Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 stycznia 2016

"Cicho sza" Lisa Scottoline


Opis:

Bestsellerowa autorka Lisa Scottoline napisała znakomitą powieść o miłości ojcowskiej i poświęceniach, do jakich jesteśmy zdolni, by chronić najbliższych.

Stosunki Jake’a Buckmana z szesnastoletnim synem, Ryanem, nie układają się najlepiej. Zaniepokojony ich wzajemnym brakiem kontaktu, Jake postanawia odebrać Ryana z podmiejskiego kina i spędzić z nim trochę czasu. Kiedy Ryan prosi, by ojciec pozwolił mu poprowadzić samochód na mało uczęszczanej drodze, Jake wyraża zgodę, widząc w tym szansę na zbliżenie się do syna. Jednak rodzinne zawieszenie broni gwałtownie zamienia się w koszmar. Dochodzi do tragedii, a Jake musi w ułamku sekundy podjąć decyzję, która pogrąży ojca i syna w poczuciu winy i wplącze w sieć kłamstw. Jake i Ryan zostają przytłoczeni ciężarem łączącej ich tajemnicy, która może doprowadzić całą rodzinę do zguby.
(źródło: wydawca)


Książka Lisy Scottoline ukazała się pod patronatem klubu wyd. Prószyński - Kobiety to czytają. Muszę przyznać, że była dla mnie totalnym zaskoczeniem!
Tak jak w przypadku większości pozostałych powieści klubowych, trudno podciągnąć ją pod jeden gatunek literacki. Nie jestem nawet pewna, czy nazwałabym ją powieścią dla kobiet. Mamy tu trochę kryminału, obyczaju, dramatu, a nawet thrillera. Jednak, podobnie jak w powieściach Jodi Picoult, czy Diane Chamberlain - mistrzyń takiej literatury, tak i tutaj najważniejszym motywem staje się zachowanie bohaterów, którzy muszą podjąć niezwykle trudną decyzję, znajdując się w dramatycznej dla nich sytuacji. 
Co mnie zaskoczyło? Scottoline pisze książki ciekawe, które jednak nie porywają czytelnika. Nastawiłam się, że tak będzie i w tym przypadku. Powieść zaczyna się w dramatycznym momencie, który zaważy na losach całej rodziny, nie tylko uczestników zdarzenia. Później zaczynają się rozważania, jaką decyzję podjąć - bohaterowie cierpią, a my spodziewamy się jednego z dwóch możliwych rozwiązań, gdzie żadne z nich nie gwarantuje happy endu. Gdyby tak się stało, mielibyśmy przeciętną powieść, która oscylowałaby wokół uczuć bohaterów. Mniej więcej w połowie książki zaczynają się zwroty akcji, które były dla mnie totalnym zaskoczeniem. Cała intryga okazała się ostatecznie nieco naciągana, ale czytało się to z wypiekami na twarzy. Moim zdaniem to jedna z lepszych powieści w dorobku autorki.
Dobrze skonstruowani bohaterowie, którzy wywoływali we mnie sporo emocji - zarówno pozytywnych, jak i negatywnych - ciekawe postacie drugoplanowe, do tego wartka akcja, prosty język, wraz z dobrze wyjaśnionymi zawiłościami prawnymi. Scottoline w ciekawy sposób ukazała relacje międzypokoleniowe panujące w rodzinie. Widzimy jak praca rodziców wpływa na zachowanie dorastającego młodego człowieka. Autorka pokazała również jak łatwo stracić to, co w życiu najważniejsze, czyli tych, których kochamy. Jednak warstwa emocjonalna, która przewija się przez całą powieść, doskonale komponuje się również z akcją, której nie brakuje. Cała intryga została świetnie skonstruowana i przemyślana w najdrobniejszym szczególe. 
Mam nadzieję, że Lisa utrzyma ten poziom i niebawem w klubie pojawi się kolejna powieść jej autorstwa - równie dobra, albo jeszcze lepsza. Na razie Scottoline zajmuje zaszczytne 3. miejsce na podium wśród moich ulubionych autorek klubowych.

Na stronie wydawnictwa znajdziecie fragment powieści oraz filmik promujący, w którym występuje ambasadorka klubu - aktorka Magdalena Kumorek:

A oto, co inni sądzą o powieści:

Lisa Scottoline zabiera nas w emocjonującą podróż.
Jodi Picoult

Scottoline to dynamit.
David Baldacci

Lisa Scottoline to jedna z najlepszych współczesnych pisarek.
Michael Connelly

Scottoline świetnie wie, jak chwycić czytelników za serca.
„The New York Times Book Review”

Ta frapująca historia pozostaje w pamięci na długo po zakończeniu lektury.
„Library Journal” 

Lisa Scottoline… od razu widać, że mamy do czynienia z prawdziwą mistrzynią w swoim fachu.
„The Boston Globe”

Scottoline jest prawdziwą gwiazdą.
„Time”

Pragniemy być fajnymi rodzicami. Staramy się zbudować tę "fajną więź" z naszymi dziećmi, ale czasami popełniamy błędy, których skutki mogą być katastrofalne. Jeśli chroniąc dzieci przed złem, zapomnimy, gdzie przebiega granica rodzicielskiej miłości… Jeśli ceną jest złamanie prawa, podeptanie zasad i piramida kłamstw… Lisa Scottoline napisała pasjonującą powieść bogatą w emocje i zaskakujące zwroty akcji. To świetna książka dla wszystkich pokoleń, a przede wszystkich dla rodziców!
Magdalena Kumorek, ambasadorka klubu KOBIETY TO CZYTAJĄ! 

Ocena:
5+/6

Dane techniczne:
Tytuł oryginału: Keep quiet
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Seria: Kobiety to czytają
Data wydania: 13.01.2015
Liczba stron: 416
Oprawa: miękka

niedziela, 18 października 2015

"Jurassic Park. Park Jurajski" Michael Crichton

Opis:

Na niewielkiej wyspie Nublar w pobliżu Kostaryki powstaje Park Jurajski. Jego największą atrakcją są żywe dinozaury, które zostały sklonowane z DNA pobranego ze skamieniałych insektów. Stworzony przez człowieka ekosystem wymyka się spod kontroli. Wbrew woli twórców dinozaury wydostają się na wolność i polują na inne stworzenia oraz na… ludzi. Zaczyna się walka o przetrwanie!
Stań oko w oko z naturą w najdzikszej postaci, odkryj niesamowity Park Jurajski.
(źródło: wydawca)



Będąc dzieckiem uwielbiałam dinozaury! Miałam pokaźną kolekcję figurek, albumy z naklejkami i inne gadżety, które zajmowały honorowe miejsce w moim pokoju. znałam wszystkie gatunki i godzinami oglądałam film "Jurassic Park". Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy w kinie, byłam absolutnie zafascynowana tymi olbrzymimi gadami. Po latach z sentymentem spoglądam na dinozaury, kiedy więc zobaczyłam, że w księgarniach ukazało się wznowienie kultowej już książki Crichtona, nie wahałam się ani chwili. To właśnie na jej podstawie Spielberg nakręcił swoje dzieło, które na stałe wpisało się w historię kinematografii.
Już na początku zaskoczyło mnie kilka rzeczy. Po pierwsze - pamiętałam nazwy dinozaurów i potrafiłam zwizualizować sobie konkretnego gada (nie do końca gada jak wyjaśnia to Crichton). Poczułam się jakbym wróciła do dzieciństwa. I tu własnie pojawia się drugie zaskoczenie. Filmu Spielberga nie przypominałam sobie od dawna, ale nastawiłam się na świetną zabawę z tymi niezwykłymi zwierzętami. Nie chcę za dużo zdradzić, ale nie było tak kolorowo. Jest sporo brutalnych scen, które z powodzeniem mogliby wykorzystać twórcy horrorów. Właściwie trafiamy na nie już na początku powieści. Jako wielbicielka klimatów grozy nie miałabym nic przeciwko, ale nastawiłam się na ciekawe przygody ludzi i tych niezwykłych prehistorycznych stworzeń. Zdecydowanie muszę wrócić do filmu. Albo został on mocno wygładzony na potrzeby młodszych odbiorców, albo wyrzuciłam z  pamięci wszystkie brutalne sceny. 
"Park Jurajski" to kolejna książka, przy której nie mogę być do końca obiektywna. Chyba nadal gdzieś siedzi we mnie mała fanka dinozaurów. Całość pochłonęłam bardzo szybko, nie mogłam się oderwać. Książka podzielona jest na krótkie rozdziały, nie trzeba wiec przerywać w ważnym momencie. Tempo akcji jest dość równe, chociaż najwięcej dzieje się oczywiście po przybyciu na wyspę. Napisana została przystępnym językiem, pomijając zagadnienia z dziedziny genetyki, które dla mnie brzmiały kosmicznie.
Cała teoria przywrócenia dinozaurów wydaje się nieprawdopodobna, jednak biorąc pod uwagę niesamowite postępy w nauce, kto wie co zdarzy się za kilka czy kilkadziesiąt lat... Mam nadzieję, że pozostaniemy jednak przy wersjach pluszowych. :)
Żeby nie było zbyt słodko, mimo mojego zachwytu nad światem stworzonym przez Crichtona, jest jedna rzecz, która zaważyła na ostatecznej ocenie. Wspomniałam już kiedyś, że zdarza mi się gubić w akcji, jeśli autor wprowadzi zbyt dużą liczbę bohaterów. Tutaj niestety tak było. Pomijając główne postaci, które zostały dosyć dobrze scharakteryzowane już na samym początku, pozostali pracownicy wyspy nieustannie mi się mylili. Akcja często skakała z miejsca na miejsce i nie zawsze mogłam się połapać o kim mowa. Ale prawdopodobnie tylko ja miałam takie odczucia. 
Książkę polecam wszystkim, którzy lubią wciągające historie przygodowo - fantastyczne. No i oczywiście wszystkim fanom filmów, tutaj na pewno dowiecie się o wiele więcej. Sama czekam z niecierpliwością na kontynuację - "Zaginiony świat", która mam nadzieję niebawem się ukaże.


(źródło: fdb.pl)

Ocena:
5+/6

Dane techniczne: 
Wydawnictwo: Dream Books
Data wydania: 6 lipca 2015
Liczba stron: 512
Oprawa: miękka

niedziela, 5 lipca 2015

"Ostatnie pięć dni" Julie Lawson Timmer


Opis:

Mara, oddana żona i mama adopcyjna, kiedyś odnosiła sukcesy jako wzięta prawniczka, a obecnie zmaga się z coraz bardziej dotkliwymi objawami ciężkiej, nieuleczalnej choroby. Mimo wsparcia bliskich nie może się pogodzić z utratą niezależności i przystosować do nowych warunków, co skłania ją do podjęcia dramatycznej decyzji o odejściu na zawsze. Daje sobie pięć dni na pożegnanie wszystkich, których kocha. 

Scott, nauczyciel gimnazjum i trener koszykówki, od roku wraz żoną sprawuje opiekę zastępczą nad ośmiolatkiem z trudnego środowiska. Za pięć dni chłopiec, którego Scott zdążył pokochać jak własnego syna, ma wrócić do biologicznej matki. 

Mara i Scott mieszkają tysiące kilometrów od siebie, ale łączy ich przyjaźń nawiązana na internetowym forum, gdzie wymieniają się opiniami i dodają sobie nawzajem otuchy w najtrudniejszych chwilach. 

Historie Mary i Scotta pokazują, jak różne mogą być granice ludzkiej wytrzymałości. Czasami miłość nakazuje za wszelka cenę zatrzymać ukochaną osobę, a czasami wymaga, żeby pozwolić jej odejść.

Czy znajomości internetowe są równie autentyczne jak te nawiązane osobiście? Czy samobójstwo można uznać za akt odwagi? Jak poradzić sobie z egoistyczną potrzebą bycia z bliską osobą, w chwili kiedy choroba przysparza jej ogromnych cierpień?



Wzruszająca historia o tym, jak wiele trzeba poświęcić, gdy traci się panowanie nad własnym życiem.
Jodi Picoult

„Ostatnie pięć dni” to porywająca powieść o miłości, determinacji, samotności i chorobie. To książka chwytająca za serce od pierwszych stron, i choć próżno szukać w niej happy endu, to moim zdaniem jeden z najmocniejszych tytułów w klubie Kobiety to czytają! Gorąco polecam!
Magda Kumorek, ambasadorka klubu Kobiety to czytają!


(źródło: wydawca)



"Ostatnie pięć dni" to czternasta już powieść w klubie dyskusyjnym (i nie tylko) Kobiety to czytają wydawnictwa Prószyński i S-ka. Tym razem na scenę wkracza nowa autorka, która debiutuje nie tylko w klubie, ale również na rynku literackim. Uważam, że to debiut całkiem udany. 
Z pewnością nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna. Autorka wzięła na warsztat trudne tematy, takie jak adopcja, choroba czy samobójstwo. Akcja toczy się dwutorowo, a głównych bohaterów łączy jedynie znajomość internetowa. Mara zmaga się z okrutna chorobą, która powoli niszczy zarówno ją samą, jak i jej rodzinę. Postanawia zakończyć to cierpienie decydując się na ostateczny krok, jakim jest odebranie sobie życia. I tutaj pada znaczące pytanie - czy to dowód odwagi, czy też tchórzostwa? W większości przypadków opowiedziałabym się za drugą opcją, tutaj jednak nic nie jest jednoznaczne. Co zrobić w sytuacji, kiedy człowiek traci kontrolę nad własnym ciałem i umysłem? Kiedy nie potrafi kontrolować swoich zachowań czy potrzeb fizjologicznych. Mara, która zobaczyła jak będzie wyglądać jej życie za kilka/kilkanaście lat, chciała zaoszczędzić mężowi i córce tego widoku. Czy miała prawo o tym decydować? Z jednej strony to jej życie, z drugiej jednak trzeba pamiętać, że zostawia rodzinę, która może nosić w sobie żal do końca życia. Ona odchodzi, oni pozostają z pękniętym sercem. Być może kiedyś przyznają jej rację, jednak pierwsze dni, miesiące, a nawet lata, będą dla nich koszmarem.
Druga historia z jednej strony wydawałoby się, że nie wzbudza aż takich emocji, z drugiej jednak, mnie osobiście bardziej chwyciła za serce, bo do samego końca nie wiedziałam czego się spodziewać. W życiu Scotta, jego ciężarnej żony oraz chłopca, którym się opiekują, nic nie jest pewne. Zbliża się dzień, w którym będą musieli go oddać matce opuszczającej właśnie mury więzienia. Wszystko jednak się komplikuje a bohaterowie stają przed ogromnym dylematem, który zmieni ich życie na zawsze. Nie będę za dużo zdradzać, ale jest to część bardzo emocjonalna i to właśnie od niej nie mogłam się oderwać. 
Julie brakuje jeszcze umiejętności w budowaniu napięcia, którymi raczą nas takie autorki klubowe jak Jodi Picoult czy Diane Chamberlain, ale uważam, że jest to całkiem udany debiut. Historia wciąga, konstrukcji postaci również nie mam nic do zarzucenia, a język jest przystępny. Polecam wszystkim kobietom (mężczyznom również jeśli mają ochotę), które szukają w książce emocji. Jestem ciekawa kolejnych powieści tej autorki. Na pewno po nie sięgnę.



Tutaj możecie znaleźć fragment powieści.

Ocena:
5/6

Dane techniczne:
Tytuł oryginału: Five Days Left
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 16.04.2015
Liczba stron: 432
Oprawa: miękka

czwartek, 21 maja 2015

"Kiedyś byliśmy braćmi" Ronald H. Balson


Opis:
Kiedyś byliśmy braćmi to poruszająca opowieść o dwóch chłopcach i rodzinie, która walczy o przeżycie w rozdartej przez wojnę Polsce, to historia miłości, która próbuje przetrwać mimo niewysłowionych okrucieństw Holocaustu. Dwa życia, dwa światy i zadośćuczynienie po sześćdziesięciu latach - wszystko to tworzy porywającą i wzruszającą opowieść o miłości, przetrwaniu i triumfie ludzkiego ducha.
Elliot Rosenzweig, szanowany żydowski polityk i zamożny filantrop z Chicago, bierze udział w przyjęciu dobroczynnym, kiedy niespodziewanie zostaje oskarżony o to, że w przeszłości nosił nazwisko Otto Piatek i był oficerem SS, znanym jako Rzeźnik z Zamościa. Chociaż oskarżenia wydają się całkowicie niedorzeczne, człowiek, który mu je stawia - Ben Solomon - zatrudnia adwokatkę Catherine Lockhart, żeby udowodniła Rosenzweigowi winę przed sądem. Przekonuje prawniczkę, by przyjęła jego sprawę, ujawniając, że prawdziwy Piatek został porzucony jako dziecko i wychowany przez rodzinę Solomona, którą później zdradził podczas niemieckiej okupacji. Pytanie tylko, czy Solomon oskarżył właściwego człowieka?

Kiedyś byliśmy braćmi łączy tajemnicę, przygodę, fikcję historyczna i miłość w jednej, niezwykłej książce, od której nie sposób się oderwać.
Joey Chanin

Autor opisuje potworności, do jakich dochodziło w rozdartej przez wojnę Polsce, przeciwstawiając je pięknemu, wiecznemu romansowi między Benem Solomonem i miłością jego życia, Hanną.
"Jewish Book World"

(źródło: strona wydawnictwa)


Są takie książki, które zbierają same pozytywne opinie. Kiedy postanowimy wziąć jedną z nich do ręki może okazać się, że przyłączymy się do ogólnych zachwytów albo będziemy wyjątkowo zawiedzeni. Jak było w przypadku tej pozycji? Jestem absolutnie urzeczona historią przedstawioną przez autora!
"Kiedyś byliśmy braćmi" to literacki debiut Ronalda H. Balsona, na co dzień adwokata z Chicago. Podróże do naszego pięknego kraju zainspirowały go do napisania tej niezwykłej powieści. Jak sam stwierdził, Polska "w dalszym ciągu jest naznaczona powojennymi bliznami, pełna pamiątek po bohaterach, w budynkach nadal widać dziury po kulach; nie sposób przejść obok jej historii obojętnie." (cytat z okładki)
Książka pochłania czytelnika od pierwszych stron. Poznajemy dwóch bohaterów, których historie wzajemnie się wykluczają. Każdy z nich obstaje przy swojej racji, powołując się na niepodważalne dowody, dysponując jednocześnie wieloma szczegółami z przeszłości. Niewątpliwie większą sympatię wzbudza Ben, chociaż sprawa wrażenie nieco szalonego. Czy ostatecznie okaże się, że to jego wersja jest prawdziwa? Oczywiście nie zdradzę Wam tego. Mogę jedynie wspomnieć, że zanim dotrzemy do wielkiego finału, poznamy wstrząsające losy obydwu panów.
Fabuła biegnie dwutorowo. Mamy wątek współczesny, czyli oskarżenie Elliota przez Bena, oraz wspomnienia, którymi dzieli się bohater ze swoją adwokatką, Catherine. Pojawia się kilka wątków pobocznych, ale ani nie przeszkadzają one w odbiorze, ani nie giną w gąszczu ważniejszych faktów. Z pewnością najbardziej istotny jest tu wątek historyczny. Istnieje wiele książek o podobnej tematyce bazujących na pewnym schemacie, ta jednak nieco się różni. Autor przedstawił nam Zamość z okresu II Wojny Światowej. To tam rozgrywa się większość wydarzeń. Tym razem jednak obozy koncentracyjne zostaną jedynie wspomniane przez głównego bohatera. Istotna jest relacja między nim, a jego przyjacielem z dzieciństwa Otto Piatkiem oraz to, jak w pewnym momencie drogi obydwu rozchodzą się. W przyszłości dojdzie jeszcze wielokrotnie do spotkania, ale za każdym razem finał będzie coraz bardziej tragiczny. Autor w niezwykły sposób pokazał transformację Otto oraz to, jak wyglądał wtedy świat z punktu widzenia oficera SS.
Czasem książka jest tak doskonała, że nie ma odpowiednich słów, aby zachęcić do jej przeczytania. Musicie mi wierzyć na słowo, że to jeden z takich przypadków. Uwielbiam powieści, które pozostawiają coś po sobie, skłaniają do myślenia, aż chce się nimi dzielić ze światem. Cieszę się, że na nią trafiłam i jestem pewna, że jeszcze do niej wrócę.

Ocena:
6/6

Dane techniczne:
Tytuł oryginału: Once We Were Brothers
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 19.11.2014
Liczba stron: 796
Oprawa: miękka

niedziela, 19 kwietnia 2015

"Wielki błękit" Jennifer Donnelly


Opis:

Głębiny oceanu skrywają wiele tajemnic. Jedną z nich jest świat podwodnych syren, które rządzą królestwami i panują nad wszelkimi morskimi stworzeniami. Córka królowej, Serafina, ma wkrótce przejść przez obrzęd inicjacji i zostać oficjalnie uznana za następczynię tronu. Ma również zostać żoną księcia z sąsiedniego królestwa, aby połączyć silnym sojuszem obie krainy i stawić czoła ewentualnym wrogom. Kiedy nadchodzi wielki dzień, księżniczka staje przed ludem i śpiewa pieśń władzy i siły, opowieść o królestwie Miromary. Niestety najważniejsza chwila jej życia, staje się jednocześnie tą najtragiczniejszą. Czarni najeźdźcy atakują pałac, zabijają ojca Serafiny, a królową ciężko ranią. Syrena musi uciekać, zostawiając za sobą całe dotychczasowe życie i wszystkich, których kocha. Jest przy niej jedynie jej wierna przyjaciółka, Neela. Obie dziewczyny, przerażone niespodziewanym atakiem, nie wiedzą, dokąd powinny się udać. Prześladowcy ciągle depczą im po piętach, ale syreny zyskują także nieoczekiwanych sojuszników. Serafina wciąż wspomina niepokojące sny, przywołujące dawną legendę i zdaje sobie sprawę, że opowiadają one prawdziwą historię. Pewnego dnia stara czarownica przywołuje obie syreny i każe im odnaleźć jeszcze cztery towarzyszki – tylko w grupie będą w stanie przeciwstawić się narastającemu złu i pokonać morskiego potwora. Każda z syren posiada niezwykły dar – czy potrafią nad nim zapanować i wspólnie uratować podwodny świat?

PREMIERA 6 MAJA 2015


Kiedy byłam mała, uwielbiałam bajkę Disneya "Mała syrenka". Wspaniały, kolorowy podwodny świat pobudzał wyobraźnię i przyciągał jak magnes. Która z nas nie chciałaby mieć pięknych długich włosów, błyszczącego ogona i wiernych przyjaciół, z którymi można bawić się od rana do nocy... 
Okazuje się jednak, że ktoś pomyślał również o starszych czytelnikach - i tak oto mamy niezwykłą historię, która trafi do serc wielu nastolatków. "Wielki błękit" to pierwsza część czterotomowej sagi. Pierwszą rzeczą, która mnie uderzyła, to szczegóły dotyczące zarówno topografii, jak i historii podwodnego świata. Poznajemy całą masę pływających stworzeń oraz hierarchię, jaka panuje w królestwie. Na początku naprawdę można się pogubić. Na szczęście autorka przewidziała to, dodając na końcu książki obszerny słownik pojęć i postaci. Wspaniała okładka na pewno zachęci wiele osób do lektury. Zdradzę, że wewnątrz książka również prezentuje się ciekawie...
Powieść rozkręca się powoli. Na początku mamy dosyć długie przygotowania do ceremonii, ale od momentu ataku wszystko dzieje się błyskawicznie. Wartka akcja przenosi nas z miejsca na miejsce, a czytelnik odkrywa coraz więcej faktów prowadzących do wielkiego finału. Autorka nie zdradza jednak wszystkiego, zakończenie sprawia, że z niecierpliwością oczekujemy kolejnej części sagi. Cieszę się, że przygoda jest tutaj istotnym elementem. Obawiałam się, że będzie to kolejny romans paranormalny, przeniesiony jedynie do podwodnego świata. Trochę przeszkadzała mi, wspomniana wcześniej, ilość obcobrzmiących nazw odnoszących się do postaci, krain, czarów oraz innych pojęć. Zamiast skupiać się na akcji, musiałam przerywać i sprawdzać czy dane słowo figuruje w słowniczku. Kilka wątków zostało urwanych, ale rozumiem, że powrócą w kolejnych tamach sagi. Mogłabym jeszcze doczepić się do kilku czynności wykonywanych przez syreny, które pod wodą nie miałyby prawa bytu. Ale to są szczegóły, które w żaden sposób nie szkodzą całości odbioru.
Jestem pewna, że historia podwodnej walki bohaterek z własnymi słabościami, dla dobra ogółu, trafi do serc wielu czytelników. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy Serafiny i jej przyjaciółek. Polecam wszystkim, którym znudziły się oklepane schematy powieści i poszukują czegoś nowego. Zapewniam Was, że z "Wielkim błękitem" przeniesiecie się w magiczny świat, z którego nie będziecie chcieli wyjść.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

Ocena:
4/6

Dane techniczne:
Tytuł oryginału: Waterfire Saga. Deep Blue
Seria: Saga Ognia i Wody
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 6 maja 2015
Liczba stron: 352
Oprawa: miękka 

środa, 4 marca 2015

"Już czas" Jodi Picoult

Opis:
Od ponad dziesięciu lat Jenny Metcalf nie może przestać myśleć o swojej matce, Alice, która zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Jenny nie chce uwierzyć, że została porzucona, więc uparcie tropi matkę w Internecie i przegląda jej stare pamiętniki. Alice była badaczką słoni i pisała głównie o nich, ale Jenny ma nadzieję, że zapiski kryją wskazówki co do miejsca pobytu matki.
Niestrudzona w poszukiwaniach, zyskuje dwoje nieoczekiwanych sprzymierzeńców. Pierwszym jest Serenity Jones, jasnowidzka, która wsławiła się odnajdywaniem zaginionych osób – a następnie zwątpiła w swój dar. Drugi to Virgil Stanhope, zgryźliwy prywatny detektyw, który niegdyś prowadził sprawę zaginięcia Alice oraz dziwnej, być może powiązanej z nim śmierci jednego z jej współpracowników. I gdy wspólnymi siłami dążą do odkrycia prawdy, uświadamiają sobie, że zadając trudne pytania, staną w obliczu jeszcze trudniejszych odpowiedzi.
Czy więź łącząca matkę i córkę może być silniejsza niż śmierć? Czy świat, który poznajemy za pomocą zmysłów, to jedyna rzeczywistość, jakiej możemy doświadczyć? 

(źródło: Prószyński i S-ka)


Przeczytałam wszystkie książki Jodi Picoult, jakie zostały wydane w Polsce. Na autorkę trafiłam przypadkiem, szukając czegoś ciekawego w bibliotece. Jeśli dobrze pamiętam były to "Czarownice z Salem Falls". Książka mi się spodobała, kupiłam ją, a później postanowiłam poszukać innych tytułów. I tak znalazłam jedną z moich ulubionych autorek. Ciężko przypisać jej powieści do jednego gatunku. Mamy tu trochę obyczaju, dramatu, thrillera czy kryminału. Zawsze jest za to jakaś niewyjaśniona tajemnica i dylemat moralny przed którym stają bohaterowie. Jedno jest pewne - ciężko się oderwać od lektury. A dla tych, którzy nie znają autorki: jeśli zaczniecie swoją przygodę z jej powieściami, na pewno sięgniecie po kolejne. Często widzę na forach lub grupach zrzeszających mole książkowe, pytania o kolejne tytuły warte uwagi. Jak dla mnie najlepszą książką jest "To, co zostało", chociaż różni się nieco od pozostałych. Niemniej zrobiła na mnie piorunujące wrażenie! "Czarownice z Salem Falls" przypadną do gustu również nastolatkom, ponieważ w takim wieku są bohaterki powieści. Najmniej podobała mi się "Jak z obrazka", sama opowieść była wciągająca, tutaj nie mam jej nic do zarzucenia, ale bohaterowie i ich zachowanie, było wyjątkowo irytujące. Jodi napisała również książkę wspólnie ze swoją córką Samanthą van Leer. "Z innej bajki" to propozycja dla młodszych czytelników. W sam raz aby wcześnie zacząć swoją przygodę z autorką.
"Już czas" została wydana pod patronatem klubu Kobiety to czytają. Odbyła się o niej burzliwa dyskusja, bo książka ma zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Kiedy pojawiły się pierwsze recenzje byłam zaskoczona. Wiele osób uznało ją za najsłabszą w dorobku autorki. Oczywiście musiałam sama wyrobić sobie opinię. Moim zdaniem nie jest zła, ale za to bardzo nierówna. Całość została podzielona jakby na dwa wątki, które wzajemnie się przeplatają - główną fabułę, oraz obserwacje słoni, którym oddawała się jedna z bohaterek. Ta druga część jest naprawdę imponująca jeśli chodzi o fakty - autorka musiała włożyć mnóstwo pracy, oraz poświęcić wiele godzin, aby dowiedzieć się tylu szczegółów. Ale... Ja osobiście po pewnym czasie zaczęłam się nudzić. Zdarzało mi się przenieść myślami gdzieś indziej. Interesujące okazały się opisy zwyczajów słoni, ale zagłębianie się w ich psychikę, odczucia, a nawet czysto biologiczne fakty, zwyczajnie mnie przerosły. Tyle minusów. Główny wątek w niczym nie ustępuję tym z poprzednich powieści. Jest intrygujący, wciągający, momentami zabawny. Jak najszybciej chcemy dowiedzieć się co będzie dalej. Całość została podzielona na konkretne osoby, jest to zabieg często stosowany przez autorkę. Mamy również wspomnienia zaginionej matki. Jednak finału całej historii chyba nikt by się nie domyślił, jeśli tak, to chylę czoła! Zaskakujące, szokujące i zupełnie nieprzewidywalne. Dzięki niemu ocena całej powieści wzrosła jeszcze bardziej. Ale z tego co czytałam, nie wszystkim przypadło ono do gustu. Więcej nie zdradzę, przekonajcie się sami.
Jedno jest pewne - Jodi pisze powieści, które można brać w ciemno. Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji czytać żadnej z nich, to naprawdę polecam. 
A jeśli macie ochotę podyskutować o dobrych książkach, to zapraszam do klubu Kobiety to czytają - dyskusje do późnych godzin nocnych gwarantowane! :)


Filmik, w którym książkę poleca ambasadorka klubu, Magda Kumorek, oraz fragment powieści znajdziecie na stronie wydawnictwa: tutaj

Ocena:
5+/6

Dane techniczne:
Tytuł oryginału: The Leaving Time
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 21.10.2014
Liczba stron: 512
Oprawa: miękka

piątek, 27 lutego 2015

"Skrawki błękitu" Lois Lowry

 Opis:
„Bądź dumna ze swego bólu”, powiedziała matka. „Jesteś silniejsza od tych, którzy go nie zaznali”.

Kiedy Kira, utalentowana dziewczynka z okaleczoną nogą, zostaje sierotą, musi walczyć o przetrwanie w brutalnej, prymitywnej społeczności, zaślepionej własnymi uprzedzeniami. Według mieszkańców wioski jest leniwa i bezużyteczna – najlepiej byłoby, jak wcześniej innych, porzucić ją na żer dzikich bestii…
Ocalona od pewnej śmierci przez Radę Opiekunów, która pragnie wykorzystać jej mistyczny talent, Kira stopniowo odkrywa, że ratunek ma swoją cenę i wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Gdy powoli odkrywa mroczne sekrety swojego świata, zaczyna pojmować, że duma z przeżytego bólu nie wystarczy – teraz musi odnaleźć w sobie siłę, by zakwestionować fundamenty całej społeczności i po raz pierwszy stawić czoło prawdzie.
(źródło: Galeria książki)

O książce "Dawca" Lois Lowry dowiedziałam się w momencie wejścia do kin filmu na jej podstawie. Nie było innej opcji - najpierw musiałam przeczytać, dopiero obejrzeć. W ten sposób trafiłam na jedną z lepszych książek, z jakimi zetknęłam się w zeszłym roku. Niestety nie udało mi się napisać recenzji, dlatego wspominam o niej przy okazji lektury drugiej części. W zasadzie nie wiem czemu książki te uznawane są za serię. Mamy innych bohaterów, inną rzeczywistość i nie ma żadnego wątku, który by je łączył. Podejrzewam, że wspólnym ogniwem może tu być nastoletni bohater oraz wizja przyszłości, która przerazi niejednego czytelnika. No właśnie! Czy w związku z tym, że bohaterem jest młody człowiek, który dopiero wkracza w dorosłe życie, to i odbiorca powinien być w podobnym wieku? Moim zdaniem niekoniecznie. Oczywiście będzie to fantastyczna lektura dla nastolatków, ale uważam, że ich rodzice spokojnie mogą sięgnąć po książki Lowry.
"Skrawki błękitu" ukazują nam świat, w którym nie ma miejsca dla bezużytecznych ludzi, każdy musi w ten lub inny sposób przysłużyć się społeczeństwu. To powieść o poszukiwaniu własnego miejsca, o przyszłości, której nigdy nie będziemy w stanie zaplanować i zrealizować w 100 %. Społeczność, w jakiej przyszło żyć głównej bohaterce nie jest dla niej łaskawa, ale Kira dzięki swojemu niebywałemu talentowi, dostanie zadanie, które pozwoli jej się wykazać. Nie zdradzę Wam jednak czy historia będzie miała swój happy end... Przekonajcie się sami, naprawdę warto!
Zarówno "Dawca", jak i "Skrawki błękitu" zajmują już honorowe miejsce na moim regale z książkami. Niebawem dołączy do nich "Posłaniec", którego premierę przewidziano na 18.03. Nie mogę się doczekać, kiedy trafi w moje ręce! :)

Ocena:
5/6

Dane techniczne:
Tytuł oryginału: "Gathering blue"
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 19 listopada 2014
Liczba stron: 289
Oprawa: miękka

środa, 21 stycznia 2015

"NOS4A2" Joe Hill


Opis:

Victoria McQueen odkrywa niezwykły sposób na przenoszenie się w przestrzeni. Po pewnym czasie staje oko w oko z Nosferatu – upiorem porywającym dzieci. Choć doprowadza do jego ujęcia, po latach musi zmierzyć się z nim ponownie.

.

"Genialne połączenie klasycznych i nowoczesnych strachów i mrocznych fantazji, a wszystko doskonale pocięte i zmiksowane... Joe Hill stał się mistrzem swojego rzemiosła."
Publishers Weekly

(źródło: wydawnictwo Albatros)



Charlie Manx jest okrutnym i przerażającym człowiekiem. Jeździ Rolls-Roycem z 1938 z tablicą rejestracyjną NOS4A2. Bierze dzieci na przejażdżki, z których nigdy nie wracają. Jego celem jest cudowne miejsce zwane „Christmasland”, w którym codziennie są Święta Bożego Narodzenia, w którym nigdy się nie dorasta i nie umiera, ale trzeba zapłacić za to odpowiednią cenę…

(źródło: Empik.com)


Sięgając po książkę Joe Hilla nie spodziewałam się, że będzie to jedna z najlepszych powieści grozy jaką czytałam. Tak naprawdę ciężko ją przypisać do jednego tylko gatunku, zawiera zarówno elementy horroru, jak i fantastyki. Mimo, że to niezła cegła, to wciąga czytelnika tak, że biedny nie jest w stanie się od niej oderwać nawet na moment. Czytałam wiele pochlebnych opinii na jej temat i absolutnie się z nimi zgadzam. Wielu fanów twórczości jego ojca, Stephena Kinga, twierdzi, że tym dziełem uczeń udowadnia, że przerósł mistrza. Geny oraz niesamowita wyobraźnia autora sugerują, że jeszcze niejeden raz nas zaskoczy... Do takich książek aż chce się wracać. Sama kupiłam ją w prezencie dwóm osobom, w końcu dobrą literaturą warto się dzielić.
Próbuję znaleźć jakieś minusy, ale nawet jeśli są, to umknęły mi po przeczytaniu książki. Warto za to pochwalić Hilla za świetną narrację, humor, którym naszpikował powieść oraz fabułę, która wciąga nas do tego stopnia, że przy książce tych gabarytów żałujemy, że nie jest dwa razy grubsza! 
Moje pierwsze spotkanie z Joe Hillem nie było zbyt udane. Swoją przygodę z jego twórczością zaczęłam od "Pudełka w kształcie serca" - książki, której bardzo długo nie mogłam zdobyć. Kiedy w końcu mi się to udało, byłam rozczarowana. Być może miałam zbyt wielkie oczekiwania względem niej. Po drodze natknęłam się na opowiadanie napisane wspólnie z ojcem - "W wysokiej trawie", aż w końcu trafiłam na perełkę, jaką okazało się "NOS4A2". Na półce czekają na mnie już od dłuższego czasu "Rogi" oraz opowiadania "Upiory XX wieku". Na pewno niebawem się za nie wezmę bo błyskawicznie awansowały na mojej liście książek do przeczytania. 
Wiecie co jest najgorsze po przeczytaniu dobrej książki? To, że mamy coraz większe wymagania i stajemy się bardziej wybredni. :) Ale nie tracę nadziei, że wkrótce trafię na równie dobrą powieść grozy. A "NOS4A2" poleciłabym jako idealną lekturę na święta, ze względu na tematykę, ale kto by czekał do grudnia! Nie zwlekajcie ani chwili, dajcie się przewieźć Charliemu, ta przygoda na zawsze pozostanie w Waszej pamięci!

Ocena: 6/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: Albatros 
Data wydania: 4 czerwca 2014
Liczba stron: 752
Okładka: miękka


niedziela, 17 sierpnia 2014

"W wysokiej trawie" Stephen King, Joe Hill


Opis:

Cal i Becky to kochające się rodzeństwo. Kiedy Becky zachodzi w ciążę na pierwszym roku studiów, brat decyduje się jej pomóc i odwieźć siostrę do rodziny w drugiej części Stanów. Przejeżdżając przez Kansas słyszą wołanie o pomoc, które dobiega z przylegającego do szosy wielkiego pola traw. Zatrzymują się na parkingu przy kościele pod dziwnym wezwaniem „Czarnego Kamienia Odkupiciela”. W pobliżu nie ma nikogo, a dziecinny głos dobiega z niedaleka, więc decydują się wejść w trawy i wyprowadzić dziecko na bezpieczną drogę. Jednakże pole zakłóca poczucie kierunku, powodując, że Becky i Cal gubią się w trawie. Spotkanie z ludźmi w niej żyjącymi będzie dla nich zabójcze.

(okładka i opis ze strony wydawcy)


Nie jest łatwo zrecenzować opowiadanie, które ma niewiele ponad 50 stron. Postaram się jednak napisać więcej niż trzy zdania. O tej ciekawej współpracy dowiedziałam się biorąc udział w konkursie, który polegał na wymienieniu utworów stworzonych wspólnie przez obydwu panów. Później zobaczyłam okładkę w jednej z książek i przeczytałam opis, a ten skłonił mnie do jak najszybszego zdobycia książki. Zaznaczę od razu, że opowiadanie zostało wydane jedynie w formie audiobooka i e-booka. Streszczenie od razu skojarzyło mi się z "Dziećmi kukurydzy", które darzę ogromnym sentymentem.
Co powstanie, gdy do współpracy przystąpią ojciec z synem - dwa umysły o nieograniczonej wyobraźni? Tym razem to prawdziwa mieszanka wybuchowa!  
Opowiadanie nie do końca przypadło mi do gustu. Sam pomysł oraz początek wydawały się obiecujące. Czekałam w napięciu kogo spotkają główni bohaterowie. Znając pomysły autorów, wyobrażałam sobie, że będzie to coś oryginalnego, totalnie zaskakującego, a jednocześnie przerażającego. Niestety zawiodłam się. Nie będę spojlerować, być może ktoś zechce sięgnąć po opowiadanie. Zabrakło mi tu napięcia, zwłaszcza w drugiej części. Z każdą stroną traciłam zainteresowanie fabułą. Szkoda, bo historia miała ogromny potencjał, zwykle najbardziej boimy się tego, co nieznane. Wraz z bohaterami wędrowałam wśród traw oczekując przerażającego finału. Panów nieco poniosło szaleństwo. Wiele osób mogą również zniechęcić dosadne i ostre opisy, których nie zabraknie pod koniec.
Podsumowując... Każdy fan Kinga powinien zapoznać się z opowiadaniem, ale nie nastawiałabym się na jakieś przełomowe dzieło. Swoją drogą, ciekawe który z panów wpadł na pomysł zakończenia...

Ocena: 4/6

Dane techniczne:
Tytuł oryginału: In the tall grass
Wydawnictwo: Albatros 
Data wydania: 2013
Liczba stron: 57
Wydana w formie e-book i audiobook

niedziela, 25 maja 2014

"Przejście" Justin Cronin

Opis:

W tajnej bazie armii amerykańskiej w Kolorado trwają badania nad rzadkim wirusem z boliwijskiej dżungli wydłużającym życie i zwiększającym siłę fizyczną. Ubocznym skutkiem jego działania jest przemiana ludzi w wampiry, wobec których wojsko ma własne plany: nowy gatunek wydaje się doskonałą bronią biologiczną. Agent FBI Brad Wolgast otrzymuje zadanie: dostarczyć dwunastu czekających na egzekucję skazańców do eksperymentu wszczepienia wirusa. W ostatniej fazie „Projektu Noe” wirus ma zostać podany małemu dziecku. Wolfgast zawozi do Kolorado porzuconą przez matkę sześcioletnią Amy Harper Bellafonte. W agencie budzą się wyrzuty sumienia; pomiędzy nim a dziewczynką tworzy się silna więź. Niespodziewanie zarażeni wirusem, zwani wirolami, wydostają się na wolność, zaś kraj ogarnia epidemia. Z bazy uciekają też Amy i Wolfgast. Wirole atakują i mordują wszystkich wokół siebie, w końcu opanowują całe Stany Zjednoczone. Kalifornia i Teksas ogłaszają secesję, a po użyciu broni nuklearnej państwo przestaje istnieć. Niedobitki ludzi kryją się przed wampirami w izolowanych koloniach za wysokimi murami, chronieni światłem reflektorów.
90 lat później. U bram jednej z kolonii położonych na terenie Republiki Kalifornijskiej pojawia się tajemnicza kilkunastoletnia dziewczyna – Amy. Wspólnocie kończą się zasoby energetyczne, czeka ją zagłada. Niewielka grupka ludzi wyrusza w niebezpieczną podróż do Kolorado, gdzie prowadzono kiedyś eksperymenty biologiczne, mając nadzieję na ocalenie.
(opis ze strony wydawcy)



"Przejście" jest pierwszą częścią trylogii porównywanej wielokrotnie do słynnego "Bastionu" Stephena Kinga. Na wstępie chciałam zaznaczyć, że jest to jedna z pierwszych postapokaliptycznych książek, z którymi miałam do czynienia. Rzuciłam się od razu na głęboką wodę, nie dosyć, że to moja pierwsza recenzja, to jeszcze tematyka, która jest dla mnie dosyć nowa. Ma to swoje niewątpliwe zalety - czytałam ją z perspektywy kompletnego świeżaka, nieobytego w temacie. :) Jedyny tytuł, jaki w tej chwili mi się nasuwa to "Jestem legendą" Richarda Mathesona. Niestety czytałam ją na tyle dawno, że daruję sobie jakiekolwiek porównania. 
Książkę polecił mi znajomy. Mimo iż sama do końca nie byłam przekonana czy odnajdę się w takiej tematyce, to postanowiłam dać jej szansę. Nie ukrywam że ilość stron (830!) i maleńka czcionka niespecjalnie zachęcały do lektury. Co innego kiedy sięgamy po nowy tytuł doskonale znanego nam i lubianego autora, wtedy mamy większa pewność, że damy się wciągnąć lekturze, a jej objętość stanie się dużym atutem.
Potrzebowałam trochę czasu żeby się wciągnąć ale teraz, z perspektywy czasu, uważam że było warto! Tom podzielony został na trzy części. Podczas lektury pierwszej z nich miałam jeszcze problemy z wciągnięciem się w akcję. Dopiero w drugiej części, która przenosi nas w przyszłość, wizja świata wykreowana przez autora, całkowicie mnie pochłonęła. Muszę zgodzić się ze Stephenem Kingiem, który na okładce zachęca: "Zacznij czytać tę książkę, a zapomnisz, że istnieje normalny świat". Fascynujące dla mnie było to, że ludzie z przyszłości, po zagładzie świata, cofnęli się do zamierzchłych czasów w kwestii rozwoju. Niezwykłe były dla nich przedmioty czy budynki, które dla nas stanowią codzienność. Zamknięci w wybudowanych przez siebie koloniach, walczą niezbyt wyszukanym rodzajem broni z wrogiem, który ma nad nimi miażdżącą przewagę.
Pozostaje jeszcze kwestia wampirów. Jeśli ktoś decyduje się na lekturę ze względu na nie, może się rozczarować... W pierwszej części dowiadujemy się w jaki sposób powstały, później jednak ich wątek stanowi jedynie tło dla walczącej ludności. Wiemy, że gdzieś tam są, atakują i trudno je pokonać, ale tak naprawdę nie ma tu co liczyć na głębszą analizę ich zachowań. To bardziej zwierzęta niż ludzie, ich celem jest zabijanie - właściwie na tym kończy się rola wampirów w "Przejściu".
Podsumowując...
Było to ciekawe spotkanie z mało mi znaną literaturą postapokaliptyczną. Jest to gatunek, do którego z pewnością wrócę (muszę w końcu zapoznać się z cyklem "Metro..."). Jeśli nie odstrasza Was ilość stron i mała czcionka to naprawdę zachęcam! Daję sobie trochę czasu zanim zabiorę się za drugi tom, ale nie wyobrażam sobie że mogłabym nie dowiedzieć się co będzie dalej...

Ocena: 4/6

Dane techniczne:
PRZEJŚCIE
Justin Cronin
tytuł oryginału: THE PASSAGE TRILOGY 1: THE PASSAGE
tłumaczenie: Zbigniew Kościuk
liczba stron: 832
oprawa: twarda
data wydania: 2 kwietnia 2014
Inne wydania: miękka okładka październik 2011