Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 maja 2018

"Orgazmokalipsa" Krzysztof T. Dąbrowski



Opis:


„Wyobraź sobie, że idziesz ruchliwą ulicą i nagle dostajesz erekcji… a w sekundę później wstrząsa tobą orgazm! (...) Wszyscy przechodnie także dochodzą, a później dochodzą do siebie, każdy na własną rękę… Yyy, w swoim tempie”. 

Ale to tylko początek kłopotów, bo wkrótce dresiarze zaczynają tak bardzo pragnąć intelektu, że przemieniają się w zombie, komuniści zmartwychwstają jako żądne krwi wampiry, a miejski smog zieje ogniem – i kiedy wydawać by się mogło, że gorzej już być nie może, pewien kosmita postanawia złożyć Ziemianom niezapowiedzianą wizytę… 

Na szczęście z wszechogarniającego chaosu wyłania się grupa dzielnych bohaterów, którzy próbują jakoś przeciwdziałać katastrofie… Jednak czy metalowiec z nadwagą, mówiący kocur – erotoman oraz emerytowana czarownica zdołają zapobiec zejściu milionów ludzi z rozkoszy lub upodlenia? 

Jeśli wydaje się wam, że widzieliście już wszystko, macie rację... 
Wydaje się wam.
(źródło: Wydawnictwo AlterNatywne)



Dawno, dawno temu, w odległej krainie, działy się rzeczy niebywałe - martwi powstali z grobów, tajemnicze naczynie ożywiało swoją zawartość, pradawne stwory znane z legend latały nad miastem, a wielcy wodzowie wracali do życia... No tak, wszystko się zgadza, oprócz jednego - takie rzeczy tylko w naszej rodzimej krainie, i tylko tam, gdzie swój spokojny żywot próbuje wieść Hubi wraz ze swoim miauczącym przyjacielem Wikarym i leciwą fanką metalu, Euzebią. Zaprawdę powiadam Wam, to nie mogło się dobrze skończyć...



Nie spodziewałam się, że będę miała okazję spotkać się jeszcze raz z bohaterami, którzy oczarowali mnie w zbiorze opowiadań "Oblicza grozy". Pamiętam, że historia rozbawiła mnie do łez. Tym razem autor zaserwował nam siedem oddzielnych opowieści, które oprócz bohaterów, nie mają ze sobą wiele wspólnego (nie mogłam się doczekać finału trzymiesięcznych zmagań Huberta na siłowni, niestety, wątek się urwał). Ale od bohaterów powinnam zacząć, to oni stanowią jedną z najmocniejszych stron powieści. Na pierwszy plan wysuwa się Hubert Płaczkowski, trzydziestoletni fan metalu, pizzy i pięknych kobiet, z długimi włosami, brodą, sporą nadwagą i... nieustającym kacem. Wiecznie narzekający, ale trudno mu się dziwić, skoro ciągle ktoś (lub coś) zakłóca jego spokojny żywot, próbując wywołać apokalipsę. Na szczęście Hubi nie jest sam, jego dzielnym pomocnikiem jest gadający kot (nie zostało to do końca udowodnione, bo tylko jego pan go słyszy, co niekoniecznie świadczy o jego zdrowiu psychicznym). Wikary to mały spryciarz, który przed każdą akcją negocjuje twarde warunki - zwiększona dawka najlepszej kociej karmy, to tylko jeden z nich. On również lubi oglądać się za płcią piękną, oczywiście swojego gatunku, jest tchórzliwy, chociaż w decydujących momentach zdarza mu się pokazać pazurki. Wisienkę na torcie stanowi płeć piękna (no dobrze, kiedyś może i nią była) - Euzebia. Stanowi ona doskonały przykład na to, że mamy tyle lat, na ile się czujemy. No bo kto to widział żeby w wieku 76 lat słuchać metalu, ubierać się na czarno i parać jeszcze czarniejszą magią?! Okazuje się jednak, że to własnie ona ratuje często obydwu bohaterów z opresji...

Zwariowane przygody tej niezwykłej trójki zostały świetnie zobrazowane przez Johannah, młodą, niezwykle uzdolnioną ilustratorkę, grafika, a ostatnio również tatuatorkę. Jej prace z daleka przyciągają wzrok i świetnie komponują się z treścią powieści.


A teraz przejdźmy do samej książki...
Orgazmokalipsa to twór bardzo specyficzny. Humor, który serwuje czytelnikom autor, zapewne przypadnie do gustu jedynie części z nich. Zarówno ten sytuacyjny, jak i słowny. Ja zaśmiewałam się do łez! Język jest dosadny, prosty i doskonale komponuje się z treścią książki. Nie uświadczycie tu historii o księżniczkach, chyba, że tych z piekła rodem... Akcja rozwija się szybko, nie ma zbędnych opisów czy rozmów o niczym. Wszystko to rozgrywa się przy dżwiękach klasyki metalu. Fani tego gatunku będa mieli dodatkowy bonus. O bohaterach wspomniałam już wcześniej, ale warto podkreślić, że tak naprawdę to oni stanowią najmocniejszą stronę Orgazmokalipsy! Świat mógłby się kończyć z powagą godną tego wydarzenia, a ta - jedyna w swoim rodzaju - trójka i tak zrobiłaby sobie imprezę w wersji hard na zgliszczach, doprowadzając nas do łez. Wszystko, co będziecie mieli okazję tu przeczytać, to jeden z największych absurdów, z jakim uda Wam się zetknąć w literaturze! Duży ukłon w stronę autora za nieograniczoną wyobraźnię, która wiedzie go w tak niezwykłe rejony... No i tutaj małe ostrzeżenie dla wszystkich wrażliwców - czasem jest dość... obrzydliwie! Tym, którzy czytając o różnych wydzielinach ciała, odkładają książkę na półkę i nigdy do niej nie wracają, polecam nieco lżejszą lekturę, np Anię z Zielonego Wzgórza...
Lubię książki, które odwracają nasza uwagę od szarej rzeczywistości, doprowadzają czytelnika do śmiechu, pozwalają oczami wyobraźni zobaczyć to, czego nasz mózg nigdy by nam nie podpowiedział... Krzysztof T. Dąbrowski jest autorem, który specjalizuje sie w takich tekstach. I chwała mu za to! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkam się z tą szaloną trójką, która jeszcze długo nie opuści moich myśli.
Na koniec małe ostrzeżenie - po lekturze Orgazmokalipsy już nigdy nie będziecie tacy sami, czytacie na własną odpowiedzialność! Żeby nie było, że nie ostrzegałam... ;)


Ocena:
5/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: AlterNatywne
Data wydania: 15 sierpnia 2016
Liczba stron: 250
Oprawa: miękka

niedziela, 12 lutego 2017

"Kiedy będziemy deszczem" Dominika van Eijkelenborg


Opis:

COKOLWIEK ROBI, GDZIEKOLWIEK JEST, CZUJE, ŻE JEGO OCZY JĄ ŚLEDZĄ

Pewnego październikowego dnia Inga de Graaf wychodzi z psem na spacer, z którego nigdy nie wraca. Zaniepokojony mąż zgłasza jej zaginięcie, nie wierząc, że kobieta mogłaby porzucić wszystko i po prostu przepaść bez wieści. Policja zaczyna akcję poszukiwawczą, która nie przynosi rezultatów. Dopiero mailowa korespondencja zaginionej odkryta w koszu jej laptopa naprowadza na wątły ślad. Okazuje się, że Inga kryła mroczną tajemnicę, którą podzieliła się z przyjaciółką ze studiów. 

Z pozoru poukładane życie Ingi, której niczego nie brakowało było jedynie fasadą, za którą kobieta skrywała samotność i rozczarowanie. Spotkanie młodego mężczyzny uruchomi lawinę strasznych zdarzeń, od których nie było żadnej ucieczki.

THRILLER, KTÓRY NĘCI ZAKAZANĄ WONIĄ ZDRADY, NAMIĘTNOŚCI I MROCZNYCH ZAGADEK


Są takie książki, które zalewają emocjami. Po skończonej lekturze powrót do codzienności wydaje się praktycznie niemożliwy. W głowie kłębi się tyle myśli, tak wiele kwestii okazuje się wartych przemyślenia... Jesteśmy wypaleni psychicznie, a jednocześnie chcemy więcej! Takie powieści działają jak narkotyk - jak tylko zaczniemy czytać, pochłoną nas bez reszty.
To książki, o których najtrudniej pisać, bo niektórych odczuć nie da się ubrać w słowa, trzeba to przeżyć samemu. Najchętniej ograniczyłabym swoją recenzję do jednego zdania - to jedna z najlepszych powieści, jakie czytałam od bardzo dawna! Ale wiadomo, że to moje subiektywne odczucia. Postaram się Was jednak przekonać, że warto mieć tę pozycję na swojej półce!
Co skłoniło mnie do sięgnięcia po nią? Nazwisko autorki. Czytałam jej poprzednią powieść i chociaż nie powaliła mnie na kolana, to wyjątkowo zapadła w pamięć. W tym przypadku nie zapoznałam się nawet z opisem. Kiedy książka do mnie przyszła, zachwyciła mnie jej niezwykła okładka. Wygląda, jakby została pokryta kroplami deszczu. Jest przepiękna i doskonale współgra z fabułą. 
Zacznijmy od gatunku, bo tutaj widziałam pewne kontrowersje w opiniach czytelników. Nie jest to typowy thriller, ani kryminał. Sama przed lekturą nie nastawiałam się w żaden sposób, może dlatego tak bardzo byłam zachwycona. Jak dla mnie jest to powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym i doskonale rozbudowaną warstwą psychologiczną. Chociaż sporo się dzieje, nie uświadczymy tu akcji rodem z książek sensacyjnych. Mimo to, nie można się oderwać! Z każdą kolejną stroną wciągamy się coraz bardziej, identyfikując się z bohaterami i wraz z nimi przeżywając wszelkie rozterki. A tych nie brakuje. Jak to często bywa w życiu, nikt nie staje się nagle piękny, bogaty i szczęśliwy. Także tutaj autorka ukazuje dylematy moralne i decyzje, które wpływają na nasz los, a czasem i na los innych osób. Podoba mi się, że prawie do końca nie wiemy, jak wszystko się skończy - czy będzie happy end, czy wręcz przeciwnie, życie bohaterów runie jak domek z kart... 
Konstrukcja powieści nie jest tradycyjna. Na początku dowiadujemy się, że zaginęła młoda kobieta. Nie wiemy o niej zbyt wiele, jednak akcja szybko przenosi się w przeszłość, kiedy to poznajemy całą historię. Powoli wszystkie elementy łamigłówki zaczynają się uzupełniać, prowadząc do zaskakującego finału! Muszę tutaj wspomnieć, że życie Ingi zostało opisane w wyjątkowy sposób. Z jednej strony widzimy ją podczas codziennych czynności, prowadzącą zwyczajne życie, które sami widzimy na co dzień. Z drugiej strony, punkt zwrotny wprowadzony przez autorkę, sprawia, że akcja nabiera tempa, a my z niecierpliwością czekamy na jej rozwój. Książka aż kipi od emocji! Po skończonej lekturze ciężko dojść do siebie, tyle myśli kłębi się w głowie. 
Dobrym zabiegiem było skupienie się na dwójce głównych bohaterów. Niby mamy kilka osób na drugim planie, ale stanowią one raczej tło. Nie powiem, zostali tak samo dobrze scharakteryzowani, jak ci najważniejsi, ale pojawiają się sporadycznie, wtedy, kiedy wymaga tego akcja. Wielokrotnie wspominałam, że zbyt wiele postaci sprawia, że zamiast skupić się na akcji, zastanawiam się, kiedy ten ktoś się pojawił i skąd go kojarzę. Tutaj ten problem nie istnieje. Tak naprawdę ważna jest dwójka bohaterów i dzięki temu, na nich skupiamy się najbardziej. Psychologia postaci to piekielnie mocna strona powieści! 
"Kiedy będziemy deszczem" to książka jednocześnie piękna i smutna. To pierwsze określenia, które przyszły mi na myśl po skończonej lekturze. To, że jest taka "życiowa", stanowi ogromny atut. Czytamy o codziennym życiu bohaterki, jej troskach, dylematach, sprawach zupełnie przyziemnych i myślimy: "skąd ja to znam?!". Sporo w powieści refleksji i mądrości, które każdy będzie mógł odnieść do własnego życia. I chociaż nie ukrywam, cała historia wypala emocjonalnie, to warto po nią sięgnąć, bo z pewnością zostanie z nami na dłużej...
Język powieści również sprzyja lekturze. Nie skupiamy się na nim, a tym samym nie odciąga nas od samej fabuły. Autorce wyjątkowo dobrze idzie opisywanie uczuć, a moim zdaniem to naprawdę trudna sztuka! Również klimat małego miasteczka, który udało jej się stworzyć, doskonale buduje atmosferę grozy. Wydarzenia zaczynają się komplikować, wiemy, że zaraz wydarzy się coś złego, ulice spływają deszczem, a napięcie sięga zenitu. W takiej atmosferze dochodzi do wydarzeń opisanych na początku powieści.
Jeśli zagłębimy się w biografię autorki, zobaczymy, że część elementów przeniosła do książki ze swojego życia. Nie wiadomo do końca, czy relacje między bohaterami też powstały na bazie jej doświadczeń, to już chyba pozostanie słodką tajemnicą pisarki. Wiemy natomiast, że przygotowała się doskonale w kwestii szkolenia psów. Wątek ten ma spore znaczenie dla całej akcji i został opisany w sposób naprawdę imponujący! Widać, że autorka zrobiła ogromny postęp od czasu powstania  pierwszej powieści.
Z niecierpliwością czekam na jej kolejną książkę, chociaż poprzeczkę postawiła sobie naprawdę wysoko! Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do lektury i powieść zajmie szczególne miejsce na Waszej półce, tak, jak miało to miejsce u mnie.

Na stronie wydawnictwa znajdziecie wywiad z autorką: klik


Dane techniczne:
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 20 stycznia 2017
Liczba stron: 432
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Ocena:
6/6

czwartek, 9 lutego 2017

Spotkanie z Alkiem Rogozińskim w łódzkim Empiku.

Z góry przepraszam za jakość zdjęć! Były robione telefonem komórkowym... :( Tak szybko wyskoczyłam na to długo oczekiwane spotkanie, że zapomniałam aparatu!

Rzecz miała miejsce 2.02. Zobaczcie jak było niesamowicie! Szkoda, że zdjęcia nie oddadzą tej atmosfery... Arek jest jedynym mężczyzną, który potrafi doprowadzić do łez wszystkie będące obok niego kobiety... Sama spłakałam się tak strasznie, że później musiałam sprawdzać, czy nie wyglądam jak panda! :) Następnego dnia nadal bolał mnie brzuch od śmiechu. Uważam, że takie spotkania z czytelnikami nie są godne jego talentu komediowego. Na scenę z nim! Niech płacze cały naród... ;)

A ja właśnie kończę ostatnią książkę Alka, recenzja niebawem... 









środa, 18 stycznia 2017

"Gorzej być (nie) może" Małgorzata Falkowska


Opis:
Kontynuacja przygód sześciu zwariowanych przyjaciółek, bohaterek książki "Mąż potrzebny na już". Życie Zosi wydaje się wręcz idealne. Bogata dziedziczka nie ma w zwyczaju się niczym przejmować. Przyziemne problemy zdają się ją omijać szerokim łukiem, jednak los, a w zasadzie bliscy postanawiają to zmienić. Kiedy wydaje się, że gorzej być już nie może, Zosia uświadamia sobie, w jak wielkim jest błędzie. Czy zakochana w sobie bogaczka poradzi sobie z problemami, których nie są w stanie rozwiązać pieniądze jej ojca? Nadeszła pora, aby rozpocząć walkę egocentryzmu, pieczołowicie pielęgnowanego od urodzenia, z uśpionym głęboko ziarnem altruizmu, które chce wykiełkować.

Foto: autorka

Druga książka w dorobku Gosi Falkowskiej, to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier! Czas, który minął od wydania pierwszej, "Mąż potrzebny na już", dłużył mi się niemiłosiernie. Miałam wrażenie, że autorka każe nam czekać latami, dopieszczając w tym czasie swoją powieść, która - co było oczywiste - nie mogła być zła! I teraz prawdziwe wyzwanie przede mną, jak zachęcić Was do przeczytania książki, od której sama nie mogłam się oderwać, nie wywołując w Was jednocześnie cukrzycy?! :)
Książki Gosi to taki antydepresant, powinno się je mieć zawsze pod ręką, aby w kryzysowych sytuacjach móc po nie sięgnąć. Bawią do łez, powodują niekontrolowane wybuchy śmiechu (po raz kolejny ostrzegam przed czytaniem w miejscach publicznych!), a czasem wzruszają do łez. Są ciepłe, mądre i mają fenomenalne bohaterki! Nie jest łatwo wpleść do komedii poważne wątki, a tutaj autorce udało się to znakomicie. To co ma bawić - bawi, to, co ma skłonić do refleksji - skłania. W kwestii humoru postawiłabym Gosię tuż obok Alka Rogozińskiego, to dwójka autorów, którzy ostatnio wybitnie dbają, aby mój nastrój był lepszy niż wskazywałaby na to pogoda za oknem.
Jak tylko rozpoczęłam lekturę, poczułam jakbym spotkała się z dawno niewidzianymi przyjaciółkami. Naprawdę za nimi tęskniłam! Początkowo bałam się, że minęło zbyt wiele czasu i będę miała problem z przypomnieniem sobie niektórych szczegółów, ale okazało się, że autorka pomyślała i o tym! Na początku mamy krótką charakterystykę, do której możemy w każdej chwili wrócić, gdybyśmy mieli problem z rozróżnieniem bohaterek. Później w fabułę wplecione zostają wspomnienia, które też naprowadzają czytelnika.
W pierwszej części prym wiodła Berka i jej poszukiwanie męża, w drugiej do głosu dojdzie... Zosia! Jeśli ktoś czytał debiutancką powieść Gosi, to wie, że Zosia... nie należy do najbystrzejszych osób. Jest za to przekonana o własnej doskonałości, pięknie i... jest całkiem urocza w tym samozachwycie. Tym razem okaże się, że los nie będzie dla niej łaskawy. Wszystko za sprawą kary, która moim zdaniem była strzałem w dziesiątkę. Autorka wpadła na świetny pomysł i zrealizowała go w stu procentach. To były najbardziej wyczekiwane przeze mnie fragmenty powieści. Nie martwcie się, nie zdradzę zbyt wiele. Musicie być jednak przygotowani na wewnętrzną przemianę bohaterki. Czeka Was wiele zaskakujących momentów, w końcu to Zosia! I koniecznie naszykujcie coś do notowania - powiedzenia wyżej wymienionej panny są warte tego, aby je uwiecznić i przekazać potomnym.
Przygotujcie się na wiele fantastycznych przygód i scen, które na stałe zostaną Wam w pamięci. Trzeba być wyjątkowo pozytywną osoba, aby napisać taką książkę! Pełną humoru, ciepłą i przede wszystkim taką, która zostaje z nami na dłużej. Już tęsknię za bohaterkami! Czasem żałuję, że sama nie mogę się do nich wkręcić chociaż na jeden wieczór. To prawdziwe postaci z krwi i kości. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czytam historie osób, które doskonale znam.
"Gorzej być (nie) może" to powieść, która przypadnie do gustu wszystkim osobom z poczuciem humoru. Przede wszystkim kobietom, choćby ze względu na płeć głównych bohaterek, jestem jednak pewna, że także panowie bawiliby się świetnie podczas lektury. Ta książka to doskonały pomysł na prezent. Lekka, łatwa i przyjemna, ale nie banalna. Jest mądra i skłania do refleksji, nie wprowadzając jednak czytelnika w ponury nastrój. Bardzo optymistyczna, w sam raz na wyjazd lub szare, zimowe wieczory.
Aby nie było tak słodko, powinnam się do czegoś przyczepić. Myślałam, myślałam i wymyśliłam... W tej części Zosia przyćmiła trochę pozostałe bohaterki. Co nie powinno nikogo dziwić, jeśli miał już okazje ją poznać. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach da dziewczynom szansę.
Jeśli miałabym wybierać jedną z przyjaciółek, na której historię czekałam najbardziej, to z pewnością byłaby to właśnie Zosia. Autorka będzie miała niełatwe zadanie, aby kolejne części były jeszcze zabawniejsze. Jedno jest jednak pewne - to seria, która powinna znaleźć się na Waszych półkach. U mnie zajmują honorowe miejsce. Polecajcie ją dalej, radością trzeba się dzielić!

Dziękuję autorce za egzemplarz do recenzji i... za scenę u dentysty, przy której płakałam ze śmiechu i przerażenia! Dzięki Tobie mój koszmar jeszcze przybrał na sile... :)

Recenzję debiutanckiej powieści Małgorzaty Falkowskiej znajdziecie na stronie: Polacy nie gęsi...
Miałam również przyjemność przeprowadzić wywiad z autorką: KLIK

Ocena:
5+/6

Dane techniczne: 
Wydawnictwo: Videograf
Data wydania: 17 stycznia 2017
Liczba stron: 376
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

poniedziałek, 16 stycznia 2017

"Czerwień obłędu" Dawid Waszak




Opis: 
Dorian miał wszystko – młodą i piękną żonę, dom w dobrej dzielnicy Jarocina, zdolnego syna, udany seks, ciekawą pracę i poukładane życie. Nie potrzebował zmian! Nagle jego świat legł w gruzach, runęło wszystko, co do tej pory było dla niego ważne. I nie spowodował tego żaden kataklizm, a… samospełniające się wizje, które wtargnęły w jego uporządkowany świat. 
Ten spokojny mężczyzna uwikłany zostaje w pasmo nieprzewidzianych sytuacji, które zapowiadają tragedię. Co ma z tym wspólnego kobieta w czerwonej sukni? Czy Dorian będzie mógł odwrócić bieg wypadków?



Dawid Waszak to młody autor, który, jak sam twierdzi, "ma w duszy rocka". Nie mogło być inaczej, skoro urodził się w Jarocinie, mieście kojarzonym głównie z jednym - dobrą muzyką. W tej chwili na swoim koncie ma trzy książki, w tym "Czerwień obłędu", której akcja dzieje się w jego rodzinnej miejscowości. To moje pierwsze spotkanie z twórczością autora. Czy udane?
Zacznijmy od tego, że jest to powieść na jeden wieczór. Całość mieści się na zaledwie 176 stronach. Jako czytelnik wolę bardziej opasłe tomy, twórca natomiast musi wykazać się dużym talentem, aby usatysfakcjonować czytelnika tak krótką formą. W tym wypadku wszystko zostało maksymalnie skondensowane. Dużo treści, akcji i przemyśleń głównego bohatera. Rzecz dzieje się szybko, nie ma momentów na głębszą refleksję. Dorian doznaje wizji, które zapoczątkowują cały ciąg zdarzeń. Wydawałoby się, że to coś, czego moglibyśmy mu pozazdrościć. W końcu można dzięki nim uniknąć wypadku lub innych przeciwności losu. Ale czy rzeczywiście? Okazuje się, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda. Wizje panoszą się w umyśle bohatera sprawiając, że traci rozeznanie co jest rzeczywistością, a co wytworem jego wyobraźni.
Książka wciągnęła mnie od samego początku. Cały czas coś się dzieje, a czytelnik nie może się doczekać co będzie dalej. Akcja pędzi do przodu w błyskawicznym tempie. Dla jednych będzie to zaletą, dla innych wadą. Ja nie jestem fanką długich opisów i thriller musi być dla mnie zwięzły, konkretny, z szybkimi zwrotami akcji. Całość napisana została lekkim, przystępnym językiem - można by wręcz rzec, potocznym. Dzięki temu bardziej możemy skupić się na tym, co chce nam przekazać główny bohater. Traktujemy go jak znajomego, który opowiada nam swoją historię. Zarówno ilość stron, jak i styl pisania sprawia, że spokojnie możemy podsunąć "Czerwień obłędu" komuś, kto nie czyta zbyt wiele.
Skupmy się przez chwilę na Dorianie. Od początku nie mamy problemu, aby się z nim identyfikować. Życie, które prowadzi, mogłoby należeć do wielu z nas. Rodzina, praca, pasje, większe bądź mniejsze problemy... Brzmi znajomo, prawda? To, że bohater jest jednocześnie narratorem, sprawia, że czujemy jakbyśmy czytali czyjś pamiętnik. Możemy zagłębić się w psychikę bohatera, poznać jego myśli, uczucia, a także rozterki. I tutaj pojawia się pierwsza rysa. Moim zdaniem objętość książki nie pozwala skupić się w wystarczający sposób na tych zagadnieniach. Akcja jest ważna, dobrze, że szybko posuwa się naprzód, ale to, co dzieje się w umyśle Doriana, jest równie ważne, o ile nie istotniejsze! Po skończonej lekturze czułam spory niedosyt. Niestety, mamy tu do czynienia z niewykorzystanym potencjałem. Ciekawi bohaterowie, o których chętnie poczytałabym więcej, doskonały pomysł na fabułę, która również mogłaby się rozwinąć, a także zakończenie, które niestety totalnie mnie rozczarowało. Sądzę, że książka zyskałaby wiele gdyby była o połowę grubsza. Mimo wszystko, uważam, że warto było spędzić z nią czas i nie wykluczam ponownego spotkania z twórczością Dawida Waszaka.

Ocena: 4+/6

Dane techniczne: 
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 3 września 2015
Liczba stron: 176
Oprawa: miękka

piątek, 13 stycznia 2017

Spotkanie z Magdaleną Majcher w łódzkim Empiku

Gościliśmy wczoraj w łódzkim Empiku wyjątkową autorkę. Magdalena Majcher promowała swoją drugą książkę. 
Zobaczcie jak wyglądało to spotkanie...







W końcu udało mi się poznać Magdę osobiście. :)




Wywiad dla lokalnej rozgłośni radiowej.

Trzymam kciuki żeby książka Magdy sprzedawała się niczym świeże bułeczki! 

Link do recenzji najnowszej powieści, która swoją premierę miała 11.01
KLIK

sobota, 7 stycznia 2017

''Stan nie! błogosławiony'' Magdalena Majcher


Premiera 11 stycznia 2017!


Opis: 

Ciepła opowieść o niespodziewanym macierzyństwie i trudnych życiowych wyborach.

Pola jest szczęśliwa – właśnie skończyła 28 lat, realizuje się zawodowo, ma kochającego męża. Poukładane życie do góry nogami wywracają dwie kreski… na teście ciążowym. A przecież nie tak to sobie wyobrażała! W dodatku, lekarze podejrzewają, że dziecko może mieć wadę genetyczną.
Musi dokonać najbardziej dramatycznego wyboru w życiu kobiety. Wyboru, którego musi dokonać samodzielnie. Czy uda jej się pokochać rosnące w niej życie?

Dante mawiał, że z raju zostały nam gwiazdy, niebo i oczy dziecka. Zanim oczy swojej Iskierki ujrzy Pola, stanie przed najtrudniejszą decyzją w swoim życiu. Magdalena Majcher napisała powieść o miłości, która jest w stanie pokonać wszystko. Bo przecież matki nigdy się nie poddają.
Natasza Socha



Po udanym "Jednym wieczorze w Paradise", którym autorka debiutowała na rynku wydawniczym, z niecierpliwością czekałam na jej kolejną powieść. Z jednej strony byłam pewna, że pozytywnie nas zaskoczy, z drugiej jednak pamiętałam, że poprzeczkę ustawiła sobie naprawdę wysoko. Teraz już wiem, że drugą książką utorowała sobie miejsce w pierwszym rzędzie, wśród topowych polskich autorek.
Część z Was może kojarzyć Magdę jako autorkę poczytnego bloga Przegląd czytelniczy. Sama często sięgałam po daną książkę, sugerując się zamieszczanymi tam recenzjami. Dobrze opracowane teksty oraz lekkie pióro sprawiają, że zagląda tam coraz więcej osób. Jest to o tyle istotne, że warsztat, który opanowała Magda podczas tworzenia swoich tekstów, znalazł odzwierciedlenie w jej powieściach. Jestem przekonana, że w wydawnictwie chcieliby mieć tylko takich autorów.
Przejdźmy zatem do samej książki. I tutaj muszę zacząć od najistotniejszej kwestii, a mianowicie emocji! Przechodzą one na czytelnika, oplatają go i nie opuszczają jeszcze długo po skończonej lekturze! Nie wyobrażam sobie, że można by było przeczytać "Stan nie! błogosławiony", po czym odłożyć go i zapomnieć. To jedna z tych powieści, które zostają z nami na dłużej, skłaniają do refleksji oraz zmuszają do zajęcia stanowiska w istotnej kwestii, nad którą prawdopodobnie nie zastanawiamy się na co dzień. To będzie doskonała pozycja dla wszelkich klubów dyskusyjnych. Podejmuje wiele ciekawych tematów, do których każdy z nas może odnieść się zupełnie inaczej.
Mimo iż w powieści dominuje kwestia macierzyństwa, poleciłabym ją nie tylko rodzicom. Chociaż prawdopodobnie ci będą przeżywali ją najbardziej, odnosząc się do swoich własnych sytuacji i doświadczeń. To idealna propozycja dla tych, którzy lubią mądre, skłaniające do refleksji, świetnie napisane powieści. Zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Jeśli jednak liczycie na lekką, łatwą i przyjemną historię, to szukajcie gdzie indziej. W tej książce jest jak w życiu, wszystko układa się pięknie, jednak nigdy nie wiemy, kiedy staniemy na rozdrożu i będziemy musieli wybrać kierunek, w którym podążymy.
Zatrzymajmy się na chwilę przy bohaterach. To naprawdę mocny element powieści. Świetnie scharakteryzowani, zarówno ci dobrzy, jak i źli. Autorka wyjątkowo skupiła się na psychologii postaci, dzięki temu jeszcze łatwiej jest nam przeżywać wszystko wraz z nimi. Osobiście jestem zachwycona główną bohaterką, ponieważ mamy bardzo podobne poglądy na różne sprawy. Chociaż patrząc na jej relację z matką stwierdzam, że chyba nie mam w sobie aż takich pokładów cierpliwości, spokoju i opanowania jak Pola. A stworzenie takiego charakterku jaki ma jej rodzicielka, to też nie lada wyczyn. Chociaż w tym kraju niestety można trafić na podobnych ludzi... Aby jeszcze bardziej zagłębić się w tę trudną relację matka - córka, Magda zastosowała ciekawy zabieg "powieści w powieści". Główna bohaterka pisze książkę, która jest dla niej swoistą terapią. Ukazuje jak bardzo toksyczny może być układ dwóch osób, które powinny być dla siebie najważniejsze. Ale mamy też pozytywnych bohaterów, takich jak mąż Poli, Jakub, czy jego babcia, Aniela. Udowadniają nam, że może istnieć idealne małżeństwo, a obca osoba ma szansę stać się bliższa sercu niż własna matka.
"Stan nie! błogosławiony" dopracowany jest w najdrobniejszym szczególe, także jeśli chodzi o zagłębienie się w tematykę ciąży, badań prenatalnych, czy chorób genetycznych. Z jednej strony Magda, jako matka dwójki dzieci, miała łatwiej, bo część zagadnień znała z autopsji. Z drugiej jednak strony, niektóre problemy, przed którymi postawiła bohaterkę, musiały i w niej wywołać niemałe emocje. Aborcja, której temat również został podjęty, jest od pewnego czasu dosyć popularnym zagadnieniem w naszym kraju. Tym bardziej książka wywoła zapewne wiele dyskusji.
Oprócz wspomnianych wcześniej wątków - chorób genetycznych, trudnych relacji z matką, czy też podejmowania ważnych decyzji - udało mi się wychwycić jeszcze jedną istotną kwestię. To pytanie, które co jakiś czas przewija się w mediach: czy każdy musi być rodzicem? Mam wrażenie, że wciąż funkcjonuje społeczny przymus zakładania rodziny. Ja osobiście uważam, że nie każdy musi nadawać się na rodzica i jeśli sam zdaje sobie z tego sprawę, to tym lepiej dla niego. Jedni odnajdują swoje szczęście w pracy, inni w pasjach, a jeszcze inni w dzieciach. Ważne, aby samemu decydować o tym, co jest dla nas najlepsze.
Bardzo mnie cieszy, że Magda tworzy już kolejne powieści, bo to jedna z tych autorek, której książki można brać w ciemno!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Pascal.

Ocena: 5+/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 11 stycznia 2017
Liczba stron: 384
Oprawa: miękka

piątek, 6 stycznia 2017

Podsumowanie 2016 roku






Czas na podsumowanie 2016 roku. :)

Przeczytałam 58 książek, a to oznacza, że sprostałam popularnemu wyzwaniu 52 książek. Nie jest to wyjątkowy wynik, patrząc na osiągnięcia innych osób, chociaż ja jestem całkiem zadowolona. Jak na mamę dwulatka, pracującą zawodowo, z różnymi czasochłonnymi zainteresowaniami, nie jest najgorzej! 

Wiele z tych tytułów miałam okazję poznać dzięki współpracy z Polacy nie gęsi.... Możliwość pisania dla nich, to naprawdę duże wyróżnienie! :) 
Chciałam również wspomnieć o niezwykłym miejscu, jakim jest klub Kobiety to czytają. Poznałam w nim mnóstwo fantastycznych osób, a od kiedy organizuję spotkania w Łodzi, również osobiście! Naklejka klubowa to swoisty znak jakości. Książki, które polecają, można brać w ciemno!

Zacznę od największych odkryć zeszłego roku. Wyjątkowo udane debiuty zaliczyły dwie młode autorki - Magdalena Majcher oraz Małgorzata Falkowska. Jedna z książek jest trochę poważniejsza, druga bardziej zabawna - obydwie jak najbardziej godne polecenia. Dziewczyny idą za ciosem, lada moment pojawią się ich kolejne powieści. A na blogu niebawem przeczytacie przedpremierową recenzję jednej z nich.
Największym odkryciem wśród autorów, którzy wydali już kilka pozycji, jest zdecydowanie Alek Rogoziński! W tym roku zamierzam nadrobić wszystkie zaległe powieści jego autorstwa. No i oczywiście czekam na nowe... 

Czas na moje TOP 5 (kolejność przypadkowa):
1. "Jak cię zabić, kochanie?" Alek Rogoziński
2. "Dożywocie" Marta Kisiel
3. "Mroki łowisk" Anna Kasiuk
4. "Stan nie!błogosławiony" Magdalena Majcher
5. "Mąż potrzebny na już" Małgorzata Falkowska

Jak widać - polscy autorzy całkowicie zdominowali podium! :) Bardzo mnie to cieszy...

Muszę jeszcze wspomnieć o wyjątkowej powieści grozy - "Droga do piekła" wywarła na mnie ogromne wrażenie! Cieszę się, że miałam okazję ją przeczytać, bo o dobry horror/thriller naprawdę trudno.

Na miano najbardziej oczekiwanej książki zasługuje oczywiście "Harry Potter...". :) Na szczęście nie zawiodłam się, chociaż recenzje były różne.

I na sam koniec - największe rozczarowanie. Tutaj niestety, bez chwili wahania, umieszczam "Dziewczynę z pociągu". Najbardziej przereklamowana książka roku!

Podsumowując: Był to zdecydowanie czas dobrych wyborów! Lista na rok bieżący jest bardzo długa. Pierwsza książka już za mną. Mam nadzieję, że będę zaglądać tu jak najczęściej. 

Wam życzę samych dobrych wyborów czytelniczych, a naszym autorom niekończącej się weny! :)

niedziela, 6 listopada 2016

"Dobra matka" Małgorzata Rogala



Opis:

Czy wiesz, co może się stać, gdy nie pilnujesz swojej prywatności?
W Lesie Kabackim zostaje zastrzelona młoda kobieta, matka kilkuletniej dziewczynki. Niedługo po tym w podobnych okolicznościach ginie druga kobieta – także matka. Obie ofiary nieustannie dzieliły się prywatnością swoją i swoich dzieci. Tuż przed śmiercią każda z nich otrzymała tajemniczą wiadomość o treści „bądź dobrą matką”.
Policjanci Agata Górska i Sławek Tomczyk prowadzą skomplikowane i wielowątkowe śledztwo, podczas którego odkrywają wiele brudnych tajemnic sprzed lat. Poza schwytaniem seryjnego mordercy starsza aspirant Agata Górska będzie musiała zmierzyć się także ze swoją przeszłością…
Intrygujący i niezwykle wciągający kryminał, od którego trudno się oderwać.
(źródło: wydawca)




Wielokrotnie podkreślałam, że mamy świetnych polskich autorów kryminałów. Każde kolejne odkrycie, tylko mnie utwierdza w tym przekonaniu. Jak możecie się łatwo domyślić, pierwsze spotkanie z twórczością Małgorzaty Rogali uważam za wyjątkowo udane. 
Czym wyróżnia się ta powieść na tle innych kryminałów? Mamy tu zbrodnię, śledztwo i rozwiązywanie zagadki, ale także bardzo ważny wątek społeczny. Życie bohaterów zostało opisane równie ciekawie, co sprawa kryminalna. Autorka poruszyła istotną kwestię, która co jakiś czas zostaje podjęta w mediach, jednak w literaturze nie została jeszcze wyeksploatowana. Sprawa dotyczy publikacji zdjęć dzieci na portalach społecznościowych. Rodzice uwielbiają chwalić się swoimi pociechami. Nie ma w tym nic złego, o ile zachowamy zdrowy rozsądek i zdamy sobie sprawę z zagrożeń płynących z takich działań. Są osoby, które nie upubliczniły ani jednego zdjęcia dziecka, ale i takie, które robią to nawet kilka razy dziennie. Niestety, w internecie nic nie ginie, musimy być świadomi tego, że na fotografie trafią niepowołane osoby. Tak właśnie było w przypadku głównych bohaterek. Kto i dlaczego postanowił je za to ukarać, na te pytania nie uzyskamy szybko odpowiedzi. Autorka bowiem tak sprytnie poprowadziła akcję, że nawet najwięksi fani kryminałów będą musieli dobrze pogłówkować! To ogromna zaleta powieści. Do samego końca nie byłam pewna kto jest winny. Po drodze moje typy wciąż się zmieniały - jednym słowem, dałam się wodzić za nos. 
Chciałabym jeszcze odnieść się ogólnie do zakończeń w powieściach kryminalnych. Po pierwsze nie lubię kiedy morderca prawie w ogóle nie pojawia się w książce. Nie mamy wtedy okazji żeby wzbudzić w sobie jakiekolwiek uczucia w stosunku do jego postaci. Kiedy na końcu okazuje się, że to właśnie on jest winny, nie robi to na nas specjalnego wrażenia. Częściej obstawiamy bohaterów pierwszoplanowych niż tych, którzy pojawiają się sporadycznie lub praktycznie w ogóle. Na szczęście stosunkowo rzadko spotykam się z takim zabiegiem. Nie lubię również kiedy morderca ujawnia się zbyt szybko. Chyba, że to celowy zabieg, aby na przykład poznać jego punkt widzenia. Tutaj podciągnąć muszę niestety także te powieści, w których sami odgadujemy kto zabija. Jeśli stanie się to zbyt szybko, to albo jesteśmy w tym dobrzy i minęliśmy się z powołaniem, albo autor nie bardzo się starał przy tworzeniu całej intrygi.
Autorka "Dobrej matki" trzyma nas w niepewności do samego końca! Naprawdę trudno zgadnąć kto zabija i jaki ma motyw. W tej kwestii absolutnie do niczego nie można się przyczepić. Sporo takich mocnych stron odnajdziemy w powieści. Przede wszystkim czyta się ją bardzo dobrze. Akcja cały czas posuwa się płynnie do przodu, nie ma przestojów, wciąż coś się dzieje. Naprawdę trudno się oderwać! Kolejną mocną stroną są bohaterowie. Realistyczni, którzy tak jak my mają swoje słabości. Nie da się ich nie polubić, są naprawdę sympatyczni. Również psychologia postaci jest na najwyższym poziomie.
Nie znam się na prowadzeniu śledztwa, swoją wiedzę czerpię jedynie z kryminałów, jednak zwróciłam uwagę, że tutaj wszystko wydaje się wyjątkowo realistyczne. Policjanci powoli, krok po kroku, odkrywają kolejne wskazówki. Nie wpadają nagle w cudowny sposób na rozwiązanie, ale spędzają kolejne godziny na mozolnej pracy, aby dotrzeć do prawdy. W celu znalezienia winnego zostawiają wszystko, wraz z życiem prywatnym. Mam nadzieję, że w rzeczywistości policjanci są równie ambitni...
Podczas lektury miałam nieodparte wrażenie, że coś ważnego ominęłam. Zastanawiały mnie wtrącenia, których nijak nie mogłam dopasować do fabuły. Okazało się, że miałam rację. "Dobra matka" to druga część cyklu, czego wcześniej nie sprawdziłam. Nie przeszkadza to w żaden sposób w odbiorze, spokojnie można od niej zacząć. Niemniej zamierzam jak najszybciej zabrać się za "Zapłatę". Teraz jestem spokojna, książki Małgorzaty Rogali można brać w ciemno!
Na sam koniec zostawiłam coś, co mnie wyjątkowo zirytowało w powieści, a mianowicie jej zakończenie! Coś takiego powinno być karalne... Zanim pojawi się kolejna część, zdążę zapomnieć co wydarzyło się w finałowej scenie "Dobrej matki". To niestety częsty zabieg, który stosują ostatnio pisarze. Rozumiem, że z jednej strony ma on zachęcić do kupna kontynuacji, ale mnie osobiście wyjątkowo irytuje... Nie ujmuje to oczywiście całości, ale pozostawia lekki niesmak. Mimo wszystko, jestem pewna, że kolejna książka trafi na moją półkę od razu po premierze. Takich twórców trzeba promować, bo udowadniają oni, że polscy pisarze są piekielnie zdolni i w niczym nie ustępują promowanym kolegom z innych krajów.

Ocena: 5/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 15 czerwca 2016
Liczba stron: 351
Oprawa: miękka

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

"Mroki łowisk" Anna Kasiuk

Opis:

ŁOWISKA – tom II
Miłość i czas nie zawsze leczą zadane rany...

Majka podejmuje wyzwanie, jakie rzuca jej los. Z wrodzonym sobie zapałem próbuje budować szczęśliwe życie w cieniu malowniczych pejzaży Łowisk. Spełnia marzenia o własnej poradni, miłości wymarzonego mężczyzny. Wydawać by się mogło, że jej historia jest baśnią współczesnego Kopciuszka...

Ale czy na pewno? Enigmatyczne zjawiska i magiczna atmosfera miejsca, które wybrała jako swoje na ziemi, kierują uwagę Majki na przedwieczną tajemnicę. Wszystko, co otrzymuje od losu, okupione jest ogromną ofiarą, a cena, jaką przyjdzie jej zapłacić za szczęście, może okazać się zbyt wysoka. Czy młoda pani psycholog znajdzie w sobie siłę, by stawić czoło nieznanym jej dotąd zjawiskom? Czy jej partner okaże się godnym przewodnikiem po zawiłościach tej historii i udzieli jej wsparcia wtedy, gdy będzie tego najbardziej potrzebować? Czy miejsce, które nazywa swoim domem, będzie nim na pewno?

Anna Kasiuk czaruje słowem, fabułą i bohaterami. Aż chce się przeżyć tę niezwykłą historię wraz z nimi. Jednocześnie należy uzbroić się w cierpliwość i otworzyć na to, czego nie da się ogarnąć umysłem i zdrowym rozsądkiem. Bo Łowiska mają swoje piękne, a także mroczne strony. Historia, która porusza serce, ale i funduje pewną dawkę strachu i niepokoju.
Agnieszka Lingas-Łoniewska, pisarka
(opis: wydawca)


Znacie to uczucie, kiedy jak najszybciej chcecie przeczytać książkę, ale jednocześnie macie ochotę dawkować sobie tę przyjemność tak, by trwała jak najdłużej? Jeśli tak, to już wiecie co czułam podczas lektury drugiej części serii o łowiskach. Gdyby jednak nie przekonał Was ten argument wystarczająco, to dodam jeszcze, że rzadko się zdarza, aby drugi tom był lepszy od pierwszego - a ten jest! Dlatego premiera trzeciego, będzie dla mnie dniem wyjątkowo oczekiwanym!
A cóż takiego zaserwowała nam autorka tym razem? Przede wszystkim miejsce, którego opis jest tak niezwykły, że cały czas miałam wrażenie jakbym tam była. Łowiska odczuwamy wszystkimi zmysłami. Nigdy nie lubiłam opisów przyrody, jednak tutaj tworzą całą atmosferę. A ta jest niezwykła - mroczna, tajemnicza, niebezpieczna. Jednocześnie odpycha i przyciąga. Nie można się jej oprzeć. Czujemy, że w powietrzu czai się coś złego, ale kuszenie jest tak intensywne, że nie możemy mu się przeciwstawić.
Cała historia wciąga nas od pierwszych stron. Jeśli zaczniemy, jesteśmy straceni, za nic nie będziemy w stanie się oderwać. Wielkim atutem jest niebanalna fabuła, intrygująca tajemnica i nietypowy wątek miłosny, który zauroczy nawet przeciwników epizodów romansowych w powieściach. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak z pozornie prostej fabuły i znanego schematu, autorka stworzyła coś tak niebanalnego! Z pewnością ogromna w tym zasługa otoczki: sekrety, rodzinne tajemnice, mrok łowisk i trójka bohaterów, którzy stanowią centrum całej akcji - ich wzajemne relacje wciąż się zmieniają zaskakując czytelnika. Mamy kilka pikantnych scen, ale podobnie jak w części pierwszej, zostały pokazane z wyczuciem. Nie ma co się nastawiać na Pana Greya. I całe szczęście, bo Paweł i Robert to nieporównywalnie ciekawsze postaci! Obydwaj są tak intrygujący, że przez całą lekturę nie mogłam wytypować swojego faworyta. Paweł jest mroczny, tajemniczy i nieprzewidywalny. Majce ciężko jest go rozgryźć mimo związku, który ich łączy. To taki typ, który pociąga wiele kobiet. Robert natomiast to idealny materiał na męża - spokojny opanowany, troskliwy. Ktoś, na kim można polegać w każdej sytuacji. Obydwaj zostali świetnie opisani i mimo różnic budzą sympatię czytelnika. Kojarzą mi się nieco z braćmi z serialu "Pamiętniki wampirów". Trochę inaczej sprawa wypada z Majką. Mnie osobiście odrobinę irytowała. Nie wiem z czego to wynika, być może wypada ona blado przy wyjątkowo charakternych braciach. Bohaterka jest dość nijaka, czasem wręcz wkurzająca, a z nią samą także decyzje, które podejmuje.
"Mroki łowisk" trudno jest podciągnąć pod jeden konkretny gatunek. Wydawałoby się, że to kolejne babskie czytadło o trudnym związku. Lektura lekka, łatwa i przyjemna. Nic bardziej mylnego! Przyjemność odbioru co prawda jest, i to ogromna, ale trzeba naszykować się, że wkroczymy na bardzo mroczny teren, a historia, która się z nim wiąże, przyprawia o gęsią skórkę... Dla mnie, fanki powieści grozy, jest to ogromna niespodzianka! Nie znajdziecie tu słodkich scen, które czasem przyprawiają czytelników o mdłości. W tej chwili powieści Anny Kasiuk są dla mnie numerem jeden wśród "kobiecej literatury obyczajowej". Czego możemy się jeszcze spodziewać? Zaskakujących zwrotów akcji - wydarzenia oraz uczucia bohaterów, zmieniają się jak w kalejdoskopie. Przygotujcie się na wzruszenia i osobiste dramaty postaci, które poruszą wrażliwą stronę duszy nawet największych twardzieli. 
Tak bardzo chciałabym się tam znaleźć... Jeśli istnieje takie miejsce, dajcie znać! 
Jak można było się spodziewać, pisarka kończy powieść w najmniej oczekiwanym momencie. Chciałabym móc dorwać się do kolejnego tomu, ale niestety, jeszcze przyjdzie mi trochę poczekać! Jestem pewna, że wbije mnie w fotel. Autorka bowiem, wbrew wszelkim zasadom, drugim tomem przebiła pierwszy, który już wtedy wysoko postawił poprzeczkę! Z niecierpliwością czekam na zakończenie tej niezwykłej historii i jeszcze raz gratuluję Pani Annie wyjątkowej wyobraźni i talentu do budowania niepowtarzalnej atmosfery w powieści.  

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Replika.

Ocena:
5+/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 15 maja 2016
Liczba stron: 448
Oprawa: miękka ze skrzydełkami 

piątek, 8 lipca 2016

"Grimm City. Wilk" Jakub Ćwiek



Przyznaj, spodziewasz się baśni...


Opis:

Miasto Grimm – ponura, spowita obłokami tłustej czerni metropolia to miejsce, gdzie o sprawiedliwość równie trudno, co o bezchmurne niebo. Zbudowane na ciele olbrzyma, napędzane jego smolistą krwią i odłamkami węglowego serca trwało w dawno ustalonym porządku. Do teraz. Na przestępczą scenę wkracza właśnie bezkompromisowo Nowy Gracz, a oficer policji Wolf zostaje brutalnie zamordowany we własnym domu. Czy te fakty się łączą? I czy czerwony płaszcz z kapturem zaobserwowany u głównej podejrzanej w sprawie zabójstwa czyni ze sprawy zbrodnię na tle religijnym?

Jakub Ćwiek tym razem funduje nam gorzki, brutalny kryminał noir w niezwykłym świecie inspirowanym amerykańskim podziemiem przestępczym lat dwudziestych i trzydziestych. W mieście, w którym rządzi strach i… opowieść.

W tym mieście nie wybacza się żadnych błędów!

(źródło: strona wydawcy)



"Bajanizm, ale i niemal wszystkie religie przed nim i wiele odłamów po nim, uczyły, że żyjemy w jednej wielkiej opowieści, jednak składającej się z setek tysięcy małych. Każda opowieść zaś ma jedno nadrzędne prawo - niezależnie od poziomu skomplikowania ma jeden finał, gdzie wszystko splata się w całość.
A co jeśli nie...?"

Spróbujcie sobie wyobrazić najdziwniejsze połączenie gatunków. Horror romantyczny? Było… Thriller komediowy? Też pewnie coś by się znalazło. Fantastyczny kryminał noir? Nie… A jednak! Można? Można! Porwać się na to mógł tylko jeden człowiek – Jakub Ćwiek. Stworzył on miasto, które ma to coś – wyjątkowy klimat, otaczający nas niczym gęsta mgła unosząca się nad Grimm City.

Lata 20. i 30. w Ameryce rządziły się swoimi prawami. To właśnie na ich niepowtarzalnej atmosferze bazuje autor. Możemy ją wyczuć już od pierwszych stron książki. A właściwie już od samej okładki! To tam zaczyna się podróż do Grimm City, miasta, w którym nikt nie chciałby się znaleźć z własnej nieprzymuszonej woli. Ponure ulice, wszechobecny deszcz, ludzie przemykający chyłkiem od jednego zaułka do drugiego, kryjący swe twarze w kołnierzach płaszczy… A to i tak jaśniejsza strona miasta. Po drugiej jest świat przestępczy, który ma się w Grimm City całkiem nieźle. Szemrane typki czające się na każdym rogu wzbudzają strach w porządnych obywatelach. O ile jeszcze tacy zostali… Korupcja to chleb powszedni również dla tych, którzy powinni jej przeciwdziałać. 

Akcja powieści toczy się powoli, ledwie przebijając się przez gęstą atmosferę Grimm City. Bohaterowie przywykli zapewne do tego, co dzieje się na ulicach. Nikogo nie dziwi kolejne morderstwo opisane w gazetach. Chociaż tym razem sprawa wygląda na bardziej skomplikowaną – zaczynają ginąć bogu ducha winni taksówkarze. To znak, że policja musi wkroczyć do akcji…

Jakie elementy fantastyczne wplótł autor do fabuły? Czy możemy spodziewać się wilka zjadającego Czerwonego Kapturka? Nie do końca… Świat stworzony przez Jakuba Ćwieka ma wiele cech fantastycznych (geneza powstania, budowa, wierzenia itp), nie stanowi jednak dokładnego odzwierciedlenia Ameryki lat 20. i 30. Fabuła natomiast jest już jak najbardziej realna. Gdyby usunąć elementy fantastyczne byłby to typowy kryminał noir. Autorowi udało się zebrać wszystkie cechy charakterystyczne dla tego gatunku, z bohaterami włącznie. Brakowało mi jedynie klasycznej femme fatale w obcisłej sukience, zarzucającej zalotnie bujnymi lokami i kuszącej niewinnych mężczyzn. Mamy za to policjantów, którzy przywykli do ponurej atmosfery miasta i panoszących się wszędzie przestępców. I tutaj pojawia się mała rysa na idealnej dotąd powieści. Wszyscy stróże prawa zlewali mi się w jedno. Zabrakło mi głębszej charakterystyki albo cech właściwych danemu bohaterowi. Reszta jest w porządku. Alfie od pierwszych scen skradł mi serce. Opasły mafiozo natomiast stanowi wisienkę na torcie całej przestępczości Grimm City.

Pełną wersję recenzji znajdziecie na stronie: Polacy nie gęsi...

"Całą tę wielobarwną hałastrę ślepo podążającą za modą na kolory miał zresztą, w zależności od nastroju, albo za stado potulnych, karnych owiec, którym co powiesz, to zrobią, albo za bandę hipokrytów. Chcesz mieszkać w brudnym, zaropiałym i czarnym mieście Grimm? To noś się, kurwa, w jego barwach! Śmierdź jak ono, a nie mam, nie oszukuj ludzi wokół, fałszywych jak ty, zapachem kwiatów, cytrusów czy Bajarz wie czym jeszcze. Grimm city lepi się od tłustych czarnych kropel! Między jego budynkami niemal nieustannie wirują płatki czarnego śniegu, a powietrze jest ciężkie i naznaczone śmiercią!"

Recenzja powstała przy współpracy z:


Ocena:
5/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 13 kwietnia 2016
Liczba stron: 384
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

poniedziałek, 16 maja 2016

"Jeden wieczór w Paradise" Magdalena Majcher



Opis:

Marianna już dawno przestała być szczęśliwa z mężem, jednak nie zamierza w swoim życiu niczego zmieniać. Dla dobra rodziny oraz dzieci rezygnuje z własnych potrzeb i pragnień. Jeszcze do niedawna próbowała odnaleźć nić porozumienia z Pawłem, lecz nie widząc rezultatów swoich starań, postanowiła biernie przyglądać się z boku własnemu życiu. Jednak kiedy na horyzoncie pojawia się mężczyzna z przeszłości, o którym Marianna tak naprawdę nigdy nie zapomniała, kobieta postanawia postawić na szali swoje dotychczasowe życie i pomyśleć choć przez chwilę tylko o sobie. Wierność, uczciwość i zdrada nabiorą całkiem nowego znaczenia. Czy warto walczyć o związek za wszelką cenę?
Jeden wieczór w Paradise to słodko-gorzka opowieść o dojrzewaniu do prawdy. Wzrusza i bawi do łez. Marianna musi stracić naprawdę wiele, aby w końcu dostrzec własne błędy i móc je naprawić. Tylko czy nie będzie już na to za późno?



Nie mogłam się doczekać, kiedy debiut literacki Magdy Majcher w końcu ujrzy światło dzienne. Do tej pory to ona prezentowała nam dorobek innych autorów, skutecznie zachęcając, a czasem zniechęcając do lektury. Tym razem sama będzie oceniana i... jestem pewna, że nie ma się czym martwić! Książka pochłania czytelnika, skutecznie odciągając go od wszelkich zadań domowych!
Bohaterowie wykreowani przez autorkę to jeden z najmocniejszych atutów powieści. Podczas lektury cały czas miałam wrażenie, że to moi przyjaciele, których zmagania z życiem codziennie obserwuję, będąc na bieżąco ze wszystkimi wydarzeniami. Świetnie scharakteryzowani, pełnokrwiści, a do tego tacy zwyczajni - jak każdy z nas. Mają swoje wzloty i upadki, pokazują, że czasem trzeba tupnąć nogą i rzucić kilka niecenzuralnych słów, a czasem zwyczajnie się rozpłakać w ramionach przyjaciela. Jednych da się lubić od pierwszych stron, inni musza sobie zasłużyć na nasza sympatię. Magda wycięła kawałek życia i zrobiła z niego powieść. W dodatku taką, która praktycznie czyta się sama.
Jednego byłam pewna od początku, autorka skupi się na tym, aby język powieści był na najwyższym poziomie. I tak się stało. Nie wyłapiemy tu żadnych literówek, błędów stylistycznych czy (o zgrozo!) ortograficznych - a i takie "kwiatki" można znaleźć w wielu książkach. Język jest idealnie dopasowany do świata przedstawionego. Współgra z nastrojem bohaterów, ich wiekiem oraz wydarzeniami.
Już sam tytuł sugeruje nam, że czasem wystarczy moment, aby nasze życie wywróciło się do góry nogami. To, jakie podejmiemy decyzje, może wpłynąć nie tylko na kilka następnych godzin, ale często na resztę życia. Na ile sami decydujemy o naszym losie, a na ile przypadek? Ostatnio podczas lektury innej książki, nasunęło mi się to samo pytanie, tylko tam w grę wchodziły losy całego świata. Tutaj bohaterka podejmuje decyzję, która wiele zmieni w jej życiu. Nigdy jednak nie wiemy, czy będą to zmiany na lepsze, czy wręcz przeciwnie. Podobno kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa! Jak będzie w przypadku Marianny? Przekonajcie się sami! Zapewniam Was, że nuda jej nie grozi...
Magda przemyciła jeszcze jeden istotny wątek. O tym, jak ważne jest zdrowie, chyba nikomu nie muszę przypominać. Nie wszyscy jednak pamiętają, że łatwiej jest zapobiegać niż leczyć. I tę ważną kwestię porusza autorka w swojej powieści. Będzie to istotne dla bohaterki, ale warto, by stało się równie ważne dla każdej z nas!
Jak tylko skończyłam czytać ostatnie zdanie, miałam ochotę krzyczeć: "jeszcze! jeszcze!" Na szczęście Magdzie spodobało się pisanie. Mam nadzieję, że i pozytywny odbiór powieści dodatkowo ją zachęci. Pozostaje mi zatem czekać na kolejną książkę. Zapamiętajcie to nazwisko, bo jestem pewna, że Magda niebawem porządnie zamiesza na naszym rodzimym rynku wydawniczym! Trzymam kciuki, a jednocześnie jestem zupełnie spokojna, mimo że tak udany debiut wysoko postawił poprzeczkę! 


Za egzemplarz do recenzji dziękuję autorce oraz wydawnictwu.

Ocena:
5/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Data wydania: 18 maja 2016
Liczba stron: 304
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

sobota, 30 kwietnia 2016

"Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela" Grzegorz Kasdepke, Ryszard Petru

Opis:

Ekonomia dla dzieci - lekko, łatwo i zrozumiale - w zabawnych ilustracjach i opowiadaniach

Czy podaż i popyt to bliźniaki, a fiskus to imię dla psa? Wszystko stanie się jasne po przekroczeniu bram
ekonomicznego zoo. Kogóż i czegóż tu nie ma? Manko, zarobki, procenty, zaskórniaki, hipoteka, waluty, konta...
Barwny świat zabawnych opowiastek Grzegorza Kasdepke zamieszkują różne dziwadła, które dzięki ilustracjom Daniela de Latour dokazują na kartach książki, a ich zagadkową naturę wyjaśnia ekonomista Ryszard Petru. Dzięki tej trójce trudne zagadnienia z codziennej ekonomii zostaną oswojone.

Czy można polubić terminy ekonomiczne, nawet tak straszne jak debet, manko czy bankructwo? Kiedy przeczyta się o nich u Grzegorza Kasdepke i obejrzy u Daniela de Latour, chciałoby się je wszystkie nawet przygarnąć i przytulić! Okazuje się, że kiedy się je pozna bliżej, nie można się z nimi rozstać. To by się potwierdzało w życiu.
Michał Ogórek
(źródło: wydawca)


Czy ekonomia może być ciekawa? Panowie Kasdepke oraz Petru, postanowili udowodnić, że owszem, może być. A przedstawiona w odpowiedni sposób, jest w stanie porwać nawet najmłodszych czytelników. Proszę Państwa, oto Ogród Dziwnych Stworów...
Całość podzielona jest na dwie części - Ogród Dziwnych Stworów oraz Cyrk. Każda z nich zawiera krótkie historyjki z wyjątkowymi mieszkańcami ogrodu. Zatem oprócz czwórki "ludzkich" bohaterów, opiekunów całego dobytku, mamy takie stworzonka, jak manko, ustawa, hipoteka, debet, giełda, akcyza, dług, oraz mnóstwo innych trudnych słów, które autorzy postanowili nieco... oswoić. Każda historia została przedstawiona w zabawny sposób tak, aby młodzi czytelnicy, mogli uczyć się przez zabawę. Oto jeden z moich ulubionych fragmentów:

"-Pan go zabierze!... - krzyknął Dozorca.
-Właśnie mam taki zamiar - odpowiedział pan Rysio, nie spuszczając wzroku ze stworzenia. - Kto otworzył klatkę?
- Ja - wyznał płaczliwie Dozorca.
- Po co?!
- Myślałem, że jak się wybiega, będzie spokojniejsze...
- Spokojniejsze... - mruknął pan Rysio, przysuwając się o krok bliżej. - To jest fiskus. On, a nie ono. Trzeba pilnować, żeby go nie przekarmiać, bo będzie chciał wciąż więcej i więcej..."

Całą recenzję znajdziecie na stronie: Polacy nie gęsi...


Recenzja powstała przy współpracy z:

Ocena:
5/6

Dane techniczne:
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 22.02.2016
Liczba stron: 228
Oprawa: twarda