Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 lipca 2016

"Grimm City. Wilk" Jakub Ćwiek



Przyznaj, spodziewasz się baśni...


Opis:

Miasto Grimm – ponura, spowita obłokami tłustej czerni metropolia to miejsce, gdzie o sprawiedliwość równie trudno, co o bezchmurne niebo. Zbudowane na ciele olbrzyma, napędzane jego smolistą krwią i odłamkami węglowego serca trwało w dawno ustalonym porządku. Do teraz. Na przestępczą scenę wkracza właśnie bezkompromisowo Nowy Gracz, a oficer policji Wolf zostaje brutalnie zamordowany we własnym domu. Czy te fakty się łączą? I czy czerwony płaszcz z kapturem zaobserwowany u głównej podejrzanej w sprawie zabójstwa czyni ze sprawy zbrodnię na tle religijnym?

Jakub Ćwiek tym razem funduje nam gorzki, brutalny kryminał noir w niezwykłym świecie inspirowanym amerykańskim podziemiem przestępczym lat dwudziestych i trzydziestych. W mieście, w którym rządzi strach i… opowieść.

W tym mieście nie wybacza się żadnych błędów!

(źródło: strona wydawcy)



"Bajanizm, ale i niemal wszystkie religie przed nim i wiele odłamów po nim, uczyły, że żyjemy w jednej wielkiej opowieści, jednak składającej się z setek tysięcy małych. Każda opowieść zaś ma jedno nadrzędne prawo - niezależnie od poziomu skomplikowania ma jeden finał, gdzie wszystko splata się w całość.
A co jeśli nie...?"

Spróbujcie sobie wyobrazić najdziwniejsze połączenie gatunków. Horror romantyczny? Było… Thriller komediowy? Też pewnie coś by się znalazło. Fantastyczny kryminał noir? Nie… A jednak! Można? Można! Porwać się na to mógł tylko jeden człowiek – Jakub Ćwiek. Stworzył on miasto, które ma to coś – wyjątkowy klimat, otaczający nas niczym gęsta mgła unosząca się nad Grimm City.

Lata 20. i 30. w Ameryce rządziły się swoimi prawami. To właśnie na ich niepowtarzalnej atmosferze bazuje autor. Możemy ją wyczuć już od pierwszych stron książki. A właściwie już od samej okładki! To tam zaczyna się podróż do Grimm City, miasta, w którym nikt nie chciałby się znaleźć z własnej nieprzymuszonej woli. Ponure ulice, wszechobecny deszcz, ludzie przemykający chyłkiem od jednego zaułka do drugiego, kryjący swe twarze w kołnierzach płaszczy… A to i tak jaśniejsza strona miasta. Po drugiej jest świat przestępczy, który ma się w Grimm City całkiem nieźle. Szemrane typki czające się na każdym rogu wzbudzają strach w porządnych obywatelach. O ile jeszcze tacy zostali… Korupcja to chleb powszedni również dla tych, którzy powinni jej przeciwdziałać. 

Akcja powieści toczy się powoli, ledwie przebijając się przez gęstą atmosferę Grimm City. Bohaterowie przywykli zapewne do tego, co dzieje się na ulicach. Nikogo nie dziwi kolejne morderstwo opisane w gazetach. Chociaż tym razem sprawa wygląda na bardziej skomplikowaną – zaczynają ginąć bogu ducha winni taksówkarze. To znak, że policja musi wkroczyć do akcji…

Jakie elementy fantastyczne wplótł autor do fabuły? Czy możemy spodziewać się wilka zjadającego Czerwonego Kapturka? Nie do końca… Świat stworzony przez Jakuba Ćwieka ma wiele cech fantastycznych (geneza powstania, budowa, wierzenia itp), nie stanowi jednak dokładnego odzwierciedlenia Ameryki lat 20. i 30. Fabuła natomiast jest już jak najbardziej realna. Gdyby usunąć elementy fantastyczne byłby to typowy kryminał noir. Autorowi udało się zebrać wszystkie cechy charakterystyczne dla tego gatunku, z bohaterami włącznie. Brakowało mi jedynie klasycznej femme fatale w obcisłej sukience, zarzucającej zalotnie bujnymi lokami i kuszącej niewinnych mężczyzn. Mamy za to policjantów, którzy przywykli do ponurej atmosfery miasta i panoszących się wszędzie przestępców. I tutaj pojawia się mała rysa na idealnej dotąd powieści. Wszyscy stróże prawa zlewali mi się w jedno. Zabrakło mi głębszej charakterystyki albo cech właściwych danemu bohaterowi. Reszta jest w porządku. Alfie od pierwszych scen skradł mi serce. Opasły mafiozo natomiast stanowi wisienkę na torcie całej przestępczości Grimm City.

Pełną wersję recenzji znajdziecie na stronie: Polacy nie gęsi...

"Całą tę wielobarwną hałastrę ślepo podążającą za modą na kolory miał zresztą, w zależności od nastroju, albo za stado potulnych, karnych owiec, którym co powiesz, to zrobią, albo za bandę hipokrytów. Chcesz mieszkać w brudnym, zaropiałym i czarnym mieście Grimm? To noś się, kurwa, w jego barwach! Śmierdź jak ono, a nie mam, nie oszukuj ludzi wokół, fałszywych jak ty, zapachem kwiatów, cytrusów czy Bajarz wie czym jeszcze. Grimm city lepi się od tłustych czarnych kropel! Między jego budynkami niemal nieustannie wirują płatki czarnego śniegu, a powietrze jest ciężkie i naznaczone śmiercią!"

Recenzja powstała przy współpracy z:


Ocena:
5/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 13 kwietnia 2016
Liczba stron: 384
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

wtorek, 12 kwietnia 2016

"Szeptucha" Katarzyna Berenika Miszczuk


 Opis:

A wszystko przez to, że Mieszko I zdecydował się nie przyjąć chrztu…
Gosława Brzózka, zwana Gosią, po ukończeniu medyny wybiera się do świętokrzyskiej wsi Bieliny na obowiązkową praktykę u szeptuchy, wiejskiej znachorki. Problem polega na tym, że Gosia – kobieta nowoczesna, przyzwyczajona do życia w wielkim mieście – nie cierpi wsi, przyrody i panicznie boi się kleszczy. W dodatku nie wierzy w te wszystkie słowiańskie zabobony. Bogowie nie istnieją, koniec, kropka!
Pobyt w Bielinach wywróci jednak do góry nogami jej dotychczasowe życie. Na Gosię czeka bowiem miłość. Czy jednak Mieszko, najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego do tej pory widziała, naprawdę jest tym, za kogo go uważa? I co się stanie, gdy słowiańscy bogowie postanowią sprawić, by w nich uwierzyła?
Słowiańskie bóstwa, pradawne obrzędy, romans, a przede wszystkim – solidna dawka humoru!
(opis: wydawca)


Proszę Państwa! Oto powiew świeżości na naszym rodzimym rynku wydawniczym! Nadchodzi „Szeptucha”, a wraz z nią dawne wierzenia i obrzędy słowiańskie, które zostały już nieco zapomniane… 
Katarzyna Berenika Miszczuk to autorka, która zdążyła już nieco namieszać w świecie literackim. Swoją pierwszą powieść „Wilk”, napisała w wieku piętnastu lat, a wydała ją dwa lata później. Nie boi się eksperymentować z gatunkami, chociaż widać, że fantastyka jest szczególnie bliska jej sercu. Na swoim koncie ma również powieść grozy oraz kryminał. „Szeptuchę” ciężko jest jednoznacznie podciągnąć pod jeden z tych gatunków. Tak naprawdę jest to dowód wyjątkowej wyobraźni Kasi, bo w niezwykły sposób połączyła ze sobą dwa światy – współczesny i ten już nieco zapomniany, gdzie wciąż rządzą słowiańskie bóstwa. Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu… Jak wyglądałaby dzisiaj nasza rzeczywistość?! Czy tak, jak ukazała ją autorka ? W powieści wszystko jest niezwykłe. Połączenie nowoczesności, na przykład Internetu, z dawnymi obrzędami i wiarą, robi ogromne wrażenie. Jak tylko zobaczyłam opis książki wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Brawa dla autorki – to był strzał w dziesiątkę. Ciężko ostatnio stworzyć coś oryginalnego, biorąc pod uwagę ilość tytułów, które pojawiają się na rynku wydawniczym.
Nie jestem specjalistką od dawnych wierzeń słowiańskich, ale widać, że Kasia włożyła dużo pracy przygotowując się do tematu. Po lekturze sama mam ochotę zagłębić się w tę tematykę. Wiemy sporo o kulturze starożytnych Greków, czy Rzymian. Znamy mity germańskie i skandynawskie, nasze – słowiańskie – traktujemy jednak po macoszemu. A przecież możemy w nich znaleźć mnóstwo interesujących postaci, czy wydarzeń. „Szeptucha” dostarcza nam również wielu ciekawych informacji o obrzędach, które bohaterowie wciąż kultywują. Chociaż, podobnie jak w naszym świecie, i tam większą wagę przykłada się do nich na wsiach i w małych miejscowościach, niż w wielkich miastach.
Powieść ta ukazuje świat pełen przeciwieństw. Mamy na przykład Warszawę, z której pochodzi główna bohaterka – Gosia, gdzie życie pędzi do przodu, otacza nas nowa technologia, a ludzie nie zwalniają tempa. Z drugiej jednak strony jest wieś, gdzie Gosia trafia na praktyki do tytułowej szeptuchy. Tam czas się zatrzymał. Chatka w głębi lasu wygląda jak żywcem wyjęta z bajki. Pełno w niej ziół, mikstur, wszystko jest stare i zniszczone. Do tego pod nogami pałęta się złowrogi kot. Tam najbardziej czuć ducha dawnych Słowian...

Całą recenzję znajdziecie tutaj.



Recenzja powstała przy współpracy z:

Ocena:
5+/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 3.02.2016
Liczba stron: 352
Oprawa: miękka

poniedziałek, 21 marca 2016

"Dożywocie" Marta Kisiel

Opis:
Siła wyższa bez wątpienia jest kobietą, Pech bez wątpienia mężczyzną, a Licho... licho je tam wie. Poza tym płeć uczulonego na własne pierze anioła stróża z manią czystości to dla Konrada Romańczuka (głównej osoby tego dramatu) bynajmniej nie największy problem.
Z połączonych mocy nadprzyrodzonego trio powstaje bowiem fatum z prawdziwego zdarzenia: klątwa ciekawych czasów. Będzie ona odtąd sprawowała dożywotni nadzór nad każdym krokiem Konrada, świeżo upieczonego spadkobiercy Lichotki, wiekowego domu z upiorną, gotycką wieżyczką rodem z kiepskich filmów grozy, oraz całym dobrodziejstwem inwentarza:
*Nieszczęsną duszą panicza Szczęsnego, seryjnego samobójcy, poety, mistrza całorocznej depresji i haftu krzyżykowego - sztuk 1.
*Mackami szefa kuchni o chrypiącym imieniu, przybyłego wprost z głębin odwiecznego ZUA - sztuk minimum 8.
*Utopcami zawsze nie w tej łazience co trzeba - sztuk 4.
*Najprawdziwszą Zmorą w postaci charakternej kotki - sztuk 1 plus 4 kły i 18 pazurów w pakiecie.
*Wrednym, różowym królikiem, niepozornym omenem straszliwej zagłady - zbiór nieprzeliczalny.
Tylko właściwie kto tu kogo dostał w spadku: Konrad dożywotników czy dożywotnicy Konrada?
(źródło: wydawca)


Sięgając po daną książkę, nigdy nie mamy pewności, czy przypadnie nam do gustu. Możemy przypuszczać, że będzie dobra, jeśli wcześniej czytaliśmy inne dzieła danego autora lub natrafiliśmy na same pozytywne recenzje. Jak wiadomo są gusta i guściki - pozycja, która jednych zachwyci, innych rozczaruje. Jak było w przypadku "Dożywocia"? Wcześniej czytałam "Nomen omen" i bardzo mi się spodobał. Miałam nadzieję, że i tym razem trafię na dobrze napisaną, zabawną powieść. Byłam w błędzie - trafiłam na doskonale napisaną książkę, przy której co chwila wybuchałam głośnym, niekontrolowanym śmiechem. Uważajcie, czytając ją w miejscach publicznych!
Kiedyś wspominałam, że nie jest łatwo napisać recenzję książki, która nie przypadła nam do gustu. W końcu autor włożył w nią dużo pracy, poświęcił swój wolny czas, zbierał materiały i chciałby teraz zebrać owoce tejże pracy. Ale to nic w porównaniu z recenzją książki, która skradła nam serce. No bo jak tu ubrać ładnie w słowa te wszystkie ochy achy?! A tych nie brakowało podczas lektury "Dożywocia". Do tego łzy płynące z rozbawienia, a później z żalu, że to już koniec…
Ale humor zostawię na sam koniec, bo "Dożywocie" to coś więcej niż dobra zabawa. Na początku warto wspomnieć o języku, gdyż autorka posługiwanie się nim opanowała do perfekcji. Całość czyta się lekko i przyjemnie. Widać, że Pani Marta lubi bawić się słowem. Zdania są dokładnie przemyślane, a niezwykły humor kryje się w każdym akapicie. Doskonałe dialogi, cięte riposty bohaterów, ich wypowiedzi idealnie dopasowane do charakteru postaci, oraz niezwykłe interakcje między nimi - wszystko to dodaje smaku całości i sprawia, że nie można się oderwać od lektury. Autorka zaserwowała nam niezwykłą mieszankę bohaterów, można by rzec, wręcz wybuchową. Pokochacie ich od pierwszych stron. Konrad - centralna postać książki, biorąc pod uwagę okoliczności i towarzystwo w jakim się znalazł, wykazuje niezwykłe wręcz opanowanie. A mamy tu prawdziwy miks - aniołka, który ma uczulenie na własne piórka, Krakena... znaczy Krakersa, utopce buszujące po czystej (do czasu) łazience, wiecznie lamentujące i cierpiące widmo młodego poety oraz krwiożerczego... różowego króliczka! Dobrze, że przy zdrowych zmysłach utrzymuje Konrada przyjaciel domu, który od czasu do czasu zaszczyca go swym towarzystwem. Gorzej, gdy panowie zrobią sobie wieczór przy winku i nie schowają na czas trunku. Pijany duch i anioł... to scena, która długo zostaje w pamięci!
I tu dochodzimy do najważniejszej kwestii, o której już niejednokrotnie wspominałam - humor. Naprawdę nie można przestać się śmiać! Cała książka jest niezwykle zabawna. Nie ma w niej lepszych i gorszych momentów. Zaczynamy i kończymy lekturę z uśmiechem na ustach! Autorka i ja, mamy podobne poczucie humoru. Niektóre scenki były tak absurdalne, że wyobraźnia podsuwała mi niezwykłe obrazy, które w połączeniu z dialogami doprowadzały do ataków śmiechu. Nie jest to jednak żart zwyczajny (by nie napisać prostacki), ale na swój sposób wyszukany.
Mimo iż mamy tu do czynienia z wątkiem nadprzyrodzonym, a nawet z kilkoma, to jednak czytając "Dożywocie", w ogóle nie zwraca się na to uwagi. Przestaje dziwić, że po domu biega kichający anioł, a w piwnicy gotuje... a zresztą, sami się przekonacie! Książkę polecam także tym, którzy do tej pory stawiali na powieści bardziej... realistyczne! Spodoba się zarówno młodzieży (może jednak tej starszej), jak i poważniejszym odbiorcom. Wszak sam bohater to już stateczny mężczyzna po trzydziestce. I cóż, że biega koło niego anioł w sukience i bamboszkach, albo różowy króliczek... Ubolewam tylko nad tym, że książka kończy się zdecydowanie za szybko! Delektujcie się każdym zdaniem, bo to prawdziwa uczta dla czytelniczego umysłu... i poczucia humoru! Sprawdzi się zarówno w pochmurne jesienne i zimowe wieczory, skutecznie lecząc każdą chandrę i depresję, jak i wiosną lub latem podczas wylegiwania się na leżaku.
Usatysfakcjonowani będą również fani grozy i horrorów - mamy tu klimat starego gotyckiego domu, gdzie wszystko trzeszczy, skrzypi i wydaje z siebie przeraźliwe dźwięki (przynajmniej dopóki Konrad nie weźmie się za remont). Bohaterowie również powinni budzić lęk i trwogę. Powinni, bo głównie bawią. Nie sposób ich nie pokochać!
Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autorki, chociaż muszę przyznać, że poprzeczkę ustawiła sobie niezwykle wysoko!


Recenzja powstała przy współpracy z:
Ocena:
6/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 30.09.2015
Liczba stron: 347
Oprawa: miękka

niedziela, 18 października 2015

"Jurassic Park. Park Jurajski" Michael Crichton

Opis:

Na niewielkiej wyspie Nublar w pobliżu Kostaryki powstaje Park Jurajski. Jego największą atrakcją są żywe dinozaury, które zostały sklonowane z DNA pobranego ze skamieniałych insektów. Stworzony przez człowieka ekosystem wymyka się spod kontroli. Wbrew woli twórców dinozaury wydostają się na wolność i polują na inne stworzenia oraz na… ludzi. Zaczyna się walka o przetrwanie!
Stań oko w oko z naturą w najdzikszej postaci, odkryj niesamowity Park Jurajski.
(źródło: wydawca)



Będąc dzieckiem uwielbiałam dinozaury! Miałam pokaźną kolekcję figurek, albumy z naklejkami i inne gadżety, które zajmowały honorowe miejsce w moim pokoju. znałam wszystkie gatunki i godzinami oglądałam film "Jurassic Park". Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy w kinie, byłam absolutnie zafascynowana tymi olbrzymimi gadami. Po latach z sentymentem spoglądam na dinozaury, kiedy więc zobaczyłam, że w księgarniach ukazało się wznowienie kultowej już książki Crichtona, nie wahałam się ani chwili. To właśnie na jej podstawie Spielberg nakręcił swoje dzieło, które na stałe wpisało się w historię kinematografii.
Już na początku zaskoczyło mnie kilka rzeczy. Po pierwsze - pamiętałam nazwy dinozaurów i potrafiłam zwizualizować sobie konkretnego gada (nie do końca gada jak wyjaśnia to Crichton). Poczułam się jakbym wróciła do dzieciństwa. I tu własnie pojawia się drugie zaskoczenie. Filmu Spielberga nie przypominałam sobie od dawna, ale nastawiłam się na świetną zabawę z tymi niezwykłymi zwierzętami. Nie chcę za dużo zdradzić, ale nie było tak kolorowo. Jest sporo brutalnych scen, które z powodzeniem mogliby wykorzystać twórcy horrorów. Właściwie trafiamy na nie już na początku powieści. Jako wielbicielka klimatów grozy nie miałabym nic przeciwko, ale nastawiłam się na ciekawe przygody ludzi i tych niezwykłych prehistorycznych stworzeń. Zdecydowanie muszę wrócić do filmu. Albo został on mocno wygładzony na potrzeby młodszych odbiorców, albo wyrzuciłam z  pamięci wszystkie brutalne sceny. 
"Park Jurajski" to kolejna książka, przy której nie mogę być do końca obiektywna. Chyba nadal gdzieś siedzi we mnie mała fanka dinozaurów. Całość pochłonęłam bardzo szybko, nie mogłam się oderwać. Książka podzielona jest na krótkie rozdziały, nie trzeba wiec przerywać w ważnym momencie. Tempo akcji jest dość równe, chociaż najwięcej dzieje się oczywiście po przybyciu na wyspę. Napisana została przystępnym językiem, pomijając zagadnienia z dziedziny genetyki, które dla mnie brzmiały kosmicznie.
Cała teoria przywrócenia dinozaurów wydaje się nieprawdopodobna, jednak biorąc pod uwagę niesamowite postępy w nauce, kto wie co zdarzy się za kilka czy kilkadziesiąt lat... Mam nadzieję, że pozostaniemy jednak przy wersjach pluszowych. :)
Żeby nie było zbyt słodko, mimo mojego zachwytu nad światem stworzonym przez Crichtona, jest jedna rzecz, która zaważyła na ostatecznej ocenie. Wspomniałam już kiedyś, że zdarza mi się gubić w akcji, jeśli autor wprowadzi zbyt dużą liczbę bohaterów. Tutaj niestety tak było. Pomijając główne postaci, które zostały dosyć dobrze scharakteryzowane już na samym początku, pozostali pracownicy wyspy nieustannie mi się mylili. Akcja często skakała z miejsca na miejsce i nie zawsze mogłam się połapać o kim mowa. Ale prawdopodobnie tylko ja miałam takie odczucia. 
Książkę polecam wszystkim, którzy lubią wciągające historie przygodowo - fantastyczne. No i oczywiście wszystkim fanom filmów, tutaj na pewno dowiecie się o wiele więcej. Sama czekam z niecierpliwością na kontynuację - "Zaginiony świat", która mam nadzieję niebawem się ukaże.


(źródło: fdb.pl)

Ocena:
5+/6

Dane techniczne: 
Wydawnictwo: Dream Books
Data wydania: 6 lipca 2015
Liczba stron: 512
Oprawa: miękka

poniedziałek, 5 października 2015

"Wściekły" Katarzyna Kebernik

Opis:

"Wściekły" to wciągająca, zaskakująco dojrzała (biorąc pod uwagę bardzo młody wiek autorki) opowieść o śmierci, bolesnym dojrzewaniu i samotności - ale nie tylko. Jest to także historia nieszczęśliwej miłości, konfliktu pomiędzy artystą i światem, pogoni za marzeniami i bolesnych zderzeń z siermiężną rzeczywistością. Siedemnastoletni, wychowywany przez ojca Konstanty ma ciągłe kłopoty w szkole, a nagromadzonej agresji daje ujście, bijąc się po meczach i trenując zapasy. Tym, co go wyróżnia, jest fenomenalny słuch muzyczny. W domowym zaciszu, stopniowo tracąc kontakt z rzeczywistością, Kostek cały wolny czas poświęca swej wielkiej obsesji – stworzeniu najdoskonalszej na świecie muzyki, kompozycji idealnej, której nikt nie byłby w stanie uczynić lepszą. Oprócz tego ma jeszcze pewien mroczny sekret – straszne, niezrozumiałe i niezwykle realistyczne sny, które wycieńczają go psychicznie i fizycznie. Wyjątkowo satysfakcjonująca lektura zarówno dla starszego, jak i dla młodego, bardziej wymagającego, czytelnika.
(źródło: Muza S.A.)



Katarzyna Kebernik stworzyła powieść pełną kontrastów. Bohater to młody, zbuntowany nastolatek, który spędza wolny czas trenując zapasy i bijąc się z kibicami wrogich drużyn. Szkoła nie jest jego ulubionym miejscem i najchętniej w ogóle zrezygnowałby z przebywania w jej murach. To zwykła strata czasu. No chyba, że... warto się tam pojawić dla kogoś! Dziewczyna o idealnym głosie staje się jego obsesją. Gdyby tylko mógł, zamknąłby ją w domu i wsłuchiwał się w nieziemskie dźwięki, które z siebie wydaje. I tu poznajemy drugie oblicze Kostka - wrażliwą na muzykę duszę, niezwykłą wyobraźnię i talent do tworzenia utworów. Jego życiowym celem jest stworzenie idealnej kompozycji, takiej, której nie dałoby się już udoskonalić. Rzeczywistość, w jakiej żyje bohater, miesza się z sennymi wizjami. Wszystko wzajemnie się przeplata, wprowadzając nas do niezwykłego świata, który stworzył umysł Kostka.
Jestem pod ogromnym wrażeniem nieograniczonej wyobraźni autorki. Zgrabnie prowadzi nas przez zakamarki ludzkiej świadomości. Stajemy się świadkami niezwykłych podróży i spotkań, których doświadcza bohater. Sam Kostek nie jest typem człowieka dającego się lubić. Wyobcowany, antypatyczny, momentami wręcz chamski. Nie interesuje go, czy swoim zachowaniem kogoś skrzywdzi. Niewiele jest osób, mających dla niego jakiekolwiek znaczenie. Ponieważ należy do dwóch skrajnie różnych światów, ciężko jest mu się do końca wpasować do któregokolwiek z nich. Kibole, z którymi umawia się na ustawki po meczach, jego zamiłowanie do muzyki traktują jak dziwactwo. Martwią się jednocześnie, że odciągnie go to od wspólnych wypadów. Dla kolegów z klasy jest typowym bad boyem, zbuntowanym nastolatkiem, który spędza czas z szemranym towarzystwem. Trudno jest zadowolić kogokolwiek, jeśli ma się podobne zainteresowania...
Nie jestem pewna, które życie Kostka bardziej przypadło mi do gustu. Ponieważ jego zainteresowania są skrajnie różne od moich, postanowiłam zupełnie obiektywnie spojrzeć na dwa światy przedstawione przez autorkę. Na samym początku poznajemy ciemną stronę bohatera. Dominuje prosty i dosadny język, konkretne opisy - bez owijania w bawełnę, oraz postaci, które mają jeden cel w życiu - pokazać, że ich drużyna ma kibiców gotowych na wszystko. Stopniowo autorka wprowadza nas w ten drugi świat - oniryczny, jak z sennego koszmaru (którym po części jest). Również tutaj Kostek jest pewny siebie, wie czego chce i dąży do obranego wcześniej celu. 
Język jest bardzo zróżnicowany, od prostego slangu ulicznego, poprzez wzniosłe dyskusje o muzyce i jej nieograniczonych możliwościach. Widać, że temat ten jest bliski autorce, bo wykazała się sporą wiedzą w jego zakresie. Przed każdym rozdziałem przeczytamy krótki wiersz. Widać, że jest to mocna strona Katarzyny Kebernik - wcześniej została już nagrodzona za swoją twórczość poetycką.
Nie jestem pewna do jakiego odbiorcy została skierowana powieść. Z jednej strony bohaterem jest nastolatek, który jednak nijak pasuje do obrazu przeciętnego młodzieńca w jego wieku. Starsi czytelnicy mogą bardziej docenić wyobraźnię autorki i alternatywny świat, który stworzyła, Nie jestem natomiast pewna, czy przypadnie im do gustu codzienne życie Kostka. Na pewno nie jest to powieść akcji, nie ma co się nastawiać na dzikie przygody nastoletniego bohatera, który musi się wyszumieć. "Wściekłego" docenią jednak ci, którzy po skończonej lekturze lubią przemyśleć sobie wszystko jeszcze raz i zastanowić się nad tym, co było najistotniejsze w przekazie autorki.

Recenzja powstała przy współpracy z:

Ocena:
4/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: 16.09.2015
Liczba stron: 320
Oprawa: miękka

wtorek, 18 sierpnia 2015

"Panowie i damy" Terry Pratchett


Opis:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż...
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
(źródło: wydawca)


Pratchett to autor bardzo specyficzny. Albo się go pokocha za oryginalną twórczość, albo w żadnym wypadku nie sięgnie po kolejną książkę. Ja swoją przygodę z serią Świat Dysku rozpoczęłam od tytułu "Trzy wiedźmy", który do tej pory uważam za jeden z lepszych. Po powieść autora sięgam od czasu do czasu, zawsze kiedy szukam czegoś lekkiego na poprawę humoru. Ale nie wyobrażam sobie maratonu ze wszystkimi tomami, zwłaszcza, że trochę ich jest... Jeżeli dobrze kojarzę to około 40. Niestety, Pratchett zmarł w marcu i bardzo żałuję, że kiedyś nie pozostanie mi już żaden tytuł, którego bym nie znała.
Dla tych, którym twórczość autora jest zupełnie obca nakreślę mniej więcej obraz Świata Dysku. Po wszechświecie płynie wielki żółw, A'Tuin, na skorupie którego stoją cztery słonie. To ich grzbiety podtrzymują świat w kształcie dysku. A co tam się dzieje... Znajdziemy chyba wszystkie możliwe postaci znane już ludzkości oraz wiele stworzonych przez autora. Kolejne tomy skupiają się wokół różnych wątków. Mamy kilka części o czarownicach z Lancre, które należą do moich ulubionych, a także kilka o Rincewindzie, o Śmierci, o Straży Miejskiej i inne. To, co jest niezmienne u Pratchetta to duża dawka humoru. Jest to jednak humor bardzo specyficzny i pewnie nie każdemu przypadnie do gustu. Ja z każdą kolejną książką cenię go coraz bardziej.
"Panowie i damy" przedstawiają nam niezwykłą rasę elfów, ale zanim wkroczą one do akcji, mamy małe zamieszanie w świecie wiedźm. Najmłodsza z nich wychodzi za mąż, ale ma w związku z tym wiele wątpliwości, najstarsza szykuje się na śmierć, do tego pojawiają się samozwańcze młodociane czarownice, które narobią strasznego bałaganu. Jak to często u Pratchetta bywa - jeden wielki chaos i zamieszanie. Przede wszystkim jednak ogromna dawka dobrego, chociaż czasem absurdalnego humoru.
Najlepiej przetestować którąś z powieści autora. Jeśli pokochacie jedną, pokochacie i pozostałe. Szczególnie polecam na szare, smutne i depresyjne jesienne dni. Nie znajdziecie lepszego środka na poprawę humoru! No może przyda się jeszcze kubek gorącej czekolady i ciepły koc...

Ocena:
5/6

Dane techniczne:
Cykl: Świat Dysku
Tytuł oryginału: Lords and Ladies
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 6.06.2006
Liczba stron: 288
Oprawa: miękka

wtorek, 2 czerwca 2015

"Córka zjadaczki grzechów" Melinda Salisbury


Opis:
Twylla jest przeznaczona. Bogowie wybrali ją, by poślubiła księcia i panowała nad królestwem. Ale przychylność bogów ma swoją cenę. W jej skórze znajduje się śmiercionośna trucizna. Ten, kto rozgniewa królową musi zginąć, naznaczony śmiertelnym dotykiem Twylli. Tylko Lief, nowy strażnik, potrafi zobaczyć w zimnej królowej dziewczynę, którą naprawdę jest.
Jednak na dworze, równie niebezpiecznym jak sama królowa, pewnych rzeczy nie powinno się ujawniać…



Już dawno nie czytałam książki dla młodzieży, która tak bardzo by mnie wciągnęła! Rozkręca się powoli. Na początku poznajemy główną bohaterkę, która pozornie wiedzie szczęśliwe życie na zamku. Okazuje się jednak, że ważna rola, jaka przypadła jej w udziale to w rzeczywistości przykry obowiązek. Każde życie, które musi odebrać to zapowiedź wielu nieprzespanych nocy i sennych koszmarów. Akcja zaczyna się rozkręcać w momencie, gdy zostaje jej przydzielony nowy strażnik. Lief szybko zaprzyjaźnia się z dziewczyną zyskując jednocześnie sympatię czytelników. To bystry młody chłopak z poczuciem humoru i zawadiackim uśmiechem. Dzięki niemu Twylla zaczyna naprawdę żyć. Ale nie martwcie się, historia nie będzie zbyt szablonowa. Ostatnie kilkadziesiąt stron książki to niespodziewane zwroty akcji, które sprawiają, że nie można się od niej oderwać. Doskonale prowadzona fabuła i nieprzewidywalność sprawiły, że po skończonej lekturze na usta cisnęło mi się jedno: chcę przeczytać dalszy ciąg!  
Na szczęście historia Twylli będzie kontynuowana. Autorka pracuje nad dwiema kolejnymi częściami. Mam tylko nadzieję, że będę pamiętała co wydarzyło się w pierwszym tomie, bo przygód i zwrotów akcji nie brakowało. Próbowałam odszukać informacje o wieku Melindy Salisbury. Jest to jej debiutancka powieść i byłam ciekawa czy sama utożsamia się z bohaterką. Niestety nie udało mi się nigdzie znaleźć takiej informacji. Ze zdjęcia na okładce wnioskuje jednak, że to młoda dziewczyna. Tylko pogratulować takiej wyobraźni. 
Mocną stroną, oprócz wspomnianej wcześniej fabuły i wielu zaskakujących zwrotów akcji, są także bohaterowie. Główna bohaterka to sympatyczna dziewczyna, która musi być kimś, kim nie chce być. Waha się między przeznaczeniem, a chęcią życia na własną rękę. Traktowana jak bogini, wywołuje jednocześnie lęk, nikt się do niej nie zbliża w obawie przed zabójczym dotykiem. Królowa to okrutna kobieta, u której próżno dopatrywać się ludzkich odruchów. Jej syn natomiast budzi skrajne emocje. Do samego końca nie byłam pewna czy powinnam go polubić. No i na koniec zostawiłam sobie Liefa. To bohater, którego nie można nie polubić. Ożywia cały zamek, nadając jednocześnie Twylli sens życia i nadzieję na lepsze jutro. Nie będę zbyt wiele zdradzać, ale nie nastawiajcie się na happy end. Ostatecznie okaże się, że wszystko zostanie wywrócone do góry nogami. 
"Córka zjadaczki grzechów" tak naprawdę jest historią o samotności. O samotności w tłumie. O tym, że czasem warto wziąć sprawy w swoje ręce, bo to my sami decydujemy o przyszłości. To także powieść ukazująca przyjaźń i miłość. Obydwa te uczucia zostały wspaniale opisane, bardzo dojrzale i w niebanalny sposób. Książkę polecam wszystkim nastolatkom (według wydawcy: 15+), ale także nieco starszym kobietom, które chciałyby przenieść się do baśniowego świata, gdzie rządzi zła królowa a jej intrygi wpływają na losy głównych bohaterów w sposób, którego nie jesteśmy w stanie przewidzieć do samego końca.



Premiera 3.06.2016

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


Ocena: 
5/6

Dane techniczne:
Tytuł oryginału: The Sin Eater's Daughter
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 3.06.2016
Liczba stron: 368
Oprawa: miękka

wtorek, 26 maja 2015

"Cena krwi" Tanya Huff


Opis:

To pierwszy tom serii, która zainspirowała twórców emitowanego przez AXN - patrona medialnego książki - serialu „Więzy krwi”.
 
Na początku była zbrodnia. Śmierć, krew, brutalnie rozszarpane ciało ofiary. Makabra.
Vicki Nelson, była policjantka i prywatny detektyw, słyszała krzyk w metrze, ale nie zdążyła na ratunek. Mogła tylko okryć ciało nieszczęśnika własnym płaszczem.
Ten LUDZKI gest uwikłał ją w śmiertelnie niebezpieczny pościg za seryjnym zabójcą opętanym NIELUDZKĄ żądzą zniszczenia.
Nie do końca LUDZKA jest także jedyna osoba, która może pomóc Vicki. Jednak wobec monstrualnego zła czającego się w mieście, pani detektyw nie pozostaje nic innego, jak połączyć siły z Henrym Fitzroy'em, nieślubnym synem Henryka VIII i pięćsetletnim wampirem.


Nigdy nie widziałam serialu, który powstał na podstawie książki. Nie będzie zatem żadnych porównań, skupię się jedynie na pierwowzorze.
Kiedyś zaczytywałam się w książkach o wampirach. Było to wiele lat temu, zanim ogarnął nas boom na tę tematykę. Tytułów nie było tak wiele i trzeba było troszkę poszperać, aby wyszukać coś godnego uwagi. Teraz omijam wampiry szerokim łukiem, zwłaszcza jeśli w recenzji lub opisie pada hasło: romans wampiryczny. Bardzo lubię powieści, który przenoszą nas w inną epokę, bohaterowie mają ostre kły i faktycznie ich używają, są skryci, niedostępni i mroczni - można by rzec: wampiry z krwi i kości. Tutaj autorka nie przenosi nas w inne czasy, ale inne czasy przychodzą do nas... A dokładniej rzecz ujmując, to Henry Fitzroy niesie za sobą coś z minionych wieków. Spokój, dostojność, elegancja i w pewnym sensie nawet zwierzęcość - to cechy bohatera, który nie do końca jeszcze wpasował się w realia naszej epoki. Na jego drodze staje sympatyczna pani ex-komisarz, której żądza przygód i rozwiązania zagadki jest silniejsza niż zdrowy rozsądek i... słaby wzrok. Bohaterowie z pewnością stanowią mocną stronę powieści. Gorzej z samą historią. Nie jest zła, ale nie porwała mnie. Chyba nastawiłam się na typowy horror, taki z prawdziwego zdarzenia. Niestety, nie będziecie się bać czytając "Cenę krwi". Ot, taka historia z dreszczykiem i bohaterami, którzy powinni przerażać.
Powstały jeszcze dwie części - "Linie krwi" i "Ślad krwi". Pewnie po nie sięgnę, ale na razie robię dłuższą chwilę odpoczynku od tego cyklu.

Dla zainteresowanych fragment książki na stronie wydawnictwa: tutaj



Ocena: 
4+/6

Dane techniczne:
Cykl: Więzy krwi
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 23.05. 2008
Liczba stron: 400
Oprawa: miękka

niedziela, 19 kwietnia 2015

"Wielki błękit" Jennifer Donnelly


Opis:

Głębiny oceanu skrywają wiele tajemnic. Jedną z nich jest świat podwodnych syren, które rządzą królestwami i panują nad wszelkimi morskimi stworzeniami. Córka królowej, Serafina, ma wkrótce przejść przez obrzęd inicjacji i zostać oficjalnie uznana za następczynię tronu. Ma również zostać żoną księcia z sąsiedniego królestwa, aby połączyć silnym sojuszem obie krainy i stawić czoła ewentualnym wrogom. Kiedy nadchodzi wielki dzień, księżniczka staje przed ludem i śpiewa pieśń władzy i siły, opowieść o królestwie Miromary. Niestety najważniejsza chwila jej życia, staje się jednocześnie tą najtragiczniejszą. Czarni najeźdźcy atakują pałac, zabijają ojca Serafiny, a królową ciężko ranią. Syrena musi uciekać, zostawiając za sobą całe dotychczasowe życie i wszystkich, których kocha. Jest przy niej jedynie jej wierna przyjaciółka, Neela. Obie dziewczyny, przerażone niespodziewanym atakiem, nie wiedzą, dokąd powinny się udać. Prześladowcy ciągle depczą im po piętach, ale syreny zyskują także nieoczekiwanych sojuszników. Serafina wciąż wspomina niepokojące sny, przywołujące dawną legendę i zdaje sobie sprawę, że opowiadają one prawdziwą historię. Pewnego dnia stara czarownica przywołuje obie syreny i każe im odnaleźć jeszcze cztery towarzyszki – tylko w grupie będą w stanie przeciwstawić się narastającemu złu i pokonać morskiego potwora. Każda z syren posiada niezwykły dar – czy potrafią nad nim zapanować i wspólnie uratować podwodny świat?

PREMIERA 6 MAJA 2015


Kiedy byłam mała, uwielbiałam bajkę Disneya "Mała syrenka". Wspaniały, kolorowy podwodny świat pobudzał wyobraźnię i przyciągał jak magnes. Która z nas nie chciałaby mieć pięknych długich włosów, błyszczącego ogona i wiernych przyjaciół, z którymi można bawić się od rana do nocy... 
Okazuje się jednak, że ktoś pomyślał również o starszych czytelnikach - i tak oto mamy niezwykłą historię, która trafi do serc wielu nastolatków. "Wielki błękit" to pierwsza część czterotomowej sagi. Pierwszą rzeczą, która mnie uderzyła, to szczegóły dotyczące zarówno topografii, jak i historii podwodnego świata. Poznajemy całą masę pływających stworzeń oraz hierarchię, jaka panuje w królestwie. Na początku naprawdę można się pogubić. Na szczęście autorka przewidziała to, dodając na końcu książki obszerny słownik pojęć i postaci. Wspaniała okładka na pewno zachęci wiele osób do lektury. Zdradzę, że wewnątrz książka również prezentuje się ciekawie...
Powieść rozkręca się powoli. Na początku mamy dosyć długie przygotowania do ceremonii, ale od momentu ataku wszystko dzieje się błyskawicznie. Wartka akcja przenosi nas z miejsca na miejsce, a czytelnik odkrywa coraz więcej faktów prowadzących do wielkiego finału. Autorka nie zdradza jednak wszystkiego, zakończenie sprawia, że z niecierpliwością oczekujemy kolejnej części sagi. Cieszę się, że przygoda jest tutaj istotnym elementem. Obawiałam się, że będzie to kolejny romans paranormalny, przeniesiony jedynie do podwodnego świata. Trochę przeszkadzała mi, wspomniana wcześniej, ilość obcobrzmiących nazw odnoszących się do postaci, krain, czarów oraz innych pojęć. Zamiast skupiać się na akcji, musiałam przerywać i sprawdzać czy dane słowo figuruje w słowniczku. Kilka wątków zostało urwanych, ale rozumiem, że powrócą w kolejnych tamach sagi. Mogłabym jeszcze doczepić się do kilku czynności wykonywanych przez syreny, które pod wodą nie miałyby prawa bytu. Ale to są szczegóły, które w żaden sposób nie szkodzą całości odbioru.
Jestem pewna, że historia podwodnej walki bohaterek z własnymi słabościami, dla dobra ogółu, trafi do serc wielu czytelników. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy Serafiny i jej przyjaciółek. Polecam wszystkim, którym znudziły się oklepane schematy powieści i poszukują czegoś nowego. Zapewniam Was, że z "Wielkim błękitem" przeniesiecie się w magiczny świat, z którego nie będziecie chcieli wyjść.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

Ocena:
4/6

Dane techniczne:
Tytuł oryginału: Waterfire Saga. Deep Blue
Seria: Saga Ognia i Wody
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 6 maja 2015
Liczba stron: 352
Oprawa: miękka 

piątek, 27 lutego 2015

"Skrawki błękitu" Lois Lowry

 Opis:
„Bądź dumna ze swego bólu”, powiedziała matka. „Jesteś silniejsza od tych, którzy go nie zaznali”.

Kiedy Kira, utalentowana dziewczynka z okaleczoną nogą, zostaje sierotą, musi walczyć o przetrwanie w brutalnej, prymitywnej społeczności, zaślepionej własnymi uprzedzeniami. Według mieszkańców wioski jest leniwa i bezużyteczna – najlepiej byłoby, jak wcześniej innych, porzucić ją na żer dzikich bestii…
Ocalona od pewnej śmierci przez Radę Opiekunów, która pragnie wykorzystać jej mistyczny talent, Kira stopniowo odkrywa, że ratunek ma swoją cenę i wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Gdy powoli odkrywa mroczne sekrety swojego świata, zaczyna pojmować, że duma z przeżytego bólu nie wystarczy – teraz musi odnaleźć w sobie siłę, by zakwestionować fundamenty całej społeczności i po raz pierwszy stawić czoło prawdzie.
(źródło: Galeria książki)

O książce "Dawca" Lois Lowry dowiedziałam się w momencie wejścia do kin filmu na jej podstawie. Nie było innej opcji - najpierw musiałam przeczytać, dopiero obejrzeć. W ten sposób trafiłam na jedną z lepszych książek, z jakimi zetknęłam się w zeszłym roku. Niestety nie udało mi się napisać recenzji, dlatego wspominam o niej przy okazji lektury drugiej części. W zasadzie nie wiem czemu książki te uznawane są za serię. Mamy innych bohaterów, inną rzeczywistość i nie ma żadnego wątku, który by je łączył. Podejrzewam, że wspólnym ogniwem może tu być nastoletni bohater oraz wizja przyszłości, która przerazi niejednego czytelnika. No właśnie! Czy w związku z tym, że bohaterem jest młody człowiek, który dopiero wkracza w dorosłe życie, to i odbiorca powinien być w podobnym wieku? Moim zdaniem niekoniecznie. Oczywiście będzie to fantastyczna lektura dla nastolatków, ale uważam, że ich rodzice spokojnie mogą sięgnąć po książki Lowry.
"Skrawki błękitu" ukazują nam świat, w którym nie ma miejsca dla bezużytecznych ludzi, każdy musi w ten lub inny sposób przysłużyć się społeczeństwu. To powieść o poszukiwaniu własnego miejsca, o przyszłości, której nigdy nie będziemy w stanie zaplanować i zrealizować w 100 %. Społeczność, w jakiej przyszło żyć głównej bohaterce nie jest dla niej łaskawa, ale Kira dzięki swojemu niebywałemu talentowi, dostanie zadanie, które pozwoli jej się wykazać. Nie zdradzę Wam jednak czy historia będzie miała swój happy end... Przekonajcie się sami, naprawdę warto!
Zarówno "Dawca", jak i "Skrawki błękitu" zajmują już honorowe miejsce na moim regale z książkami. Niebawem dołączy do nich "Posłaniec", którego premierę przewidziano na 18.03. Nie mogę się doczekać, kiedy trafi w moje ręce! :)

Ocena:
5/6

Dane techniczne:
Tytuł oryginału: "Gathering blue"
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 19 listopada 2014
Liczba stron: 289
Oprawa: miękka

środa, 21 stycznia 2015

"NOS4A2" Joe Hill


Opis:

Victoria McQueen odkrywa niezwykły sposób na przenoszenie się w przestrzeni. Po pewnym czasie staje oko w oko z Nosferatu – upiorem porywającym dzieci. Choć doprowadza do jego ujęcia, po latach musi zmierzyć się z nim ponownie.

.

"Genialne połączenie klasycznych i nowoczesnych strachów i mrocznych fantazji, a wszystko doskonale pocięte i zmiksowane... Joe Hill stał się mistrzem swojego rzemiosła."
Publishers Weekly

(źródło: wydawnictwo Albatros)



Charlie Manx jest okrutnym i przerażającym człowiekiem. Jeździ Rolls-Roycem z 1938 z tablicą rejestracyjną NOS4A2. Bierze dzieci na przejażdżki, z których nigdy nie wracają. Jego celem jest cudowne miejsce zwane „Christmasland”, w którym codziennie są Święta Bożego Narodzenia, w którym nigdy się nie dorasta i nie umiera, ale trzeba zapłacić za to odpowiednią cenę…

(źródło: Empik.com)


Sięgając po książkę Joe Hilla nie spodziewałam się, że będzie to jedna z najlepszych powieści grozy jaką czytałam. Tak naprawdę ciężko ją przypisać do jednego tylko gatunku, zawiera zarówno elementy horroru, jak i fantastyki. Mimo, że to niezła cegła, to wciąga czytelnika tak, że biedny nie jest w stanie się od niej oderwać nawet na moment. Czytałam wiele pochlebnych opinii na jej temat i absolutnie się z nimi zgadzam. Wielu fanów twórczości jego ojca, Stephena Kinga, twierdzi, że tym dziełem uczeń udowadnia, że przerósł mistrza. Geny oraz niesamowita wyobraźnia autora sugerują, że jeszcze niejeden raz nas zaskoczy... Do takich książek aż chce się wracać. Sama kupiłam ją w prezencie dwóm osobom, w końcu dobrą literaturą warto się dzielić.
Próbuję znaleźć jakieś minusy, ale nawet jeśli są, to umknęły mi po przeczytaniu książki. Warto za to pochwalić Hilla za świetną narrację, humor, którym naszpikował powieść oraz fabułę, która wciąga nas do tego stopnia, że przy książce tych gabarytów żałujemy, że nie jest dwa razy grubsza! 
Moje pierwsze spotkanie z Joe Hillem nie było zbyt udane. Swoją przygodę z jego twórczością zaczęłam od "Pudełka w kształcie serca" - książki, której bardzo długo nie mogłam zdobyć. Kiedy w końcu mi się to udało, byłam rozczarowana. Być może miałam zbyt wielkie oczekiwania względem niej. Po drodze natknęłam się na opowiadanie napisane wspólnie z ojcem - "W wysokiej trawie", aż w końcu trafiłam na perełkę, jaką okazało się "NOS4A2". Na półce czekają na mnie już od dłuższego czasu "Rogi" oraz opowiadania "Upiory XX wieku". Na pewno niebawem się za nie wezmę bo błyskawicznie awansowały na mojej liście książek do przeczytania. 
Wiecie co jest najgorsze po przeczytaniu dobrej książki? To, że mamy coraz większe wymagania i stajemy się bardziej wybredni. :) Ale nie tracę nadziei, że wkrótce trafię na równie dobrą powieść grozy. A "NOS4A2" poleciłabym jako idealną lekturę na święta, ze względu na tematykę, ale kto by czekał do grudnia! Nie zwlekajcie ani chwili, dajcie się przewieźć Charliemu, ta przygoda na zawsze pozostanie w Waszej pamięci!

Ocena: 6/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: Albatros 
Data wydania: 4 czerwca 2014
Liczba stron: 752
Okładka: miękka


niedziela, 25 maja 2014

"Przejście" Justin Cronin

Opis:

W tajnej bazie armii amerykańskiej w Kolorado trwają badania nad rzadkim wirusem z boliwijskiej dżungli wydłużającym życie i zwiększającym siłę fizyczną. Ubocznym skutkiem jego działania jest przemiana ludzi w wampiry, wobec których wojsko ma własne plany: nowy gatunek wydaje się doskonałą bronią biologiczną. Agent FBI Brad Wolgast otrzymuje zadanie: dostarczyć dwunastu czekających na egzekucję skazańców do eksperymentu wszczepienia wirusa. W ostatniej fazie „Projektu Noe” wirus ma zostać podany małemu dziecku. Wolfgast zawozi do Kolorado porzuconą przez matkę sześcioletnią Amy Harper Bellafonte. W agencie budzą się wyrzuty sumienia; pomiędzy nim a dziewczynką tworzy się silna więź. Niespodziewanie zarażeni wirusem, zwani wirolami, wydostają się na wolność, zaś kraj ogarnia epidemia. Z bazy uciekają też Amy i Wolfgast. Wirole atakują i mordują wszystkich wokół siebie, w końcu opanowują całe Stany Zjednoczone. Kalifornia i Teksas ogłaszają secesję, a po użyciu broni nuklearnej państwo przestaje istnieć. Niedobitki ludzi kryją się przed wampirami w izolowanych koloniach za wysokimi murami, chronieni światłem reflektorów.
90 lat później. U bram jednej z kolonii położonych na terenie Republiki Kalifornijskiej pojawia się tajemnicza kilkunastoletnia dziewczyna – Amy. Wspólnocie kończą się zasoby energetyczne, czeka ją zagłada. Niewielka grupka ludzi wyrusza w niebezpieczną podróż do Kolorado, gdzie prowadzono kiedyś eksperymenty biologiczne, mając nadzieję na ocalenie.
(opis ze strony wydawcy)



"Przejście" jest pierwszą częścią trylogii porównywanej wielokrotnie do słynnego "Bastionu" Stephena Kinga. Na wstępie chciałam zaznaczyć, że jest to jedna z pierwszych postapokaliptycznych książek, z którymi miałam do czynienia. Rzuciłam się od razu na głęboką wodę, nie dosyć, że to moja pierwsza recenzja, to jeszcze tematyka, która jest dla mnie dosyć nowa. Ma to swoje niewątpliwe zalety - czytałam ją z perspektywy kompletnego świeżaka, nieobytego w temacie. :) Jedyny tytuł, jaki w tej chwili mi się nasuwa to "Jestem legendą" Richarda Mathesona. Niestety czytałam ją na tyle dawno, że daruję sobie jakiekolwiek porównania. 
Książkę polecił mi znajomy. Mimo iż sama do końca nie byłam przekonana czy odnajdę się w takiej tematyce, to postanowiłam dać jej szansę. Nie ukrywam że ilość stron (830!) i maleńka czcionka niespecjalnie zachęcały do lektury. Co innego kiedy sięgamy po nowy tytuł doskonale znanego nam i lubianego autora, wtedy mamy większa pewność, że damy się wciągnąć lekturze, a jej objętość stanie się dużym atutem.
Potrzebowałam trochę czasu żeby się wciągnąć ale teraz, z perspektywy czasu, uważam że było warto! Tom podzielony został na trzy części. Podczas lektury pierwszej z nich miałam jeszcze problemy z wciągnięciem się w akcję. Dopiero w drugiej części, która przenosi nas w przyszłość, wizja świata wykreowana przez autora, całkowicie mnie pochłonęła. Muszę zgodzić się ze Stephenem Kingiem, który na okładce zachęca: "Zacznij czytać tę książkę, a zapomnisz, że istnieje normalny świat". Fascynujące dla mnie było to, że ludzie z przyszłości, po zagładzie świata, cofnęli się do zamierzchłych czasów w kwestii rozwoju. Niezwykłe były dla nich przedmioty czy budynki, które dla nas stanowią codzienność. Zamknięci w wybudowanych przez siebie koloniach, walczą niezbyt wyszukanym rodzajem broni z wrogiem, który ma nad nimi miażdżącą przewagę.
Pozostaje jeszcze kwestia wampirów. Jeśli ktoś decyduje się na lekturę ze względu na nie, może się rozczarować... W pierwszej części dowiadujemy się w jaki sposób powstały, później jednak ich wątek stanowi jedynie tło dla walczącej ludności. Wiemy, że gdzieś tam są, atakują i trudno je pokonać, ale tak naprawdę nie ma tu co liczyć na głębszą analizę ich zachowań. To bardziej zwierzęta niż ludzie, ich celem jest zabijanie - właściwie na tym kończy się rola wampirów w "Przejściu".
Podsumowując...
Było to ciekawe spotkanie z mało mi znaną literaturą postapokaliptyczną. Jest to gatunek, do którego z pewnością wrócę (muszę w końcu zapoznać się z cyklem "Metro..."). Jeśli nie odstrasza Was ilość stron i mała czcionka to naprawdę zachęcam! Daję sobie trochę czasu zanim zabiorę się za drugi tom, ale nie wyobrażam sobie że mogłabym nie dowiedzieć się co będzie dalej...

Ocena: 4/6

Dane techniczne:
PRZEJŚCIE
Justin Cronin
tytuł oryginału: THE PASSAGE TRILOGY 1: THE PASSAGE
tłumaczenie: Zbigniew Kościuk
liczba stron: 832
oprawa: twarda
data wydania: 2 kwietnia 2014
Inne wydania: miękka okładka październik 2011