sowa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 czerwca 2015

"Córka zjadaczki grzechów" Melinda Salisbury


Opis:
Twylla jest przeznaczona. Bogowie wybrali ją, by poślubiła księcia i panowała nad królestwem. Ale przychylność bogów ma swoją cenę. W jej skórze znajduje się śmiercionośna trucizna. Ten, kto rozgniewa królową musi zginąć, naznaczony śmiertelnym dotykiem Twylli. Tylko Lief, nowy strażnik, potrafi zobaczyć w zimnej królowej dziewczynę, którą naprawdę jest.
Jednak na dworze, równie niebezpiecznym jak sama królowa, pewnych rzeczy nie powinno się ujawniać…



Już dawno nie czytałam książki dla młodzieży, która tak bardzo by mnie wciągnęła! Rozkręca się powoli. Na początku poznajemy główną bohaterkę, która pozornie wiedzie szczęśliwe życie na zamku. Okazuje się jednak, że ważna rola, jaka przypadła jej w udziale to w rzeczywistości przykry obowiązek. Każde życie, które musi odebrać to zapowiedź wielu nieprzespanych nocy i sennych koszmarów. Akcja zaczyna się rozkręcać w momencie, gdy zostaje jej przydzielony nowy strażnik. Lief szybko zaprzyjaźnia się z dziewczyną zyskując jednocześnie sympatię czytelników. To bystry młody chłopak z poczuciem humoru i zawadiackim uśmiechem. Dzięki niemu Twylla zaczyna naprawdę żyć. Ale nie martwcie się, historia nie będzie zbyt szablonowa. Ostatnie kilkadziesiąt stron książki to niespodziewane zwroty akcji, które sprawiają, że nie można się od niej oderwać. Doskonale prowadzona fabuła i nieprzewidywalność sprawiły, że po skończonej lekturze na usta cisnęło mi się jedno: chcę przeczytać dalszy ciąg!  
Na szczęście historia Twylli będzie kontynuowana. Autorka pracuje nad dwiema kolejnymi częściami. Mam tylko nadzieję, że będę pamiętała co wydarzyło się w pierwszym tomie, bo przygód i zwrotów akcji nie brakowało. Próbowałam odszukać informacje o wieku Melindy Salisbury. Jest to jej debiutancka powieść i byłam ciekawa czy sama utożsamia się z bohaterką. Niestety nie udało mi się nigdzie znaleźć takiej informacji. Ze zdjęcia na okładce wnioskuje jednak, że to młoda dziewczyna. Tylko pogratulować takiej wyobraźni. 
Mocną stroną, oprócz wspomnianej wcześniej fabuły i wielu zaskakujących zwrotów akcji, są także bohaterowie. Główna bohaterka to sympatyczna dziewczyna, która musi być kimś, kim nie chce być. Waha się między przeznaczeniem, a chęcią życia na własną rękę. Traktowana jak bogini, wywołuje jednocześnie lęk, nikt się do niej nie zbliża w obawie przed zabójczym dotykiem. Królowa to okrutna kobieta, u której próżno dopatrywać się ludzkich odruchów. Jej syn natomiast budzi skrajne emocje. Do samego końca nie byłam pewna czy powinnam go polubić. No i na koniec zostawiłam sobie Liefa. To bohater, którego nie można nie polubić. Ożywia cały zamek, nadając jednocześnie Twylli sens życia i nadzieję na lepsze jutro. Nie będę zbyt wiele zdradzać, ale nie nastawiajcie się na happy end. Ostatecznie okaże się, że wszystko zostanie wywrócone do góry nogami. 
"Córka zjadaczki grzechów" tak naprawdę jest historią o samotności. O samotności w tłumie. O tym, że czasem warto wziąć sprawy w swoje ręce, bo to my sami decydujemy o przyszłości. To także powieść ukazująca przyjaźń i miłość. Obydwa te uczucia zostały wspaniale opisane, bardzo dojrzale i w niebanalny sposób. Książkę polecam wszystkim nastolatkom (według wydawcy: 15+), ale także nieco starszym kobietom, które chciałyby przenieść się do baśniowego świata, gdzie rządzi zła królowa a jej intrygi wpływają na losy głównych bohaterów w sposób, którego nie jesteśmy w stanie przewidzieć do samego końca.



Premiera 3.06.2016

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


Ocena: 
5/6

Dane techniczne:
Tytuł oryginału: The Sin Eater's Daughter
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 3.06.2016
Liczba stron: 368
Oprawa: miękka

niedziela, 19 kwietnia 2015

"Wielki błękit" Jennifer Donnelly


Opis:

Głębiny oceanu skrywają wiele tajemnic. Jedną z nich jest świat podwodnych syren, które rządzą królestwami i panują nad wszelkimi morskimi stworzeniami. Córka królowej, Serafina, ma wkrótce przejść przez obrzęd inicjacji i zostać oficjalnie uznana za następczynię tronu. Ma również zostać żoną księcia z sąsiedniego królestwa, aby połączyć silnym sojuszem obie krainy i stawić czoła ewentualnym wrogom. Kiedy nadchodzi wielki dzień, księżniczka staje przed ludem i śpiewa pieśń władzy i siły, opowieść o królestwie Miromary. Niestety najważniejsza chwila jej życia, staje się jednocześnie tą najtragiczniejszą. Czarni najeźdźcy atakują pałac, zabijają ojca Serafiny, a królową ciężko ranią. Syrena musi uciekać, zostawiając za sobą całe dotychczasowe życie i wszystkich, których kocha. Jest przy niej jedynie jej wierna przyjaciółka, Neela. Obie dziewczyny, przerażone niespodziewanym atakiem, nie wiedzą, dokąd powinny się udać. Prześladowcy ciągle depczą im po piętach, ale syreny zyskują także nieoczekiwanych sojuszników. Serafina wciąż wspomina niepokojące sny, przywołujące dawną legendę i zdaje sobie sprawę, że opowiadają one prawdziwą historię. Pewnego dnia stara czarownica przywołuje obie syreny i każe im odnaleźć jeszcze cztery towarzyszki – tylko w grupie będą w stanie przeciwstawić się narastającemu złu i pokonać morskiego potwora. Każda z syren posiada niezwykły dar – czy potrafią nad nim zapanować i wspólnie uratować podwodny świat?

PREMIERA 6 MAJA 2015


Kiedy byłam mała, uwielbiałam bajkę Disneya "Mała syrenka". Wspaniały, kolorowy podwodny świat pobudzał wyobraźnię i przyciągał jak magnes. Która z nas nie chciałaby mieć pięknych długich włosów, błyszczącego ogona i wiernych przyjaciół, z którymi można bawić się od rana do nocy... 
Okazuje się jednak, że ktoś pomyślał również o starszych czytelnikach - i tak oto mamy niezwykłą historię, która trafi do serc wielu nastolatków. "Wielki błękit" to pierwsza część czterotomowej sagi. Pierwszą rzeczą, która mnie uderzyła, to szczegóły dotyczące zarówno topografii, jak i historii podwodnego świata. Poznajemy całą masę pływających stworzeń oraz hierarchię, jaka panuje w królestwie. Na początku naprawdę można się pogubić. Na szczęście autorka przewidziała to, dodając na końcu książki obszerny słownik pojęć i postaci. Wspaniała okładka na pewno zachęci wiele osób do lektury. Zdradzę, że wewnątrz książka również prezentuje się ciekawie...
Powieść rozkręca się powoli. Na początku mamy dosyć długie przygotowania do ceremonii, ale od momentu ataku wszystko dzieje się błyskawicznie. Wartka akcja przenosi nas z miejsca na miejsce, a czytelnik odkrywa coraz więcej faktów prowadzących do wielkiego finału. Autorka nie zdradza jednak wszystkiego, zakończenie sprawia, że z niecierpliwością oczekujemy kolejnej części sagi. Cieszę się, że przygoda jest tutaj istotnym elementem. Obawiałam się, że będzie to kolejny romans paranormalny, przeniesiony jedynie do podwodnego świata. Trochę przeszkadzała mi, wspomniana wcześniej, ilość obcobrzmiących nazw odnoszących się do postaci, krain, czarów oraz innych pojęć. Zamiast skupiać się na akcji, musiałam przerywać i sprawdzać czy dane słowo figuruje w słowniczku. Kilka wątków zostało urwanych, ale rozumiem, że powrócą w kolejnych tamach sagi. Mogłabym jeszcze doczepić się do kilku czynności wykonywanych przez syreny, które pod wodą nie miałyby prawa bytu. Ale to są szczegóły, które w żaden sposób nie szkodzą całości odbioru.
Jestem pewna, że historia podwodnej walki bohaterek z własnymi słabościami, dla dobra ogółu, trafi do serc wielu czytelników. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy Serafiny i jej przyjaciółek. Polecam wszystkim, którym znudziły się oklepane schematy powieści i poszukują czegoś nowego. Zapewniam Was, że z "Wielkim błękitem" przeniesiecie się w magiczny świat, z którego nie będziecie chcieli wyjść.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

Ocena:
4/6

Dane techniczne:
Tytuł oryginału: Waterfire Saga. Deep Blue
Seria: Saga Ognia i Wody
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 6 maja 2015
Liczba stron: 352
Oprawa: miękka